"We can learn to love again"

It's gonna be the end.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
czasem warto wejść drugi raz do tej samej rzeki

rozdział 54

Ponieważ chłopcy w październiku wyjeżdżali w nową trasę i tym razem nie mogli zabrać ze sobą dziewczyn, postanowili wykorzystać wolny wrzesień i już w tydzień po niedoszłym ślubie Hope wyjechali na Hawaje.
Harry i Natalia wzięli jeden domek i zadecydowali, że wpakują Hope z chłopakami do drugiego domku.
ośrodek w którym mieszkali był tuż przy plaży, a do tego otoczony wysokim ogrodzeniem, dzięki czemu było tam o 80% mniej nieproszonych fotografów i paparazzich. wszystko zorganizował Paul, więc musiało być dobrze i bezpiecznie.
na dworzu wiał wiatr i zbierało się na deszcz.
-Liam! zobacz te fale! idziesz ze mną poserfować-spytał Louis w domku.
-nie, może jutro Tomlinson. teraz ja z Zaynem i Niallem idziemy zobaczyć, co tutaj mają.
-a no ok. Hoooooooooope!
-stoje za tobą idioto, czego chcesz Louis?
-idziesz ze mną poserfować?
-mogę iść tyle, że nie umiem serfować Loueh.
-no to widzisz, dzisiaj będziesz miała pierwszą lekcje serfowania od pana Tomlinsona-mówił obejmując jej szyję ramieniem.
-ok, to idziemy. potrzebny mi ten taki specjalny strój do serfowania, czy na pierwszej lekcji go nie wymagasz-powiedziała, po czym od razu się zaśmiała.
-nie tam, załóż zwykły kostium kąpielowy i będzie ok.
-dobra, to zaraz przyjdę. a deska?
-wypożyczymy.
-super, za chwilę wrócę.
po 15 minutach oboje byli gotowi. Louis założył zwykłe sodenki, a Hope szorty kąpielowe, górę od kostiumu i na to obszerny sweterek z dziurami. umówili się z chłopakami gdzie będą klucze i wyszli.
po chwili byli już w wypożyczalni desek i zabierali dwie ze sobą.
-czyli zaczynamy od serfowania na piasku?
-nie no, raz na wakacjach miałam kurs pływania na desce, ale nie zdążyłam wejść z deską do wody, bo musiałam wyjechać.
-no to wczodzimy do wody od razu.
-tak jest.
zostawili rzeczy na plaży i poszli w wodę.
pare minut potem już złapali pierwszą falę. dobrze im szło. lecz nagle wiatr zawiał mocniej, a większa fala zaszła ich od tyłu i zepchnęła z desek. Louis szybko wyjął głowę z wody, zaczesał włosy do tyłu i przetarł twarz, po czym się rozejrzał. nigdzie nie widział Hope. zdenerwował się lekko i zanurkował w poszukiwaniu jej. po chwili ją zauważył i wyciągnął na brzeg. nie oddychała, a przynajmniej tak mu się wydawało. trochę przestraszony zaczął sztuczną reanimacje serca. lekko odkaszlnęła wodą, więc zrobił jeszcze kilka uciśnięć i już miał przejść do sztucznego oddychania, gdy ona nagle zaczerpnęła powietrza i otworzyła oczy. pierwszym co zobaczyła była twarz Louisa oddalona od jej o kilka centymetrów. najpierw była zdziwiona, ale już po chwili się roześmiała, a Loueh z nią.
-taki jestem śmieszy gdy próbuje ci uratowć życie, tak? to ciekawe co powiesz teraz.
Tomlinson usiadł na jej brzuchu, a dłonie położył od spodu jej kolan i zaczął ją łaskotać. ona lekko pisnęła i zaczęła krzyczeć przez śmiech. on przestał łaskotać jej kolana, a ona odetchnęła i podziękowała mu, tyle że niepotrzebnie, bo nie zdążyła nawet do końca powiedzieć "dziękuję" jak on zaczął łaskotać ją po brzuchu. najpierw trochę cierpiała, ale udało jej się uciec spod rąk jej oprawcy. on ją zaczął oczywiście gonić. gonili się brzegiem oceanu. niebo było coraz ciemniejsze, wiatr coraz mocniejszy, a fale coraz większe i co jakiś czas oblewały ich stopy. Louis w końcu ją złapał w talii i uniósł do góry. ona się zaśmiała i zaczęła go łaskotać po brzuchu. upadli w wodę. cały czas się śmiali. nagle poczuli że zaczyna padać. Hope zapatrzyła się w niebo. Lou to wykorzystał i zaczął ją chlapać wodą. ona oczywiście mu oddała i w ten sposób rozpoczęli wojnę na wodę. deszcz padał coraz większy, więc wyszli z wody. Louis miał ręce całe w piachu, więc poprosił Hope żeby go przytuliła. ona zauważyła jego dłonie i odmówiła po czym zaczęła powoli odchodzić, ale Loueh musiał ją ubrudzić, więc złapał ją od tyłu i mocno przytulił, po czym dokładnie trzymając obrócił twarzą do niego dzięki czemu wytarł doszczętnie swoje dłonie z piasku. dopiero po chwili zorientował się, że od Hope dzielą go milimetry. patrzył jej głęboko w oczy, ale niczego w nich nie znalazł. błądzili i toneli w swoich oczach. prawie ją pocałował gdy usłyszał jak dzwoni jej telefon. podbiegła do niego i odebrała, patrzyła w stronę Tomlinsona. jak zakończyła rozmowę zawołała chłopaka i powiedziała, że Natalia dzwoniła żebyśmy wracali, bo słyszała pierwsze pioruny. zabrali swoje rzeczy i jak gdyby nigdy nic, rozmawiając i śmiejąc się wrócili cali mokrzy do domku. nim wyszli z plaży oddali deski, a w czasie drogi Louis strzepał z pleców Hope piasek. u nich w domku siedział nie tylko Liam, Niall i Zayn, ale także Harry z Natalią.
Tagi: rozdział 54
03.11.2013 o godz. 18:31
kochaj mnie, kochaj mnie, kochaj mnie nieprzytomnie, jak zapalniczka płomień, jak sucha studnia wodę.
kochaj mnie namiętnie tak, jakby świat się skończyć miał.

rozdział 53

-Natalia..?
-Harry?! to nie tak jak myślisz...
-tak? czyli nie całowałaś się właśnie z moim przyjacielem, tak? a może mi się przewidziało?
-Harreh kochanie posłuchaj...
-nie mów do mnie kochanie. jak mogłaś mi to zrobić?! czym sobie zasłużyłem? co zrobiłem źle...
-Harry proszę wysłuchaj mnie.
-nie, nie będę cię słuchał. nie przeszkadzajcie sobie, już wychodzę.
-Harry proszę...
-nie ma sprawy, z twojego życia też już wychodzę. to koniec.
-Harry-chciała go zatrzymać, ale on już wyszedł-widzisz, co zrobiłeś?!
-Natalia, przepraszam, to był impuls, przepraszam, przepraszam, przepraszam. to tylko moja wina, postaram się to wyjaśnić z Harrym.
-nie musisz. wyjeżdżam. mama do mnie ostatnio dzwoniła i pytała czy mogłabym teraz znowu przyjechać. teraz już mogę.
i rzeczywiście kilka dni później już jej nie było. nawet Hope jej nie przekonała, aby została.
Hope i Niall zaczęli się ze sobą oficjalnie spotykać. nie myśleli nad tym, co tego wyniknie. po prostu robili co czuli.
ich związek był wręcz idealny do czasu kiedy Hope nie miała wyrzutów sumienia. to znaczy do marca, kiedy byli w USA.
-nie wiem ile jeszcze wytrzymam.
-prosze cie, no, daj spokój, to ci mine.
-albo mi sie wydaje, albo nie traktujesz mnie poważnie.
-o od razu "nie traktujesz mnie poważnie" a ja tylko nie przejmuje się tym tak jak ty.
-a może powinieneś.
-czyli zamierzasz mu powiedzieć, tak?!
-nie wiem! ale z każdym dniem moje sumienie daje mi o sobie znać coraz mocniej.
-dobra, spokojnie słońce. będzie dobrze rozumiesz? w końcu ci przejdzie.
-nie byłabym tego taka pewna, ale ok. jak uważasz.
-albo wiesz, to jeśli tobie tak zależy, to ja mu powiem, ok?
-dobra.
-tylko ty mu nic nie mów, jasne?
-tak jest. dzięki ci Niall.
-jeszcze dziś wieczorem kolacja dla mnie i będziemy kwita.
-hahahahah żebyś się nie zdziwił Horan!
on się tylko roześmiał, skradł jednego buziaka i wyszedł.
ona włączyła sobie twittera na lapku i rozsiadła się na łóżku. po chwili do pokju wpadł Louis.
-nie uwierzysz co przywieźli do hotelu!
-hahah dobra, nie zgadne, dawaj Lou, gadaj co przywieźli.
-nowiutki fortepian! w końcu będę mógł cie nauczyć grać! i jest duże siedzenie więc. .
-Loueh zdradziłam cię.
-co?
-wtedy, w styczniu jak byłam z Horanem w domu, poszliśmy na te after party, byliśmy pijani, ja nie chciałam, ale wyszło tak, że się z nim przespałam. próbowałam żyć jakby to się nigdy nie wydarzyło, ale zaczęły mnie gryźć wyrzuty sumienia i nie mogłam już tego znieść. musiałam ci powiedzieć.
-zaraz, co?
-Louis tak bardzo głupio się czuję, na pewno nie chcesz mnie znać.
-przestań tak mówić, szczerze to nawet nie czuje zbytniej złości...
-naprawdę? uhh wow, czego ja się bałam. a no tak, Niall będzie chciał ci dzisiaj powiedzieć to samo, więc jak coś to ja byłam cicho.
-hah no jasne.
-naprawdę się nie gniewasz? ale jak, dlaczego?
-nie wiem-powiedział wzruszając ramionami.
-już wiem! jesteś tak szczęśliwy z El, że nie umiesz się gniewać! to cudownie!
-hahah fajnie że się cieszysz.
potem zeszli na dół do tego fortepianu.
Hope wszystko przeszło. czuła cudowny spokój. nareszcie.
tego samego dnia wieczorem Niall chciał powiedzieć Louisowi. dlatego też zaplanował że zabierze go najpierw do słynnego baru McClaren'a, a potem pojadą na zapasy niedźwiedzi i dopiero wtedy mu powie.
siedzieli już w samochodzie.
-Niall czego ty ode mnie chcesz-zapytał Tomlinson opierając głowę o zagłówek.
-ja naprawdę nic od ciebie nie chcę. mam ochotę po prostu pojechać z przyjacielem na walki niedźwiedzi i wypić dobrą popularną szkocką, no i przygotować cię do pewnej ważnej informacji.
-wiem że przespałeś się z Hope-przerwał mu stanowczo Louis.
-co? skąd?!
-powiedziała mi dzisiaj.
-cholera, bardzo jesteś zły?
-nie, w sumie to nie. wiesz moja mama chce przyjechać, może ją też przelecisz?!
-o co ci chodzi?! przecież chyba wiesz, że normalnie bym ci tego nie zrobił! nie mówiła ci, że byliśmy pijani?!
-owszem mówiła, ale myślałem, że masz jakieś zasady!
-oczywiście że mam! przecież nigdy bym ci tego nie zrobił na trzeźwo!
-wystarczy, że zrobiłeś to po pijanemu. wiesz, może lepiej wyjde, zanim sie upijesz i na mnie będziesz miał ochotę. a i żebyś nie miał wątpliwości, to koniec naszej przyjaźni.
Louis kazał zatrzymać się Niallowi i wyszedł. złapał taksówkę i postanowił wrócić do hotelu.
w tym czasie Niall już zdążył dojechać do hotelu i wpaść do jego wspólnego pokoju z Hope.
leżała do góry nogami na rozkładanym łóżku z nogami na ścianie. bawiła się telefonem.
-miałaś mu nie mówić! dzięki tobie Louis stwierdził koniec naszej przyjaźni!
w tym momencie Hope zgramoliła się zabawnie z łóżka, że nawet zły Niall się lekko uśmiechnął.
-jak to dzięki mnie?! nie uważasz, że jakbyś ty mu powiedział to by się skończyło inaczej?
-tak, bo miałbym czas aby tak przygotować go do tej wiadomości, że by się nie przejął!
-oh, no to przepraszam bardzo, że wolałam powiedzieć mu prawdę niż z tym niewiadomo ile zwlekać!
-wiesz z jaką rzeczą jeszcze nie powinniśmy chyba zwlekać-spytał dalej zły, ale już nieco łagodniej.
-z jaką?
-z naszym zerwaniem.
-słucham?
-to, co słyszałaś.
-chcesz tego?
-nie wiem.
-aha, wiesz co, widocznie masz racje.
podeszła do szafki, zabrała z niej swoje rzeczy i spakowała je do walizki po czym bez słowa wyszła.
-Hope poczekaj...-ale nie było szans, zatrzasęła za sobą drzwi-cholera jasna.
Hope postanowiła dać Horanowi najgorszą z kar. postanowiła udawać że nic się nie stało, że ze sobą nie byli.
Louis nie odzywał się do Nialla. udawał że on nie istnieje.
w tym samym tygodniu Liam przeprowadził poważną i wymuszoną rozmowę z Harrym. trwała ona długo i nie obyło się bez krzyków, ale Liam się nie poddał i w końcu wytłumaczył Harremu tamtą sytuację. jako dobry przyjaciel powiedział Harremu, że ten może mu strzelić z liścia, jeżeli oczywiście chce, ale nie musi... zanim Liam skończył zdanie Hazz zdążył go uderzyć, odetchnąć i wyjść.
mieli teraz trzy dni wolnego między koncertami i Harry postanowił to wykorzystać. poleciał do niej. na miejscu, to znaczy w Warszawie kupił wielki bukiet róż i oczywiście dużą bombonierkę. dobrze wiedział gdzie mieszka jego ukochana, bo przecież niedawno u niej był.
na lotnisku był o godzinie 19, więc nim uciekł od fanek, rozdawania autografów i paparazzich, to dojechał do niej na 22.
Natalia dawała mu kiedyś zapasowe klucze, na jakby co, więc skorzystał z nich i po cichu wszedł do domu z całym.swoim ładunkiem. przeszedł przez przedpokój i kuchnię i wszedł przez otwarte drzwi do jej sypialni. zobaczył jak słodko śpi na kołdrze w ubraniach. uśmiechnął się na ten widok. kwiaty i czekoladki pozostawił w kuchni, wystawiając wcześniej kwiaty do naczynia z wodą oczywiście, i podszedł do niej. nie chciał jej budzić. zdjął z siebie tą wielką kurtkę i przykrył nią Natalie, po czym sam położył się obok niej.
następnego dnia gdy się obudził zauważył, że jego kochanie wciąż jeszcze śpi. wstał więc i zostawiając na niej jego kurtkę poszedł do kuchni i zaczął robić im śniadanie. po szybkim przeszukaniu szafek znalazł to, co chciał czyli kakao, czekoladę do rozpuszczenia, mleko, mąkę i resztę składników na naleśniki. w pół godziny później ona się obudziła. zdziwiona kurtką, którą była przykryta wstała i razem z nią zaczęła iść w stronę kuchni, do której drzwi były otwarte. i wtedy zobaczyła wszystko. wielki bukiet róż na stole, czekoladki i Harrego, który w samych spodniach na bosaka stał przy blacie w kuchni i dekorował naleśniki. mrugnęła kilka razy i sie uśmiechnęła. w całym domu pachniało naleśnikami z serkiem waniliowym i czekoladą. zarzuciła na ramiona jego kurtkę i oparła się o framuge drzwi. po chwili on się odwrócił z talerzem naleśników w dłoni i jak tylko ją zobaczył odłożył jedzenie po czym do niej szybko podszedł i ją mocno przytulił.
przeprosili siebie nawzajem i znowu wszystko było pięknie. a nawet lepiej.
w pewnym momencie do USA przyleciała El aby powiedzieć Louisowi, że wyjeżdża z Anglii do Chin do pracy i że nie będą mogli się wydawać przez kolejne pół roku. Lou to źle przeżył.
-co on tutaj robi-spytała z wyrzutem El gdy zobaczyła jednego z przyjaciół chłopaków.
-kto? Chris? poznaliśmy go w Nowym Yorku i tak wyszło, że się zaprzyjaźniliśmy.
-przecież Chris to mój były chłopak! po co on tutaj przyszedł?!
-jak usłyszałem że przylatujesz to mu powiedziałem i zaprosiłem go żeby przyszedł i porozmawiał z tobą, może uda wam się dogadać, w końcu nie rozmawialiście od zerwania...
-bo z ex się nie rozmawia ani nie przyjaźni! skąd wiesz, że uczucie do ciebie nie wróci? nie znam ani jednej osoby, która przyjaźniła by się ze swoją ex.
akurat przechodził Niall i coś w niego wystąpiło aby wydać tajemnice związku Louisa z Hope.
-jak to nie znasz, a Louis?
-słucham?
-no bo przecież Louis cały czas się przyjaźni ze swoją byłą.
-Louis? o czym on mówi?
-no bo przecież Louis chodził z Hope, a teraz są bardzo dobrymi przyjaciółmi.
-czyli cały czas mnie okłamywałeś?!
-pa El, pa Loueh, powodzenia-powiedział sarkastycznie po czym odszedł.
-pa Niall, Louis jak możesz się spotykać z Hope, skoro kiedyś byliście razem?!
-a co w tym tak właściwie jest złego?
-jeszcze się mnie pytasz? przecież to aż dziwne, żeby dwoje ludzi, którzy ze sobą byli, po zerwaniu się przyjaźnili i codziennie widywali, ile ty w ogóle z nią chodziłeś?
-no coś około roku...
-co?! no to naprawdę dziwne, a skąd masz pewność, że uczucie którym ją darzyłeś nie wróci? Louis przepraszam, ale nie mogę być w związku z kimś kogo w każdej chwili może natchnąć chęć do wrócenia do swojej przyjaciółki. przykro mi Loueh, to koniec. wylatuje dzisiaj.
-Eleanor! czekaj, chciałbym coś wiedzieć.
-co?
-co by było gdyby Niall ci nie powiedział o mnie i Hope?
-boje się Louis, że i tak byśmy zerwali.
-ale dlaczego?
-wydaje mi się, że jeszcze nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak ważną osobą jest dla ciebie Hope, a dowodem jest na to, chociażby to, że trzymasz ją tak blisko siebie.
nie zdążył jej zatrzymać.
co prawda związek Louisa i El się skończył, ale za to Niall i Hope zaczęli się bawić w 'wygranie zerwania' . chodziło o to, kto pierwszy umówi się na randkę. no i przez to Niall i Hope codziennie wychodzili do baru McClarena w czasie przerw. ostatniego dnia pobytu w Nowym Yorku, czyli koło 15 kwietnia, Hope wyszła do baru i nie wróciła na dalszą część próby. Niall nie poszedł wtedy z nią, bo miał coś do załatwienia.
Hope była ubrana w miarę tak jak zawsze, tyle że lepiej. bardziej...dziewczęco. tym razem założyła nie skaty, tylko buty na obcasie, co sprawiło, że jej ciemne jeansy z podwyższonym stanem aż do talii i biała koszula włożona delikatnie w spodnie, sprawiały że była wyższa i atrakcyjniejsza.
podeszła i usiadła przy barze, spotkała Luka.
http://24.media.tumblr.com/256c14d046be3ca01c3849d4d2e22d2d/tumblr_mm54neeDgp1rzwcrvo1_1280.jpg
-przepraszam, która godzina?
-emm-spojrzała na telefon-13:47.
-uff, dobra mam jeszcze czas. to miejsce to wolne?
-hm tak.
i od tego zaczęła się ich rozmowa.
potem zaczęli się ze sobą spotykać. Hope została specjalnie dłużej w USA, aby potem móc wyjechać z Lukiem do Anglii. oni przyjechali do Brytanii około dwa tygodnie po Natalii i reszcie. chłopaki, tak jak i Natalia bardzo polubili Luka. był miły, towarzyski i zabawny. za jego namową Hope wynajęła mieszkanie, a Louis i Niall kupili sobie oddzielne domy. Luke też mieszkał na stałe w Anglii, tyle, że na drugiej ulicy. mieszkał 10 minut drogi piechotą od nich. miał duże i ładne mieszkanie, które dzielił ze swoim przyjacielem. po 3 miesiącach ich związku Hope się do niego wprowadziła. byli ze sobą naprawdę szczęśliwi. często razem odwiedzali chłopaków i Natalie, a także przychodzili na obiady w domu Harrego.
któregoś wietrznego dnia przyszli do nich na późną kolację. usiedli przy stole i nim (tym razem) Liam i Zayn wszystko podali zaczęli rozmawiać. rozmawiać o tym, że chłopcy zaczynają nagrywać nową płytę, że za miesiąc mają trasę, która będzie trwać 10 miesięcy, o ich przyszłości, o nich. w tym czasie chłopaki zdążyli wszystko podać.
w pewnym momencie Harry wyszedł. wrócił po 20 minutach i poprosił na chwilę Natalie do ogrodu. specjalnie powiedział to takim tonem jakby był na nią zły. Natalia nie wiedząc czego się spodziewać poszła za nim. było już ciemno. wszędzie w ogrodzie paliły się małe świeczki, a na środku leżał mały kocyk. Natalia była zauroczona tym wszystkim. nie mogła się na to napatrzeć. nagle coś ją wyrwało z tego zapatrzenia. spojrzała na Harrego. klęczał.
-Natalia, być może jest jeszcze za wcześnie, być może nie wszystko będzie idealnie, być może odmówisz, ale wiem, że cokolwiek by się nie stało, to właśnie ty będziesz centrum mojego wszechświata. wiem, że to właśnie ty zawsze będziesz powodem mojego uśmiechu. wiem, że to właśnie ty zawsze będziesz wypełniać moje serce. wiem, że to właśnie z tobą, chcę spędzić resztę swojego życia. Natalia, czy będziesz moją przyszłością i wyjdziesz za mnie?
i w tym momencie otworzył małe czarne pudełeczko, a ku jej oczom ukazał się mały, śliczny pierścionek- https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRZFYd2c1lBoK69L1nqLFpKqAv-WsA5wECH-7loeyKmuM-FVA8I1w .
na początku nie wiedziała co powiedzieć.
-...t..tak, tak, tak-mówiła upadając na kolana i przytulając go, po czym go pocałowała i znowu przytuliła. byli wtedy w swoim świecie. wszystko inne straciło sens i znaczenie.
nawet to że reszta obserwowała ich przez okno i teraz cieszyli się tak jak oni.
mieli miesiąc do trasy, więc na razie nie myśleli o ślubie kościelnym, a jeśli nawet, to nie odbył by się w Anglii. miesiąc minął szybko. myśl ślubu jednak od nich nie odeszła. w końcu się zdecydowali. pierwsze 5 koncertów miało być we Francji, a pobyt tam miał zająć dwa tygodnie. potem kolejne dwa tygodnie w Belgii i trzy tygodnie we Włoszech. i to właśnie tam, we Włoszech mieli wziąć ślub kościelny.
Hope i Luke nie pojechali z nimi w trasę, ale umówili się że na początku września, kiedy ma się odbyć ślub, na pewno przylecą do Włoch.
Któregoś dnia stało się coś, czego Hope by się nie spodziewała. Luke ją uderzył i zagroził, że jeśli komukolwiek powie, to dostanie mocniej. potem ją przeprosił. Hope się trochę go bała, a do tego była na niego zła, ale wybaczyła mu. obiecał jej że tego drugi raz nie zrobi. "do następnego razu, ani razu". i znów było dobrze, i znów ją uderzył, i znów ją błagał o wybaczenie, i znów przyjęła przeprosiny. potem to samo. w końcu zaczął ją bić za głupoty, a potem wydawał pieniądze, żeby tylko przy nim została, bo ją kocha. i w ten sposób ona tonęła w tym bagnie. żyła w stresie i strachu, ale to dobrze ukrywała.
ślub miał się odbyć 10 września.
do Włoch wylecieli już na początku dziewiątego miesiąca. zamieszkali w tym samym hotelu, co chłopaki i Natalia i chodzili czasem na ich próby. w czasie przerw Harry i Natalia dopracowywali ostatnie szczegóły na ceremonię.
w dniu ślubu gdy już wszystko było gotowe, a panna młoda była doprowadzana do perfekcji przez jej drużbę, mało brakowało by ich sekret się nie wydał. bowiem Natalia zauważyła małego siniaka na karku Hope. spytała co to jest, ale ona ją zbyła odpowiedzią, że nawet się nie zorientowała, że coś takiego ma.
nastał czas ślubu. wybiła godzina 12. słońce świeciło, a ptaki śpiewały. goście już byli na miejscu. Harry w czarnym garniturze zaczął powoli podchodzić ze swoją mamą do ołtarza http://www.sanktuariumczudec.pl/obrazki/Image/wnetrze.jpg . stanął przy swoich drużbach ubranych równie dobrze, co on. i zabrzmiały pierwsze nuty wołające pannę młodą. i zaczęła wychodzić. ukazała się wszystkim w pięknej białej sukni http://www.nowysaczcity.pl/files/pict/2012-02-06/nowy-sacz-slubny-zakatek-salon-sukien-slubnych-limanowa-wwwsuknieslubnelimanowapl-5TAwMDIyNz_o.jpg i długim welonie. do Harrego odprowadzał ją jej ojciec. Harry nie mógł uwierzyć swoim oczom, że żeni się z tak piękną i cudowną na zewnątrz i wewnątrz osobą. Natalia odprowadzona przez tatę stanęła przy swoich drużbach (Hope i jej siostra), które swoimi sukienkami uzupełniały wystrój i wygląd całej uroczystości. i już po chwili zostały wypowiedziane pierwsze słowa księdza. i już po chwili oboje mogli powiedzieć sobie "tak" i założyć sobie nawzajem obrączki, które podał i załatwił im Liam. oczywiście wszędzie było sporo zakamuflowanych fotoreporterów i zwykłych paparazzich. jednak tamtego dnia tylko robili kilka zdjęć. jako przekupieni przez ojca Natalii i ojca Harrego ludzie, uszanowali wagę tej ceremonii.
w końcu Harry i Natalia się pocałowali. paparazzi czekali na jakiś wielki i zjawiskowy pocałunek, ale oni dali sobie małego i uroczego buziaka.
będąc tuż przed samochodem, którym mieli jechać do sali weselnej, Natalia rzuciła swój bukiecik ( http://www.prettywedding.pl/wp-content/uploads/2011/05/PrettyWedding_post20110531_BukietSlubnyWStyluVintage_6.jpg ) w tył. złapała go Hope. spojrzała na Luka i się uśmiechnęła, ale nie była pewna swojego uśmiechu.
ślub i wesele było piękne. impreza weselna trwała do 5 nad ranem następnego dnia. nikt nie był specjalnie pijany. wszystko było idealne. Harry i Natalia już teraz Styles pokroili wspólnie tort https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcT3K_-mJMe_kyMXSIwc3gzRIMlpEtpUmAxg-dbl1I7FF_VhG6o6 , zatańczyli pierwszy taniec, przywitali wszystkich gości i dzień ślubu zakończyli nocą poślubną.
od tamtej pory wszystko było inaczej, choć jednocześnie wciąż tak samo.
Hope i Luke wrócili 13 września, po imprezie urodzinowej Nialla do domu. i historia znów zaczęła się powtarzać. bywało coraz gorzej. on wciąż jej wmawiał, że ją kocha, a ona wciąż próbowała w to wierzyć, ale już nie potrafiła.
był 1 grudnia. chłopaki i państwo Styles, na których ciągle tak mówili żeby ich jednocześnie rozbawić jak i lekko zdenerwować, byli w domu i spędzali ostatni wieczór razem, zanim nie rozjadą się do swoich domów na święta. w tym roku w Anglii spadł śnieg, co było dla tego miejsca nietypowe i dość niesamowite.
u Luka i Hope też już się zaczynały przygotowania do świąt.
było już ciemno.
wybiegła z domu.
płakała.
jej oczy z każdą kolejną łzą wydawały się coraz większe i bardziej zielone, a jej rzęsy jeszcze dłuższe.
pięknie wyglądała jak płakała.
biegła bo chciała uciec.
było mocno po 23, wszędzie śnieg. w końcu mamy gwiazdkę.
pobiegła na ulice.
chciała uciec do domu, w którym czuła się bezpiecznie.
do domu, w którym mieszkali jej przyjaciele.
tam, gdzie sama kiedyś mieszkała.
nagle poczuła jak ktoś zakrywa jej silną dłonią usta.
-cześć kochanie, czemu uciekłaś? nie myślałaś chyba, że ci na to pozwolę. ohh zawsze miałaś takie niesamowite poczucie humoru.
coś mu od bełkotała.
-ależ kochanie, czemu tak głupiutko zrobiłaś? przecież wiesz że każdy twój czyn niesie za sobą konsekwencje, prawda? sama mnie tego uczyłaś, jeszcze przed chwilą, o tam w domu...
znów coś zabełkotała.
-kotek możesz przecież wrócić ze mną do domu ale jeśli nie chcesz ze mną wracać, no to cóż, nie wrócisz.
nagle wybiła mu w brzuch swój łokieć, a gdy ten skulił się z bólu, ona zaczęła uciekać. dobiegła do furtki od ogrodzenia domu jej przyjaciół. w tym momencie ją dopadł. złapała się furtki, ale on próbował ją odciągnąć od niej. krzyczała. chciała ich obudzić. gdy ona wolała o pomoc coraz głośniej, on zatkał jej usta dłonią, a drugą ręką wyjął z kieszeni rozkładany nóż. szybkim ruchem go otworzył. już po chwili ostre narzędzie znalazło się w jej ciele. kaleczył jej wnętrze powoli i bardzo boleśnie. jeszcze ciepła z powodu adrenaliny krew zaczęła wypływać jej z ust. on nagle wyjął broń z jej brzucha, a krew którą na nim zobaczył wytarł o jej policzek. ból był tak przeszywający, że nie miała siły wydać z siebie najmniejszego dźwięku. krew spływała z jej ust coraz szybciej, a biała sukienka w miejscu nacięcia była już bordowa. spokojnym ruchem położyła swoje dłonie w miejscu gdzie przed chwilą był nóż jej narzeczonego. twarz i szyję miała prawie całe we własnej krwi. czerwona ciecz zaczęła spływać również po jej nogach. nie potrafiła, nie miała sił by krzyczeć. on otworzył furtke i wepchnął ją przez nią na teren ich podwórka. dzięki sile pchnięcia przeszła kilka kroków, a potem od razu upadła. on uciekł do domu. leżąc na zimnej ziemi zaczęła zabarwiać śnieg swoją krwią i cierpieniem. twarzą była zwrócona ku budynku, w którym mieszkali jej przyjaciele, a niegdyś i ona z nimi. zauważyła zapalone światło w dobrze znanym jej pokoju. wydała z siebie ostatni szept z wołaniem o pomoc, wyczerpując jednocześnie resztki swoich sił i nadziei. ostatnim, co dane było jej ujrzeć był widok szybko zmierzającej ku niej sylwetki jednego z jej przyjaciół.
uklęknął przed nią załamując się jej stanem. zaczął lekko płakać. bał się jej śmierci. wziął ją na ręce i przytulił do swojej klatki piersiowej, której w pośpiechu nie zdążył niczym okryć. przycisnął ją do siebie mocniej jakby się bał, że zaraz ją straci. wstał i pobiegł z nią do domu. w kuchni stali jego przyjaciele, których kazał obudzić Lou. wszyscy nagle otrzeźwieli gdy zobaczyli z czym wrócił Horan. pierwszy krok ku Niallowi i Hope zrobiła Natalia. jej dłonie z prędkością światła zakryły jej twarz. Harry pociągnął ją do siebie.
-to on...prawda-spytała Natalia.
Niall tylko zamknął oczy i pochylił głowę w odpowiedzi. Louis dzwonił po karetkę pogotowia.
-wiedziałem, że to się tak skończy. czułem to-wyszeptał chowając telefon.
Niall spojrzał na nich, a następnie na jej twarz. odgarnął jej włosy i wytarł krew z kącika jej czerwonych od krwi ust. po chwili karetka była już na miejscu. on zaniósł ją do karetki i pojechał razem z nią do szpitala. reszta dojechała tam samochodem. w szpitalu zabrano ją Horanowi z dużą trudnością. nie chciał jej puścić.
-zabrali ją?
pokiwał głową w ramach odpowiedzi na tak.
wszyscy czekali na wyniki badań i operacji. w pewnym momencie wyszedł z sali lekarz i powiedział o problemach z powodu przeszczepu serca. z każdą chwilą coraz bardziej bali się o jej życie. koło godziny 3 nad ranem gdy już tylko nie spał Niall, Louis i Liam z sali wyszedł ten sam lekarz z informacją na którą tyle czekali.
-jej organizm jest bardzo słaby, to cud, że...
-będzie żyć-zapytał z desperacją w głosie Niall.
-będzie żyć-powiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy.-rozumiem pan jest narzeczonym pacjentki?
-przepraszam, co..?
-dziewczyna miała na palcu pierścionek typowo zaręczynowy, więc się pytam dla pewności.
-nie, to nie ja jestem narzeczonym-powiedział zrezygnowany.
oni nie wiedzieli nic o zaręczynach. nie mieli kiedy się dowiedzieć. nie zdążyła im powiedzieć gdyż Luke oświadczył się jej tuż przed jej ucieczką. on się jej oświadczył, ona powiedziała nie, po chwili leżała skulona na podłodze, on wcisnął jej pierścionek na palec, podniósł do góry za włosy i posadził na kanapie, sam wyszedł do łazienki, a ona podeszła do drzwi i powiedziała "każdy twój czyn, niesie za sobą konsekwencje, nie wyjdę za ciebie", po czym wybiegła, a on za nią.
nie mieli kiedy się dowiedzieć.
a teraz leżała w sali szpitalnej podłączona do aparatury, która pomagała jej żyć. Liam i Louis poszli spać. on czuwał najpierw przed szybą, a potem, gdy nikt nie patrzył, wszedł do środka. wziął do ręki jej drobną dłoń i przejechał kciukiem po pierścionku. usiadł przy niej nie puszczając jej dłoni. przy świetle 'dnia' , które wpadało przez okno, odnalazł jej twarz. nie było już na niej krwi. ani na twarzy, ani na szyi, ani na rękach. była trochę blada przez co wyglądała na jeszcze bardziej słabą i bezbronną. schował jej dłoń w jego rękach. próbował ogrzać jej zimne ręce , więc zbliżył jej dłoń do swoich ust i chuchnął na nią, po czym przejechał po niej kciukiem i już chciał pocałować gdy zauważył pierścionek i wyszeptał tylko:
"mam nadzieję, że nie zrobisz tego i nie zgodzisz się na własną śmierć" .
po czym pochylił się nad nią i delikatnie pocałował ją w głowę.
kilka dni później Hope wróciła do domu jej przyjaciół.
w szpitalu był Luke z kwiatami. przeprosił ją, ale również groził, że jeśli nie wróci ze szpitala do domu, to tego pożałuje. Niall i Zayn wszystko widzieli, a po długich rozmowach z resztą postanowili zabrać ją do siebie. chcieli o tym powiedzieć Hope, ale ona im przerwała.
-proszę zabierzcie mnie od niego, on mnie zabije.
nie spodziewali się takiej prośby.
po dwóch dniach spędzonych u nich w domu, wpadł do nich Luke. o nic nie pytał, nic nie mówił, tylko zły pobiegł na górę odpychając ich od siebie. gdy tylko wbiegł na górę zauważył pokój z otwartymi drzwiami, przez które było widać śmiejących się Hope i Horana. jeszcze bardziej zły wpadł do pokoju i z dużą siłą odrzucił Nialla od niej, a ją złapał za włosy i trzasnął o ścianę. schylił się nad nią lekko i zaczął zadawać ciosy w brzuch, twarz. Niall szybko się otrząsnął, wstał i odepchnął go od niej, po czym od razu uderzył go z pięści prosto w twarz. Luke już miał mu oddać, gdy Hope się odezwała.
-zostaw go! wrócę do domu, wyjdę za ciebie, tylko go zostaw! zobacz już wstaje.
i powoli stanęła na dwóch nogach.
Luke się uśmiechnął, a Niall załamał.
wyszła z nim.
po tym wydarzeniu nie widzieli jej przez kilka miesięcy.
chlopaki nagrywali nową płytę. chcieli ją zaprosić na galę, na której mieli dostać nagrodę za najlepszy singiel, ale nie widywali się z nią. nie mogli, bo on zamknął ją w pokoju i dostarczał tam jedzenie, przychodził tam. to był dla niej spokojniejszy okres.
potem we wrześniu nagle Luke zabrał ją do nich do domu. rozdawali zaproszenia na ślub. on starał się uśmiechać. ona nawet ne próbowała. gdy on szedł z nią do samochodu, Niall zatrzymał Hope.
-nie przyjdę.
-co, Niall proszę cie, przyjdź, proszę zrób to dla mnie.
-nie zamierzam patrzeć jak skazujesz się na śmierć.
ona tylko opuściła głowę i powiedziała:
-przepraszam Niall, ale proszę, przyjdź na ten...ślub. proszę.
-dobrze, będę.
-Jezu, dziękuję ci Niall- powiedziała, po czym go przytuliła i poszła do samochodu. jechali na zakupy i zaprosić resztę gości.
około miesiąc później odbył się ślub.
oboje wyglądali pięknie. niestety, tylko on się uśmiechał.
-czy ty Lukasie Smith chcesz wziąć za żonę tę oto Hope Madison.
-tak.
-czy ty Hope Madison chcesz wziąć za męża tego oto Lukasa Smitha?
spojrzała mu w oczy. jego wzrok był groźny i stanowczy. spojrzała w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedział Niall, ale go już nie było.
przez głowę przyleciały jej wszystkie wspomnienia i jego ostatnie słowa.
"nie będę patrzył jak skazujesz się na śmierć."
znowu spojrzała na niego, a potem na księdza.
-nie, nie wyjdę za ciebie. nie, nie będę twoją narzeczoną. nie, nie będę twoją dziewczyną. nie, już nigdy mnie nie uderzysz-powiedziała patrząc mu w oczy, po czym dała mu bukiecik i wybiegła z kościoła. usłyszała jak w tle klaszcze jej Louis z Harrym.
przed kościołem zobaczyła Nialla.
-a ty nie wychodzisz za mąż?
-nie. zabierzesz mnie stąd?
-jasne, chodź, niedaleko mam samochód.
pobiegli do auta i szybko do niego wsiedli. w lusterku zobaczyli wściekłego Luka. Niall natychmiast odpalił samochód i ruszyli.
-gdzie jedziemy?
-oby jak najdalej.
-jak sobie życzysz.
pojechali za miasto. jechali w milczeniu, które ona przerwała.
-Niall...
-tak?
-pojedziemy do McDonalda?
on się drugi raz tego dnia uśmiechnął i odpowiedział:
-jasne.
po czym zaczął wypatrywać pierwszego fastfooda, a gdy go znalazł, od razu do niego zajechał.
z auta wysiadł pierwszy i pomógł wyjść Hope, która była przecież w sukni ślubnej.
-durna sukienka i te beznadziejne buty, Niall masz jakieś normalne buty w samochodzie może?
-hahah pewnie że mam i to nawet twoje, te co kiedyś zostawiłaś w aucie jak byliśmy w Irlandii, a nożyczki do sukienki chcesz?
-pewnie, że tak!
no i zdjęła szpilki i założyła swoje kochane Nike, a nożyczkami podcięła swoją sukienkę na wysokość kolan. w końcu wyglądała na szczęśliwą. ona, Nike i McDonald, no i oczywiście wolność od Luka. buty, część sukienki i pierścionek zaręcznowy zostawiła przed samochodem i poszła z Horanem do Mc'a. przed wejściem spotkali kilka fanek, więc zrobili sobie z nimi zdjęcia, a potem weszli do pomieszczenia.
Tagi: rozdział 53
01.11.2013 o godz. 13:48
Rozdział 52

Ich pocałunki nie miały końca, aż do pewnego momentu, gdy on pociągnął jej dłoń i powiedział jej prostu w usta "później to wyjaśnimy", po czy wszedł z nią do jej domu każąc się spakować, bo rzekomo jedzie do niego.
Po 15 minutach pakowania się zeszła na dół z dwoma torbami.
-po co ci tego aż tyle?
-nie zapominaj, że za niecały tydzień wracamy w waszą trasę.
-też racja, a teraz chodź. Musimy zdążyć na obiad.
Niall czekając na Hope zamówił już taksówkę, która stała już pod domem.
Wsiedli oboje do tyłu, a kierowca schował torby dziewczyny do bagażnika.
Nie odzywali się. Tylko co jakiś czas na siebie spoglądali z delikatnymi uśmiechami.
Po 30 minutach byli na lotnisku. Trafili akurat na szykujący się do wylotu samolot.
Kupili dwa bilety i pobiegli w stronę ludzi.
Gdy po 45 minutach mogli już wsiąść do samolotu od razu znaleźli swoje miejsca. Zajęli je i spojrzeli na siebie.
-musimy porozmawiać-powiedziała Hope.
-emmm no tak, więc?
-jak ty to widzisz? Co w ogóle będziesz chciał im powiedzieć? Masz tak właściwie jakiś plan? Myślałeś nad czym-nie mogła dokończyć.
Pocałował ją.
-nie myśl, działaj.
-to nie skończy się dobrze. Musimy porozmawiać.
-albo...
-albo co?
Znów ją pocałował. Tym razem trwało to dłużej.
To samo było jak przyjechali do Nialla.
-nareszcie jesteście!-usłyszeli na powitanie-wchodźcie, za 10 minut będzie obiad. Możecie iść do Grega i Denise do salonu. o, ale najpierw odnieście jej torby.
Poszli na górę. On zaniósł jej walizki do jego pokoju.
-no co, nie masz innego wyjścia.
Zaśmiała się i przytaknęła krótkim 'mhm'.
Wieczorem gdy już prawie zasnęła poczuła jak łóżko się lekko ugina.
-hmm?
-już jestem.
-i jak film?
-całkiem niezły, szkoda że poszłaś.
-może i tak.
Odwróciła się twarzą do niego i położyła na boku, a głowę oparła o dłoń.
On zrobił to samo.
Trochę musieli poczekać nim w tej ciemności odnaleźli swoje twarze.
Gdy już widzieli całkiem nieźle siebie nawzajem ich oczy zaczęły lustrować siebie nawzajem.
-musimy porozmawiać.
-albo...
-czy ty...
Pocałował ją, co ona odwzajemniła. Nie zaprzestając pocałunków na położyła się na plecach, a on był nad nią. A że on chciał mieć ją nad sobą i spróbował się przekręcić z nią na plecy to spadli razem z łóżka. Ale rzeczywiście on był na plecach a ona tuż nad nim. Roześmiali się po cichu.
I te ich 'rozmowy' ciągnęły się przez cały tydzień w Irladnii, a wyjeżdżając ustali między sobą, ze będą się ukrywać. Tak więc te ich 'wyjaśnienia' trwały również i w Szwecji, ale tylko do pewnego czasu.
Było to w czasie przerwy w próbach.
-może przynieść wam wodę z garderoby-spytała.
-ooo, tak, właśnie!
Poszła obiecując że 'zaraz wróci'.
Nie minęło sporo czasu jak Horan oznajmił, że również 'zaraz wróci'.
Wylądował w garderobie.
-no czeeeeść.
-hahah no hej, co cie tu przyniosło?
-po wodę przyszedłem.
-ok, tutaj masz, trzymaj.
Odwróciła się do niego z butelką w ręku. Dzieliły go od niej tylko centymetry.
-no może nie tylko po wodę.
-Niall, to nie może się tak ciągnąć, musimy coś z tym zrobić.
-no taaak, racja musimy coś zrobić.
-Niall musimy porozmawiać...
-racja, albo...
I skończyli znowu pocałunkami. Każdy kolejny był podwajany. W sumie przecież nie rozmawiali od 3 dni. Ona upuściła butelkę, a on zaczął ją prowadzić w stronę ściany, o którą się oparła plecami. Jego dłonie powędrowały na jej podbródek i szyję, a ona swoje palce wplotła w jego włosy, a druga dłoń położyła mu na karku. Gdy on stawał się być coraz bliżej jej, przerwał im pisk.
Przestraszeni oderwali się od siebie i zabrali ręce z siebie nawzajem. Spojrzeli na drzwi garderoby.
Stała w nich zachwycona Natalia, zdzwiony Harry i Louis oraz Zayn i Liam, którzy przybijali piątkę.
-aaaaaa! Jeeeejku! Czemu nic nie mówiliście?
-ale o czym-spytali jednocześnie.
-o tym że jesteście razem.
-co? Ahahhah znaczy bo to właściwie, my nie, ciężko to wyjaśnić.
-co? Dobra, siadamy na fotelach, a wy od początku nam wszytsko tłumaczycie.
-eee, w sumie nie ma co.
-haahhahahah to było to 'nie ma co?' zabawny jesteś.
No i usiedli na fotelach a Hope i Nial zaczęli im mówić o tym jak on do niej przyjechał, jak ją pocałował, jak mieli o tym porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić, ale wyszło no i że tak było za każdym razem.
-jak to jeszcze nie rozmawialiście?!
-próbowaliśmy, ale nie wychodziło nam.
-to akurat wiem.
-dobra trudno chodźmy stąd.
-yhh no ok.
Zaczęli wychodzić. Horan razem z Hope byli na końcu. I już mieli wychodzić, gdy Natalia zamknęła im drzwi przed nosem grożąc, że jeśli nie porozmawiają to ich nie wypuści.
No i ona tam siedziała. Chłopaki gdzieś poszli, ale Liam zaraz wrócił by dotrzymać jej towarzystwa razem z laptopem.
Jak zawsze usiedli oparci o drzwi i zaczęli w google grafice wpisywać ich nazwiska. Gdy za pierwszym razem zaczęli wpisywać nazwisko Liama pojawiała się propozycja gdzie obok jego nazwiska było jej. Spojrzeli na siebie i kliknęli w nią.
Pokazały się wielkie ilości ich wspólnych zdjęć. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że tyle ich mają.
Zaczęli je przeglądać. Trafili na jedno gdzie się przytulają. Zrobili jednoczesne "awwww". Potem znaleźli ich gdzieś tam na spacerze i w końcu ich jak się całują.
Zrobiło im się trochę niezręcznie, ale Liam po krótkim czasie odważył się na nią spojrzeć, na co ona również zareagowała spojrzeniem. Uśmiechnął się do niej, a ona do niego. Gdy tak patrzyli sobie delikatnie w oczy przypomniał im się ich pierwszy moment na biwaku. Ich pierwszy pocałunek. I te wszystkie uczucie, które wtedy ich ogarniały były znowu z nimi. Mrugnął. Nie mógł uwierzyć, w to co się działo. Przez chwilę czuł się tamtym Liamem, który był kochającym chłopakiem Natalii. I stało się. Pocałował ją. A ona pod wpływem emocji wręcz to odwzajemniła.
tumblr_inline_mths5ddvY41s1u70j.png
tumblr_mtb6j1AkmW1sil5aio3_250.png
Tagi: rozdział 52
28.09.2013 o godz. 22:08
Rozdział 51
Po kilku dniach dotarli do Szwecji.
Tam z portu musieli jechać na dwa samochody, bo bus do nich nie dotarł, na lotnisko, skąd każdy z nich pojedzie odwiedzić rodzine.
W jednym samochodzie jechała Natalia, Harry, Louis i Eleanor, a w drugim Liam, Zayn, Niall i Hope.
Pierwszym samochodem pojechała Natalia z resztą. Harry prowadził, Louis siedział obok niego, a dziewczyny z tyłu. W drugim samochodzie prowadził Horan, a obok niego siedziała Hope, więc Malik wraz z Payne'm musieli siedzieć na tylnych siedzeniach. Po 30 minutach drogi Zayn wpadł na pewien głupi pomysł.
-ej Horaaaaan...
-co tam Malik?
-ty wiesz, ze mówisz przez sen, prawda?-w tej chwili spojrzał się z uśmieszkiem na Liama, który zareagował na to takim samym uśmiechem.
-no wiem, co znowu gadałem?
-nie zgadniesz.-powiedział Li.
-niech pomyśle, coś o statku? Albo o Paryżu? Pewnie coś o trasie koncertowej?
-nie, nie i jeszcze raz nie.
Hope spojrzała nerwowo na Horana, który również zaczynał się denerwować.
-no to, co takiego mówiłem-zapytał z niepewnością.
-czekaj, niech sobie przypomnę...-zaczął Zayn.
-mówiłeś, ze Zayn jest głupi-dodał Payne.
-ha ha, tak, ale to nie wszystko, Liam, co on tam jeszcze mamrotał?
-że coś tam nie powinno się wydarzyć.
-a i że to było coś po after party.
-coś w stylu after after party.
-hahahah tak i że byliście pijani.
-i że nikt nie może się dowiedzieć, ups.
-hahahah Niall może nam to wyjaśnisz? Jak chcesz to Hope ci może pomóc.
Oboje spojrzeli na siebie nerwowo ukradkiem. Nie wiedzieli co robić.
-ale, nie rozumiem, skoro powiedziałem, ze nic się nie stało...
-tego nie mówiłeś! Ha! Mówiłeś, ze nikt się nie może dowiedzieć! A więc, co takiego się 'nie stało'?-spytał Li.
-ale do czego wam to potrzebne?
-do późniejszego uzasadniania dlaczego nie możecie zostawać sami w domu.
-czemu uważasz że nie możemy zostawać sami w domu? Masz coś na myśli?
-hahahah nie musze, wystarczy że już to wiemy.
-ale...
-ciiiiiiiii, nie musicie nic mówić, nikt się nie dowie-zakończył Liam przybijając piątkę Malikowi.-A pamiętacie coś tak w ogóle?
Dwójka z przodu spojrzała na siebie niepewnym ale jednocześnie lekko zawstydzonym i pytającym wzrokiem.
-nie-odpowiedzieli jednocześnie.
-hahahahahahh, mhm.-powiedział Malik.
-musze wam powiedzieć jedno-zaczął Liam-fajnie odpoczywaliście, niejeden by pozazdrościł-mówili przez śmiech.
-Liam ty wiesz, że mi jest bardzo łatwo cie walnąć, tak? Mogę czymkolwiek rzucić, a nawet niekoniecznie.
-mówię coś nie tak?
-po prostu się zamknij.
-NO DOBRZE. Na szczęście mam jeszcze Zayna.
-Zayn zamknij...twarz.
-hahahahahahahah, nie denerwuj się tak, nie chcieliśmy znać szczegółów!
Teraz mimo wszystko cała czwórka wybuchła śmiechem.
Po kolejnej godzinie pełnej śmiechu dotarli na miejsce.
Na lotnisku każdy z nich sprawdził, czy nie ma żadnego opóźnienia. Na szczęście wszystko było ok. natalia na razie jechała do Harrego, a po trzech dniach razem z nim miała jechać do niej, a poza nimi, to każdy jechał do siebie.
Wszyscy się ze sobą pożegnali, wymienili dokładnymi adresami, tak na zaś, ale i dla żartu i ruszyli w swoje strony. Do domów dotarli jeszcze przed 19.
Hope po powrocie do domu była sama. Jej mama razem z nowym partnerem wyjechali na wakacje. Wiedziała o tym.
Natalia i Hazz gdy tylko weszli zostali niesamowicie ciepło przywitani. W domu roznosił się zapach ciasteczek. Wszyscy czekali na nich z kolacją.
Louis najpierw odwiózł Eleanor, a że byli jej rodzice, a ona nalegała by ich poznał, został u nich na kolacji, a po godzinie wrócił do domu. Usprawiedliwił się i od razu zaczął się ze wszystkimi witać.
Zayn wręcz wpadł do domu jego rodziców. Od razu poczuł zapach kolacji i usłyszał dźwięk telewizora. Nie minęła chwila, gdy już wszyscy go ściskali.
Liam delikatnie zapukał do drzwi i czekał na reakcje jego rodziców gdy mu otworzą. To była dla nich niespodzianka. Byli nią zachwyceni.
Niall powoli otworzył drzwi i przywitał się z rodzicami. Poszedł odnieść walizki do swojego pokoju, po czym na korytarzu zobaczył niespodziankę. Jego brat Greg razem z cały dobytkiem rodzinnym (Denise i Theo). Ucieszył się na ich widok. Od razu zabrał małego i zszedł z nimi na dół.
Następnego dnia obudził się koło 11. . Zszedł na dół. Wszyscy spali, oprócz jego mamy, która robiła sobie poranną kawę z ciastem.
-hej-powiedział na powitanie.
-cześć skarbie.
-jak tam? Wyspałaś się?
-tak, a ty? Jak ci się spało?
Jednak nie odpowiedział.
-halo! Niall! Słyszysz mnie?
-em, tak, przepraszam, co mówiłaś?
-że się wyspałam i pytałam jak z tobą, ale widzę, że coś ci nie pozwala rozmawiać. Nad czym tak myślisz?
-nad niczym.
-człowiek nie zamyśla się aż tak nad 'niczym'. O co chodzi?
-o nic ważnego.
-tęsknisz?
-mamo, nie minęła nawet doba, daj spokój, poza tym czemu miałbym za nią tęsknić, jak zwykle przesadzasz.
-skąd wiedziałeś, ze chodziło o nią, a nie o np. Liama? Hmm?
-domyśliłem się.
-trochę za dużo mówiłeś, żebyś się domyślił. Tęsknisz?
-ale o kogo ci chodzi?
Roześmiali się.
-wiesz gdzie jest?
-w domu, a co?
-a wiesz gdzie mieszka?
-no tak, ale czemu pytasz?
-a chcesz jej tutaj?
Przez dłuższy czas milczał.
-tak.
-to jedź po nią, na co czekasz. Wyrobisz się jeszcze na obiad.
Spojrzał na swoją mamę jeszcze raz, a ona się tylko uśmiechnęła. Od razu pobiegł się ogarnąć i po 30 minut wybiegł z domu.
Na lotnisku złapał pierwszy samolot do Polski.
Była 8:04 za dwie godizny będzie już w Polsce.
Odblokował telefon i sprawdził adres, który od niej wcześniej dostał, postanowił go potem pokazać taksówkarzowi.
O 10:20 był już w taksówce i jechał do niej. Padało.
10:47.
Był już na miejscu. Stał przed małym domkiem z ciemnym dachem. Wszedł przed brame i całkowicie przemoczony zapukał do drzwi.
Po chwili mu otworzyła. Była ubrana w stare jeansy, luźny t-shirt z napisem #Polakonators i jego bluzę, którą zapomniała mu oddać. Była zdziwona.
-cześć.
-Niall? Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś być teraz w Mullingar?
-znasz tą piosenkę Let Her Go?
-no tak, ale jaki to ma związek, z tym, co ty tutaj robisz?
-potrzebujesz światła tylko wtedy, kiedy jest ciemno. Tęsknisz za słońcem, tylko kiedy pada śnieg, uświadamiasz sobie, ze ją kochasz, tylko kiedy pozwalasz jej odejść.
-Niall..?
-musiałem przyjechać.
-Niall, ja nie wiem czy jestem gotowa na związek.
-mas zracje, ja też.
-ale chcę tego.
-tak, i to bardzo.
-ale nie wiem, czy to się uda.
-inaczej stracimy wszystko.
-ale możemy zyskać dużo więcej.
-tak bardzo bym tego chciał.
-ale ja nie wiem, nie jestem gotowa...
-ja też nie jestem pewiem...
-ale nie mogę, duszę się bez ciebie.
-brakuje mi ciebie w każdej chwili, kiedy nie ma cie w pobliżu.
-boję się...
-pieprzyć strach-powiedział pewni i łapiąc w dłonie jej twarz złożył na jej ustach mocny pocałunek.
Niall-niall-horan-34103815-500-500.png
Tagi: rozdział 51
22.09.2013 o godz. 21:35
rozdział 50
-nie uważasz, ze powinniśmy wracać do domu?
-ty tak, ja nie muszę. Potrzebuje coś załatwić na poczcie, to oddaje bluze i wracaj do domu, a i weź ten talerz.
-no jak chcesz, ale bluze masz sobie zostawić, jest za zimno żebyś chodziła bez niej.
-okeeej, dobra to ide, powiedz twojej mamie, ze za godzine wróce.
-nas już nie będzie...
-trudno, spróbuje przeżyć.
-hahah nie wiem jak, no ale dobra. Przyjdziesz potem na próbę?
-nie obraź się, ale nie sądzę, przepraszam...
-nie, no okej, spoko, pamiętaj, że dziś wieczorem mamy koncert, Natalia idzie, a jak i ty będziesz chciała to zapasowy bilet ma moja mama, ok?
-dobra, dobra. Emm Niall?
-tak?
-czemu tyle dla mnie robisz? Czemu w ogóle mnie lubisz?
-bo jesteś tak samo popaprana jak ja.
Tamtego wieczoru poszła na ich koncert. Co prawda spóźniła się, ale w drugiej połowie widowiska stała i obserwowała ich zza kulis. Pierwszy raz ich słuchała. Ich jako muzyków. Może i nie byli najgorsi...? Potem specjalnie na prośbe Horana przychodziła na ich próby, koncerty...
Sytuacja między nią, a Louisem uspokoiła się. Nie wytrzymywali już w tym stanie, więc znów się zaczęli przyjaźnić.
W Hiszpanii Lou kogoś poznał. Bał się ją przedstawić reszcie, bo nie wiedział jak ona zareaguje. Jednak źle ją ocenił. Ona się z nią zaprzyjaźniła. Razem z nową dziewczyną Louisa-Eleanor-i Natalią codziennie gdzieś wychodziły. Trzymały się wszędzie we trzy. Ona, Natalia i Lou we trójkę załatwili miejsce dla El w busie. Co prawda nowym i większym, ale busie.
W Paryżu było im bardzo dobrze mimo niskiej temperatury.
Z Francji mieli płynąć statkiem do Szwecji, a ich rzeczy samolotem.
Spakowali tylko po torbie z ciuchami na kilka dni i byli gotowi.
O 16:45 pożegnali się z Francją.
Na statku Natalia miała pokoik z Harrym, Lou z Eleanor, Hope sama podobnie jak reszta chłopaków. Rejs miał trwać 4 dni. Hope i Niall głównie siedzieli w kawiarence, Hazz razem z Natalią, Lou i Elką zazwyczaj chodzili po statku, cykali zdjęcia i opalali się, a Zayna i Liama można było przeważnie znaleźć przy basenach niedaleko kawiareki. Oczywiście wszędzie było pełno fotografów, fanek, ale po pierwszych dwóch dniach mieli już spokój. No przynajmniej z fankami. One już sporadycznie do nich podchodziły, ale przynajmniej już nie piszczały, tylko próbowały porozmawiać. I to nie tylko z chłopakami. Hope, El i Natalia tez były proszone o zdjęcia. Ogółem dobrze im się żyło na tym rejsie.
4 dzień rejsu.
Dziewczyny poszły się opalać razem z Hazzą i Lou, a Niall, Zayn i Li zostali nad basenem.
-ciekawe co oni tam robią, ciekawe czy nie zgłodniała, może powinienem jej cos zanieść?
-Niaaaaaaaaaaaaall-zaczął Zayn.
-co?
-nie chcesz nam czegoś powiedzieć?-dopowiedział Liam.
-chyba jej cos zaniosę.
-nie o to chodziło.
-a o co?
-z tobą wszystko okej? Wszystko po staremu?
-pewnie, a czemu pytasz?
-bo tak nie jest.
-jak to?
-tak to.
-jesteś inny niż na początku roku.-dokończył po Zaynie Liam.
-ale w czym?
-przyznaj się.
-ale do czego?
-zakochałeś się bracie-powiedział Li z uśmiechem mówiącym jedno ''hehehe''.
-cooooo? Niby w kim?!
-w-zaczęli razem-Hooooooopeeeee!-wyśpiewali imie dziewczyny.
-hahahahhahahahah co?
-to widać, nawet słychać.
-i czuć!-dodał Malik.
-ja nie kocham Hope, okej? Ja po prostu tęsknie i martwię się o nią kiedy nie jest w pobliżu. Ciągle o niej myślę. I czasem śni mi się że biegniemy ku sobie z dwóch różnych stron w zwolnionym tempie. Ale nie kocham jej, okej?
-wow.
-co?
-ale wpadłeś.
-ale przecież...
-przestań, nie musisz nic mówić, my już wszystko wiemy.
-co?
-oj nie udawaj już! Przecież to widać! Wszyscy widzą jak na siebie patrzycie, jak się o nią troszczysz i jeszcze ten tekst! Co ty chcesz nam wmówić?!
-oj tam bo ja sam nie wiem, a dajcie mi spokój!
Roześmiali się.
-o Hazuu idzie.
-siema chłopaki, o czym gadacie?
-o niczym konkretnym-zaczął Liam z tajemniczym uśmieszkiem-gdzie Lou i dziewczyny?
-Lou z El i Natalią zaraz dojdą, bo na razie próbują obudzić Hope, bo zasnęła, chyba była zmęczona.
-mhm. O już idą.
Lou, El oraz Natalia byli uśmiechnięci od ucha do ucha. Hope była mokra, zła i strzelała piorunami z oczu.
-co się stało?! Czemu Hope jest mokra?!-zapytał Horan
-bo ta trójka jakże inteligentnych ludzi postanowiła mnie obudzić wiaderkiem zimnej wody! A teraz mi grożą, że zrobią to jeszcze raz w hotelu jeśli spróbuje im coś zrobić, inaczej też byli by mokrzy, ewentualnie mokrzy i za burtą.
Po jakimś czasie rozmowy zamówili sobie obiad.
Następnie, po skończonym posiłku poszli nad basen. Siedzieli tam aż się ściemni. Potem większość wyszła, ale siedziała nad basenem.
Zayn, Hope i Niall, którzy zostali w basenie chlapali tych 'na powierzchni' przez co obrywali groźbami, wyzwiskami i śmiechem.
Koło 21 wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.
Kilka minut po 23 wszystkich na statku obudził strasznie głośny alarm. Wszyscy byli wezwani na pokład widokowy. Przez głośniki w pokojach każdy mógł usłyszeć powód.
"Pękło kilka rur, z niewiadomych powodów mamy przeciek wody do statku, mamy 10 minut na ewakuacje"
To usłyszeli.
Wszyscy w wielkim pośpiechu od razu wybiegali z pokoi. Ona się zamknęła. A drzwi się zacięły. Krzyczała, ale nikogo już nie było na korytarzu.
Odnaleźli swoją szóstkę na pokładzie widokowym. Jej nie mogli nigdzie zauważyć. Zaczęli się martwić. Chcieli po nią wrócić, ale ktoś już ich pchnął w stronę łódek ratunkowych. Niall się wyrwał, krzyknął do nich "wróce z nią albo w ogóle" i zniknął w spanikowanym tłumie.
Najszybciej jak potrafił dobiegł do jej pokoju. Pociągnął za klamkę. Ale drzwi się zatrzasnęły.
-Hope?!
-Niall?!
-Tak to ja, co się stało? Czemu nie mogę otworzyć drzwi?!
-Zatrzasnęły się, nawet kluczyk nie pomaga!
-jak to się stało?!
-nie wiem, skąd mam wiedzieć! Gdzie jest reszta?!
-są już bezpieczni, zauważyliśmy, że ciebie nie ma, więc przybiegłem tu najszybciej jak mogłem.
-Dziękuję ci Niall, ale nie wydostaniesz mnie, już wszystkiego próbowałam. Szarpałam, przekręcałam kluczyk, kopałam...
-kopałaś?!
-próbowałam je wyważyć!
-właśnie! Odsuń się, spróbuję cos zrobić.
Odkręcił się o 180 stopni, złapał jakieś wielkie metalowe coś i uderzył tym o drzwi z całej siły jaka w sobie miał. Co prawda ich nie wywarzył, ale zrobił sporą dziurę.
Zobaczył Hope, uśmiechnął się i jeszcze raz przygrzmocił tym czymś powiększając dziurę do tego stopnia, by mogła swobodnie wyjść.
Potem razem pobiegli na pokład widokowy, gdzie już nikogo nie było, oprócz kapitana i nielicznej załogi.
-szybko! Mamy ostatnie dwie łódki, proszę, szybko właźcie do niej!
Razem z czyjąś pomocą weszli do łodzi i odpłynęli. W oddali widzieli pozostałe łódki.
Obejrzeli się. Widzieli małą łódkę płynącą w ich stronę, a za nią wielki statek, który zmierzał ku dnu.
Był początek marca i było nieziemsko zimno.
Na łódkach musieli przemarznąć jeszcze ponad godzinę.
Zazwyczaj ludzie trzymali się razem i ogrzewali siebie nawzajem, ale ciężko jest ogrzewać się we dwójkę, chociaż...
Przypłynął po nich drugi statek.
O 1:30 wszyscy byli już w swoich nowych pokojach.
Niestety ten statek był ciut mniejszy i miał kilkanaście pokoi mniej przez co Niall, Zayn i Liam trafili do jednego, Harry z Natalią do drugiego, a Hope z Elką i Louisem do trzeciego.
Nie mieli ze sobą nic.
I nic tez nie mieli na statku.
Jedyne szczęście było takie, że znaczna część ich rzeczy była bezpieczna już w Szwecji, a oni nie byli już na tonącym statku.
U chłopaków Niall usnął pierwszy.
Zayn z Liamem jeszcze trochę rozmawiali, gdy nagle im cos przerwało.
To był głos Horana. Właściwie bełkot, no ale to był Niall.
Obydwoje się na niego spojrzeli, następnie na siebie, uśmiechnęli się i podeszli do śpiącego blondyna.
-ciekawe co dzisiaj będzie nawijał-powiedział rozśmieszony Malik.
-hahah może o Hope!
-hahahahahah to by było dobre!
-czekaj, zaraz coś powie!
-nie mogę nikomu powiedzieć...to się nie powinno wydarzyć...tylko przyjaciele...nic się nie stało...byliśmy pijani...eghem głupi Zayn...pamiętam...mmmm after party...eghehem...pijani...przyjaciele...nic się nie stało...
Byli zszokowani. Raczej spodziewali się czegoś w stylu 'ojejku zauważyli' a nie... Tego.
Spojrzeli na siebie, potem na Horana i znowu na siebie.
-jak myślisz czy on mówił o...
-czekaj, powiedział że to nie powinno się wydarzyć, że byli pijani, coś o after party, więc na pewno chodzi o coś z Hope, mówił że nie mogą nikomu powiedzieć i, że 'nic się nie stało', a no i że jesteś głupi.
-przestań! Jak myślisz o czym on może mówić?
-myślisz że...
-tak wnioskuję z tego co mówił, ale...on?
-''byli pijani''
-no tak...chyba nasze podejrzenia są słuszne...
- i chyba zgadzają się z rzeczywistością...
-Boże, weź tu ich zostaw samych.
-hahahahahahahah fajnie sobie odpoczywali, nie ma co.
-hahahahahahahahah no raczej, dobra chodźmy spać zanim zacznie jeszcze bardziej mnie obrażać.
-hahahahahahahah no jak chcesz.
***
Natalia i Hazz też szykowali się już do spania. Natalia brała prysznic, a Harry ścielił łóżko i ogarniał ich pokój.
On przeglądał szafki w pokoiku, a ona wychodziła w ręczniku spod prysznica. Ubrała bieliznę i zaczęła rozczesywać swoje loczki.
-Harry mamy tam coś w czym można by pójść spać?-usłyszał głos swojej dziewczyny zza drzwi łazienki.
-nie, ale nie przeszkadza mi to!
-ha-ha! To, że tobie nie przeszkadza to ja wiem, ale...
Nie zdążyła dokończyć bo on, oczywiście w samych bokserkach jak do spania, wszedł do łazienki.
-ale możesz założyć moją koszulkę, chociaż tak też ślicznie wyglądasz.
-tak, bardzo śmieszne Harreh, dawaj ta koszulkę i spadaj.
-nie ma tak łatwo-powiedział rozbawiony unosząc rękę z koszulką do góry.
-Harry! To niesprawiedliwe, bo jesteś ode mnie wyższy! Dawaj ta koszulkę wieżowcu!
-nie ty mój kochany karzełku!
-nie mów do mnie karzełku! Nie jestem aż taka mała!
-owszem jesteś.
-nie, nie jestem i Harry DAJ MI TEN TSHIRT!
-nie mój ty kochany karzełku.
-Harry!
-najpierw buziak.
-no na pewno!
-cieszę się że się ze mną zgadzasz! Mój ty kochany karzełku.
-z każdym kolejnym słowem tracisz możliwość na tego twojego buziaka.
-a jak przestane mówić?
-jeśli do tego dasz mi koszulkę, to może...
I w jednej sekundzie dał jej swój tshirt do ręki jednocześnie składając pocałunek na jej ustach. Gdy go nie odwzajemniła zabrał jej koszulkę.
-Harry no weź...
-przecież już wziąłem koszulkę, o co chodzi? O ciebie?
-nie, o twój mózg, który zgubiłeś gdzieś po drodze.
-nie po drodze tylko w twoich oczach, ustach i głosie.
I już po chwili znowu połączyli się w pocałunku. Tym razem go odwzajemniła. Przez każdy kolejny pocałunek przemawiała coraz większa miłość i czułość.
Harry oparł się o drzwi łazienki i otworzył je. Jego koszulka została na podłodze w łazience.
Ona swoje dłonie wplotła w jego kręcone włosy, a on swoimi dłońmi obejmował jej twarz i szyję.
Nie zaprzestając pocałunkom odbili się od szafy i skończyli w łóżku.
W pewnym momencie oderwali się od siebie. Spojrzeli sobie w oczy i powiedzieli 'kocham cię'.
Natalia przejechała palcem po jego ustach i uśmiechnęła się.
-z czego się tak śmiejesz mój ty karzełku?
-z tego jak dawno zgubiłam swój rozum w twoich oczach, ustach i głosie.
Po tym znowu zatracili się w pocałunkach.
Każdy kolejny był bardziej namiętny, mocniejszy, ale jednak czuły.
To prowadziło do jednego.
Ale żadna ze stron nie zaprzeczała.
Skończyli tak, jak to miało się skończyć.
Z przyspieszonymi oddechami, splecionymi dłońmi i twarzami zwróconymi ku sobie.
Następnego dnia obudziła się na jego torsie. Wtuliła się w niego.

-dzień dobry ty mój kochany karzełku-usłyszała na powitanie.
Tagi: rozdział 50
14.09.2013 o godz. 23:33
Rozdział 49

Wydarzeniem, po którym każdy sobie coś uświadomi.
Jednak to nie skończyło się od tak.
To by było zbyt proste.
To by było zbyt skomplikowane.
To by było nie tą historią.
Umysł się poddał, a serce walczyło.
Nie dla siebie.
Dla kogoś, kto na nie czekał.
Czasem warto zawalczyć.
Ważne żeby mieć dla kogo.
Zawalczyła.
Nie powiem że nie.
Zwyciężyła.
Nie opuściła nikogo.
Jakby spełniła ich życzenie.
Niedługo potem otworzyła oczy.
Wokoło niej pojawiło się wielu lekarzy.
Wszyscy robili co w ich mocy by było dobrze.
Nikt nie miał zamiaru się poddać, nie chcieli, nie mogli.
Wiedzieli że równie szybko co otworzyła oczy może je zamknąć.
Tego chcieli się ustrzec. Chcieli się ustrzec porażki swojej, jej, całej ich pracy.
Robili wszystko by serce biło dalej i by dalej pompowało krew.
Można to nazwać pospolitym zakończeniem, gdyby to było zakończenie.
Ale nie jest.
To jest początek.

“∞”

Następnego dnia.
Wróciła do domu.
O dziwo była już spakowana.
'dzięki Natalia'
On też był spakowany.
Mogli więc wyruszać.
Najpierw postanowiła się ze wszystkimi na nowo przywitać.
Wszyscy byli przeszczęśliwi. No prawie.
Podeszła do niego.
Spróbowała spojrzeć w oczy, ale głowę miał uniesioną lekko ku górze.
Nawet jej nie zauważył.
Stanęła lekko na palcach i zwróciła jego twarz ku sobie.
Pocałowała policzek i przytuliła się.
Nie zareagował.
-Louis? Wszystko w porządku?
-ze mną tak.
-sugerujesz coś? Z resztą nieważne, dopiero wróciłam, nie chce się kłócić, o co chodzi?
-później pogadamy.
-ale Louis.
Nie odpowiedział. Wyminął ją z kamiennym wyrazem twarzy.
Potem zanieśli walizki do autokaru.
Rozsiedli się na kanapie i ruszyli w droge.
Koncerty w Anglii mieli za sobą.
Teraz na statek i do Irlandii.
Droga miała trwać dwa dni.
-a jak wam się wypoczywało w domu?-zapytał Louis
-w sumie dobrze, a co?
-no nic, tylko dziwiło mnie że odpoczywając w domu byliście w tylu miejscach.
-musieliśmy cos jeść, więc chodziliśmy na zakupy.
-nie wiedziałem że jedzenie kupuje się w klubach karaoke, na imprezach i w sklepach z ciuchami.
-oj przesadzasz, raz poszliśmy na karaoke bo nam się nudziło, a że to było otwarcie, to byliśmy zaproszeni na after party i dlatego poszliśmy na zakupy.
-no powiem wam że macie bardzo fajne zdjęcia z tych kilku dni.
W tej chwili podał jej i Horanowi do rąk otwartą gazetę.
Było w niej mnóstwo zdjęć ich razem na zakupach, na after party, podczas karaoke, w samochodzie...
-"Czy Niall Horan ma nową dziewczynę? Ostatnimi czasy widujemy go z jedną i tą samą dziewczyną i widać, że świetnie czują się w swoim towarzystwie!" Co?! I ty w to wierzysz, tak?
-z tego co wiem to chodzisz ze mną, a nie z nim, ale media mają inne zdanie! No i bardzo silne argumenty!
-gratuluje, naprawde gratuluje. Wolisz wierzyć gazecie niż mi, cudownie.
Do końca dnia oboje się nie odzywali.
Ona poszła spać na kanapie, bo było 6 łóżek, a Natalia ostatnio źle się czuła, więc na razie nie spała z Hazzą.
Następnego dnia.
-widze że spałaś na kanapie, dziwne, myślałem, że dołączysz do Nialla.
-możesz przestać?
-ale co? Prawda cie boli? Żałujesz, ze nie poszłaś do niego tak?
-wiesz, zachowujesz się jak dzieciak, a mówisz tak jakbyś bardziej wierzył w związek mój i Nialla niż nasz, o ile taki według ciebie jeszcze istnieje.
Niedługo potem dotarliśmy do Irlandii.
Niall nam zaproponował byśmy zamieszkali na razie u niego, bo pierwszy koncert tutaj będzie własnie w okolicach Mullingar. Zgodziliśmy się.
W poniedziałek (pierwszy dzień w Irlandii) chłopaki mieli próby do wtorkowego koncertu. Zabrali ze sobą też dziewczyny, żeby te nie nudziły się same w domu.
Natalia była zachwycona, bo zawsze była ich fanką, ale Hope... Ona zawsze wolała One Republic, a gdy chciała robić jej na złość to puszczała na fulla The Wanted, których również uwielbiała; dlatego siedziała za kulisami na głosniku z telefonem w ręku kradnąc im internet.
Po trzech godzinach próby chłopcy mieli godzinną przerwę.
-Hope musimy pogadać-powiedział bardzo poważnie Louis patrząc jej prosto w oczy.
-jeśli znowu masz dać mi wykład na temat mojego związku z Horanem, to dziękuję, ale słuchac nie będę-odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem.
-nie, mówię bardzo poważnie, tu chodzi o nas-w tej chwili przestała się uśmiechać. Zaczęła delikatnie, ale często mrugać, a jej wzrok nie mógł znaleźć sobie miejsca.
-więc?
-posłuchaj, kilka dni temu zdałem sobie sprawę, że moje obawy są po prostu z czystej zazdrości i to mnie męczy. Przez to nie mogę zasnąć i ciężko mi ścierpieć twój i jego widok i myśl, że możesz cos do niego czuć. Ja po prostu nie widze w tym już sensu, nie widze innego wyścia niż to zakończyć.
-przyjaciele-zapytała z z twarzą na której nie dało się wykryć żadnych uczuć.
-tak.
-ulżyło ci?
-a wiesz, że w sumie tak?
Mentalnie była bliska płaczu, zaczynało to też dawać oznaki na jej twarzy.
-czyli zazdrość, która była uosobieniem uczucia, którym podobno mnie darzyłeś, cię męczyła? Czyli męczyło cię uczucie do mnie. Miło. Czyli jakbym cię przedstawiła obcą dziewczynę i powiedziała, ze z nią chodzisz, to nagle byłbyś o nią zazdrosny, z czasem by cię to zmęczyło, więc zerwanie, a potem niech się z nią dzieje co chce. Fajnie wiedzieć, że zmęczył cię nasz związek.
-to nie tak, nie o to mi chodziło.
-dobrze wiem o co ci chodziło.
Uciekła. Pobiegła do domu Nialla, który oddalony był o jakieś pół kilometra. Na szczęście drzwi były otwarte.
-Niall? Chłopaki?-usłyszała głos mamy Horana.
Zamknęła drzwi i oparła się o nie jednocześnie zjeżdżając po nich w dół.
-Niall?-usłyszała ponownie głos jego matki oraz jej kroki, ale nie zważała na to. Przycisnęła kolana do klatki piersiowej i schowała w nich twarz. Dopiero wtedy zaczęła płakać.
-o Hope, a co ty tutaj robisz, kochana co się stało.
Poczuła jak delikatna kobieca dłoń głaszcze ją po włosach.
-proszę wstań i usiądźmy i wszystko mi opowiesz, no proszę.
Posłusznie wstała, przeczesała włosy dłońmi i przetarła twarz, a następnie usiadła na krześle przy blacie w kuchni.
-powiesz mi co się stało?
-nie powinnam zaprzątać pani głowy moimi sprawami.
-jak mi tak powiesz choćby jeszcze raz to dostaniesz ode mnie i to mocno! Jak ci mówię, ze masz mi powiedzieć to masz mi powiedzieć a nie jakieś nie wiadomo co odstawiasz.
-ale to naprawdę nie jest ważne, ani nawet sensowne, po prostu głupie.
-chłopak?
-a żeby pani wiedziała.
-którego mam skrzyczeć?
Obie się roześmiały.
-Louisa i pobić mocno wałkiem. Ewentualnie krzesłem.
-aż tak źle?
-zerwał ze mną, bo zaczął go męczyć nasz związek.
-obawiam się kochana, ze krzesło to za mało, wiesz mój mąż ostatnio kupił sobie nowy kij bejsbolowy, podobno są bardzo mocne...
Znów się zaśmiały.
-czekaj, zrobie nam herbaty.
Zrobiła jak powiedziała.
-a teraz opowiadaj ze szczegółami.
No i opowiedziała. Oczywiście, ze nie obyło się bez łez. Nawet nie zauważyła jak Maura gdzieś zadzwoniła. Kolana znów miała przy twarzy/
Cichutko łkała.
Przerwało jej uczucie obcej dłoni jeżdżącej po jej nodze aż do kolana.
Zerknęła.
Niall.
Z jednej strony on był ostatnim co było jej teraz potrzebne, a z drugiej, to właśnie jego potrzebowała najbardziej.
Patrzyła mu w oczy dalej przytulając własne nogi i pozwalając łzom spokojnie spływać po jej czerwonych policzkach.
Jednym palcem starł jej słone łzy z twarzy i uśmiechnął się.
-you're so pretty when you cry, when you cry-zanucił cicho, tak żeby tylko ona to słyszała.
-proszę cie, skończ.
Roześmiał się. Ona też.
Jego mama przyglądała się im i uśmiechała się do siebie.
Nie musiała o nic pytać. Już wszystko wiedziała.
Z tonu głosu. Z błysku w oczach. Z rozszerzonych źrenic. Z ich śmiechu.
-co ty tu w ogóle robisz?-szepnęła.
-na razie umieram z bólu kucając.-również szepnął.
Roześmiał się. Ona też.
-mama po mnie zadzwoniła.
-no wie pani co?!-powiedziała z wyrzutem i rozbawieniem w głosie
-ale co?
-zadzwoniła pani po niego!
-ale kto?
-pani!
-ale co?
-słyszy pani głosy?
-to miał być mój tekst!
I wszyscy na raz wybuchli śmiechem.
-opowiedziałeś jej o tym?
-tak, jak rozmawialiśmy przez skype.
-miałeś na myśli skajpaja.
-tak, to też.
-twoja mama ci wszystko powiedziała?
-nie, powiedz tylko dlaczego z tobą zerwał i jak mocno mam mu stłuc tą jego śliczną buźkę.
Roześmiał się. Ona też.
-a więc zmęczył go nasz związek i tak, żeby go matka nie poznała.
Znowu cała trójka wybuchła śmiechem.
-Niall wszystko jest w porządku, niepotrzebnie przychodziłeś.
-czyżby? A kto inny by cie odciągnął od tych smutków? A kto inny by cie rozśmieszył? A kto inny by ci teraz usiadł na kolanach?
-zaraz co?
Nawet nie zdążyła zadać do końca tego pytania, bo Horan już wyprostował jej nogi i posadził się na jej kolanach.
Roześmiała się i oparła głowę o jego plecy.
-dobra Niall powiedzmy, że masz racje, możesz zejść z moich kolan?
-a gdzie ty wtedy usiądziesz?
-że co?
-no bo rozumiem, że jeśli mam zejść to chcesz mi ustąpić miejsca, tak?
-a dobra siedź se już.
-znowu wygrałem.
-jakie znowu?
-no tak.
-tak?
-tak.
-a chcesz przeżyć krótki lot na podłoge?
-będę grzeczny.
-no ja myśle.
Jego mama znowu tylko się im przyglądała.
W pewnym momencie odwróciła się ku kuchni i wlała herbaty do litrowego termosu, po czym odwróciła się i podała go Niallowi.
-masz i zanieś chłopakom. Możecie wypić, ewentualnie oblać Louisa.
-hahahah no dobra, Hope idziesz?
-nie, wole zostać, może się do czegoś przydam, powodzenia.
-no dzięki i nawzajem, czyli musze wstać.
-jak chcesz to ci pomoge.
-wiesz, wole sam sobie poradzić.
-hahahah jak chcesz.
Jeszcze tylko przytulił ją na pożegnanie i wyszedł.
-to co robimy?
-obiad?
-a co będzie?
-a co byś chciała?
-pizza?
-przestaniemy odpowiadać pytaniami?
-a to możliwe?
-a może spróbujemy?
-może pani zacząć?
-możesz mówić mi Maura?
-a Niall mi pozwoli?
-a to jego sprawa?
-a ja mam to wiedzieć?
-mam dość.
Roześmiały się.
-to co chcesz na ten obiad, pizza?
-nooo można by zrobić, albo czekoladowe naleśniki.
-umiesz?
-oczywiście że tak, to nic trudnego, dodaje się tylko kakao i już.
-to będziemy musiały po nie pojechać.
-to jedźmy, założę się, że nie skończy się na kakale, a musimy wrócić nim oni skończą próbe.
***
-Dobra, mamy jeszcze godzine i napadnie na nas gromada zgłodniałych wszystkożerców.
-hah dobra to do roboty.
***
-oho słysze ich.
-chyba pierwszy jest...*drzwi się otwierają, wpada 6 niedożywionych wszystkożerców*...każdy.
-przyszliście idealnie, akurat skończyłyśmy robić obiad.
-czyli-dopytał Liam.
-naleśniki.
-czekoladowe.
-to też.
-Hope możemy porozmawiać?
-a co zapomniałeś czegoś dodać?-odpowiedziała pytaniem nawet na niego nie patrząc-a może chcesz się popisać przed kolegami?
-proszę cie.
-a co prawda cie boli? Żałujesz, że wtedy nikogo nie było, tak?
-chciałem ci przyznać racje.
-że co?
-miałaś racje. Od jakiegoś czasu bardziej wierzyłem w to, ze czujesz coś do Nialla niż do mnie.
-musisz tak przy wszystkich?
-tak bo inaczej nie dasz mi szansy porozmawiać z tobą.
Dopiero wtedy na niego spojrzała. A on ujrzał jej oczy i twarz pełne rozczarowania, przygnębienia, złości i czegoś, czego nie potrafił nikt opisać.
-wtedy jak powiedziałaś mi, że mówię jakbym już w nas nie wierzył miałaś racje. Dlatego to mnie męczyło.
-to było najgorsze co mogłeś mi powiedzieć-odpowiedziała półszeptem i wyszła.
-gratuluje pomysłu geniuszu-powiedział w stronę Lou Niall, po czym wziął talerz z dwoma naleśnikami, swoją bluze i wyszedł za nią.
Zobaczył ją siedzącą na ławce. Siedziała tam bez żadnej bluzy, w spodniach, t-shirt'cie i skate'ach. Podszedł do niej powoli i usiadł obok niej. Spojrzał na nią. Jej nogi znów były blisko twarzy. Przykrył jej plecy swoją bluzą. Podniosła głowe i spojrzała na niego, po czym znów schowała ją, tym razem w dłoniach. On ją objął i mocno przytulił. Nie obchodziło go to, że ktoś może mu zrobić zdjęcie. Przytulał ją tak długo aż się uspokoiła. Słyszała jak szeptał jej do ucha, żeby się uspokoiła, że jest obok. Gładził ją po głowie i kołysał delikatnie w ramionach. W końcu udało się i gdy spłynęły już ostatnie łzy z jej oczu po prostu się w niego wtuliła. Potem szepnęła 'Dziękuję' i oderwała się od niego.
-nie masz za co dziękować, jestem tu i będę, nie zapominaj.
-nie zapomne.
-przyniosłem nam naleśniki. Były gorące...
-były.
Roześmiał się. Ona też.
Poprawka.
Roześmiali się.

*******************************
spójrz na godzine dodania i pomyśl o moim poświęceniu dla tego rozdziału.
zarwałam noc, żeby nie stracić veny i żebyś ty mógł to przeczytać.
prosze cię, doceń to.
tumblr_mr8hcrB9iC1rspj3po6_500.jpg
niall.gif
Tagi: rozdział 49
31.08.2013 o godz. 01:52
Rozdział 48

-a właśnie...
-co?
-zostawiłaś.
Podał jej do ręki wisiorek. Spojrzała na niego z podniesioną brwią.
Roześmiał się. Ona też.
-a no i strasznie bolą mnie plecy, może spojrzysz, nie wiem czemu tak mnie bolą i to od samego rana...
Tak. Plecy były czerwone.
-to nie jest śmieszne! Wynocha, wynocha, wynocha!-krzyczała w śmiechu.
On wyszedł szybko zamykając za sobą drzwi.
Nie widzieli się do 12.
Potem poszli do sklepu po jedzenie. Pizza im się na razie znudziła.
Następnego dnia też siedzieli w domu.
Tą błogą sielankę przerwał im dzwonek telefonu.
-halo?-odebrał Niall- tak, znaczy nie, ale on wyjechał, ja się nią powiedzmy zajmuje, ale o co chodzi?...czemu?...o mój Boże...Jezu naprawdę? ...to cudownie!...dobrze za chwilę będziemy, dobrze dziękuję, dziękuję, dziękuję!
-a za co tak dziękujesz i w ogóle to kto dzwonił i jaki to ma związek ze mną?
-znaleźli dla ciebie dawce.
-co.
-jest dla ciebie serce na przeszczep.
-co?-w tej chwili wstała z kanapy.
-mamy przyjechać do szpitala by cie przygotowali do przeszczepu, który w najlepszym wypadku odbędzie się jeszcze dziasiaj!
-Boże Niall tak się ciesze!
Rzucili się sobie w ramiona. To było do przewidzenia. To co było czy będzie nie miało znaczenia. Oni teraz świętowali jej zwycięstwo. Na zakończenie jeszcze mocniej siebie ścisnęli i natychmiast pobiegli do auta.
Po 10 minutach byli na miejscu.
Wbiegli po schodach i na ostatnim korytarzu gdzie byli umówieni zoli złapani przez odpowiedniego lekarza.
Ona poszła na badania. On czekał na korytarzu. Troche się pokręcił, potem usiadł. Nie mógł uwierzyć w ich szczęście. Znaczy w jej szczęście. Postanowił zadzwonić do chłopaków.
-halo? Louis?
-Niall? Wow ty zadzwoniłeś, niesamowite, a cóż się takiego stało że zadzwoniłeś?
-Hope będzie miała przeszczep.
-aha...zaraz co?! Mają dla niej serce?!
-tak, właśnie jest w trakcie badań, gdzie jesteście?
-jeszcze niedaleko, poczekaj spróbujemy przyjechać, dzięki Niall.

Po 20 minutach zobaczył jak ona wyjeżdża na łóżku szpitalnym. Podniosła głowe, spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
-będą przeprowadzać przeszczep, już teraz, wyobrażasz to sobie?
-nie, nie mogę uwierzyć, hahah, a jeśli coś pójdzie nie tak?
-no wiesz co? Jak możesz tak mówić, pfff, wszystko będzie ok, niedługo się widzimy, pa Niall!-mówiła odjeżdżając.
Po 3 godzinach do Nialla dołączyła grupka zziajanych ludzi.
-gdzie ona jest?-spytała Natalia
-już na Sali. Jest tam od trzech godzin i żaden lekarz jeszcze nawet na chwile nie wyszedł. Zaczynam się martwić.
-myślisz że mogło pójść coś nie tak?
-no nie wiem, przecież to tylko przeszczep serca, jakby co zawsze ma drugie, a nie, nie ma.
Tą jakże zaciekłą konwersacje przerwał im lekarz, który nagle wyszedł.
-przepraszam, że przeszkadzam, to pan przyjechał z tą dziewczyną?
-tak, tak to ja.
-proszę się nie denerwować i nie martwić, na razie mamy małe problemy z połączeniem nowego serca z jej organizmem, ale za chwilkę wszystko będzie dobrze.
-zaraz, ale jak?
-nie mogę dłużej rozmawiać, musze iść.
Wszyscy opadli na ławkę przy ścianie.
Po kolejnych 2 godzinach z Sali wyszło 2 lekarzy.
-i co z nią?
-udało się. Teraz musimy odczekać i zobaczyć jak zareaguje jej ciało.
-ale będzie żyła?
-let's have hope (miejmy nadzieję).
-let's have Hope.
Po 15 minutach wyprowadzili ją z Sali. Była pod narkozą. Oni poszli za nią do nowej Sali, do której niestety ich nie wpuszczono.
Cały czas przy niej czatowali.
W pewnym momencie cały świat się zatrzymał.
Tak jak jej serce.
I to był koniec.
Koniec?
Koniec.
I to był początek.
I słychać było tylko muzyke w ich głowach, która brzmiała w rytm Come Home .
Nikt nie chciał w to uwierzyć.
Czas się zatrzymał tworząc tą chwilę jeszcze dłuższą.
Nieszczęsny los postanowił pokazać swą twarz lecz nie okazał się śmiercią.
On był nowym początkiem.
Wydarzeniem, po którym wszystko będzie tak jak zaplanował świat.
Wydarzeniem, które nie będzie końcem.
Wydarzeniem, po którym niewyjaśnione się wyjaśni, a niespełnione się spełni.
Wydarzeniem, po którym wszystko będzie toczyło się dalej.
tumblr_mq2berdI7h1s3b02co3_500.png
Tagi: rozdział 48
28.08.2013 o godz. 17:59

Rozdział 47

Dzień 2.
Oni musieli wyjechać. Paul dowiedział się o nodze Nialla i kazał mu zostać przez te dwa tygodnie w domu.
Ona postanowiła nie liczyć dni, zaczęła już po pierwszym uważać to za zbyt dołujące.
Nie chce wiedzieć ile czasu zostało jej do śmierci, bo pewnie i tak umrze samotnie.
Wiedziała przecież, że Louis wyjechał, Nialla już nie będzie, a Natalia będzie wciąż konsultować się z jej lekarzem.
Jest gotowa na wszystko.
Cieszy się, że przynajmniej umrze w zgodzie z Lou.
Cieszy się, ze pożegnała się z nim już wcześniej, więc będzie mogła 'przespać' ich wyjazd.
Wstała o 13.
Ich nie było.
Poczuła, że popełniła błąd nie wstając wcześniej.
Chciało jej się płakać.
Jednak nie chciała płakać.
Weszła do kuchni, gdzie siedział już Niall.
Natalii nigdzie nie było.
-gdzie jest ...
-Natalia? Wyszła na zakupy, bo w lodówce mamy tylko jogurt, sok i dwa kabanosy.
-kabanosy powiadasz?
Wystarczyła ta jedna chwila by o wszystkim zapomniała.
-śniło ci się coś?
-nie wiem, spałam.
-hahahahah naprawdę?
-nie, na żarty! Tak naprawdę to oglądałam powieki.
-tyle emocji w 30 sekund, dziewczyno bo dostanę zawału!
-hahahahah, to co, jeszcze raz?
-nie dzięki, boje się o swoje życie...
-ja też. No to co, śniadanie?
-o matko, przepraszam, wiesz, że nie chciałem...
-uważaj bo zawału dostaniesz...
-to też moje słowa, Boże, ale wtopa...
-dobra, nie przejmuj się tak, tylko zrób mi śniadanie.
-a co sobie życzysz?
-Natalię z zakupami.
-hahahah to ja też.
Jak na ich zawołanie do domu weszła Natalia z dwoma siatami pełnymi jedzenia.
Od razu ruszyli ku niej. Co prawda, z kulami to im troche zajęło, ale czego się nie robi dla jedzenia. Zjedli śniadanie, obejrzeli filmy, obiad, telwizja i internet, kolacja, spać, śniadanie, telwizja, obiad, internet, kolacja, spać, śniadanie... I tak w kółko przez dwa tygodnie.
W końcu Natalia mogła pojechać z tą dwójką do szpitala na zdjęcie gipsu. W szpitalu spędzili około 30 minut. Potem wrócili do domu. Niestety musieli w nim siedzieć jeszcze tydzień dla bezpieczeństwa kości. Ktoś musiał poinformować chłopaków. Ponieważ byli niedaleko Natalia zdecydowała się tam pojechać i powiedzieć im o tym. Wyjechała jeszcze tego samego dnia. Oni kończyli oglądać film. Po skończeniu filmu poszła odnieść do zmywarki talerz po kanapkach. Zmywarka stała w koncie w kuchni. Z obu stron rozwijał się blat, a obok zmywarki był zlew. Najpierw wsadziła talerz do zmywarki, a potem umyła ręce pod kranem. W tym czasie podszedł tam Horan ze swoim talerzem i oparł dłonie o blaty tak, aby zamknąć ją w pułapce. Ona po chwili odwróciła się i ujrzała kilkanaście centymetrów przed sobą hipnotycznie niebieskie oczy Nialla i jego delikatny uśmiech. Przez chwilę nie wiedziała jaki wyraz twarzy ma przyjąć, ale gdy Horan zaczął ruszać brwiami od razu się zaśmiała i przeszła pod jego ramieniem. Korzystając z okazji, że Niall stał do niej tyłem zaczęła go łaskotać. Na szczęście talerz zdążył wylądować już w zmywarce i nie skończył na ziemi. Niestety Niall tak. Ona dręczyła go tak dopóki Niall nie przejął miejsca na górze i nie zaczął jej łaskotać. W końcu ona mu się wyrwała i zagroziła, że zje wszystko z lodówki, bo jest do tego zdolna. Wtedy się uspokoił. Zaczęli się śmiać. Gdy się śmiała znowu na nią napadł. Ona mu tłumaczyła, że chce iść spać, że jest zmęczona, ale to nie dawało efektów. Po jakimś czasie gdy powiedziała, że zrobi co tylko on zechce, on na chwilę przestał ją łaskotać, ale wciąż utrzymywał nad nią panowanie jakby na niej leżąc.
-co tylko zechce?
-w granicach rozumu oczywiście.
-a czy przebranie cię za misia i zastępowanie go mi jest w granicach rozumu?-ona spojrzała na niego niedowierzając jego głupocie.
-zależy czyjego...
-w takim razie znajde ci przebranie misia i będę mógł cie puścić.
-że co?
-to co słyszałaś. Przecież pytałem się czy przebranie cię za...
-wiem co powiedziałeś, ale nie wierze, że na serio.
-kobieto, w sprawie pluszaków zawsze mówię serio.
-serio?
-serio, nawet bardzo.
Roześmiał się. Ona też.
-dobra dawaj te przebranie.
-jej!
Trzymając ją za ramie poszedł z nią do jego pokoju. Tam wciąż ją trzymając żeby nie uciekła znalazł w szafie śpiwór w kształcie misia. Wyjął go i podał jej. Poszła do łazienki go ubrać. Po 10 minutach wróciła jako grizzly. Roześmiał się na jej widok, a on zaśmiała się na śmiech Horana.
-dobra chodź mój pluszaku.
Podał jej rękę, ale ona tylko wystawiła język i odwróciła się w stronę swojego pokoju.
-nie ma tak dobrze.
-ej, umowa to umowa, chyba, że wolisz żebym zaczął się łaskotać.
-na razie nie jestem w rękach oprawcy-złapał ją w pasie-dobra już jestem.
Roześmiał się. Ona też.
Skończyło się na tym, że ona poszła do swojego pokoju, a on do swojego. Jednak w nocy przyszła spać na jego podłodze jako pluszowy miś grizzly.
Rano obudziła się pierwsza i od razu poszła do łazienki. Spojrzała w lustro i przestraszyła się misia, który był jej odbiciem. Potem zaczęła się śmiać jednak na tyle cicho by nie obudzić Nialla. Po umyciu się i wyjściu z przebrania w szlafroku zeszła na dół. Zaparzyła wodę na kawę i znalazła wczorajszą pizzę. Usiadła przy kuchennym blacie i zaczęła czytać gazetę. Po krótkim czasie na dół zszedł Niall. Od razu złapał za kawałek pizzy, który trzymała w dłoni i za kubek z kawą, który stał niedaleko gazety. Spojrzał na nią i uśmiechnął się mówiąc 'No cześć'.
Roześmiał się. Ona też.
Zabrał jej gazetę i poszedł usiąść na fotelu. Ona uniosła ręce ku niebu szepcząc 'Boże, zsyłając go ujmujesz mojej cierpliwości.' . Poszła do niego i usiadła na drugim fotelu. Włączyli telewizje. Leciał akurat nowy odcinek "Chorych Doktorów", a na następnym kanale "On,Ona i Dzieciaki". Poranek jak każdy inny. Po jakże zdrowym i obfitym śniadaniu oboje poszli do łazienki. Oczywiście, że był wyścig. Ostatni musiał myć się w drugiej łazience. Wypadło na Nialla. Po śniadaniu zadzwonili do chłopaków żeby pogadać. Potem włączyli jakiś film i zjedli obiad. Strasznie im się nudziło. Nagle ona zaczęła skakać po kanałach i w wyniku tego został włączony kanał MiniMini.
-serio?
-to dla ciebie, może się czegoś nauczysz.
-ha-ha.
Ona tylko wystawiła mu język w odpowiedzi.
-zrobie ci kiedyś tak zdjęcie i wstawie na twittera, zobaczysz.
Ona go tylko przedrzeźniła.
Roześmiał się. Ona też.
-wiesz co, mam pomysł. Pamiętasz ten klub karaoke? Chodźmy tam!
-nie wiem czy wiesz, ale jak widzę nie wiesz. Niall my mamy siedzieć w domu.
Nie minęły 3 sekundy jak oboje wybuchnęli śmiechem.
Ruszyli tak jak byli. W drodze coś sobie uświadomiła.
-przecież nie mamy wybranej piosenki.
-słyszałem, że ostatnio Natalia słucha i nuci "Beautiful" Carly Rae Jaspen i Biebera, możemy zaśpiewać to.
-ale nie znamy tekstu.
-ja znam-zwrócił głowę w jej stronę i jednym ruchem głowy 'poprawił sobie grzywkę'.
-ale ja nie.
-to poznasz, choć nie ma czasu.
-przecież dopiero otworzyli, gdzie ci się tak śpieszy?
-chce uciec przed nudą, no chodź!
Pobiegli.
Po niecałej minucie byli na miejscu. Zdyszani. Czerwoni na twarzy. Bez kurtek. Spojrzeli na siebie.
Roześmiał się. Ona też.
Weszli do klubu. Było tam trochę ludzi, ale nie były to jakieś znowu tłumy.
Podeszli do prowadzącego i powiedzieli o co chodzi. Po chwili mogli już śpiewać. Jak się okazało zaśpiewali na otwarcie nowego sezonu. Weszli na scene tylnym wejściem. Niall dostał gitarę, aby mógł sam grać podkład. Na małym telewizorze pojawił się tekst piosenki. Spojrzeli na siebie.
Roześmiał się. Ona też.

http://www.youtube.com/watch?v=UNafCcd0Sh0
Ona:
Witaj, wiem, że minęło sporo czasu
Ciekawe gdzie jesteś i czy myślisz o mnie,
Czasami, ponieważ ja zawsze mam cię w mojej głowie.
Wiesz, że ciężko mi było zapomnieć o tobie, ale
Im bardziej się rozglądam tym bardziej dochodzę do wniosku,
Jesteś wszystkim czego szukam.

Co sprawia, że jesteś taki piękny to to, że nie wiesz jaki jesteś piękny, dla mnie.
Nie starasz się być ideałem,
Nikt nie jest idealny, ale ty jesteś, dla mnie.
To jak odbierasz mój oddech,
Wypełniasz słowa, których nie mówię.
Chciałabym móc jakoś je powiedzieć teraz.
Oh, oh, móc powiedzieć je teraz, yeah.

On:
Tylko przyjaciele, początek końca,
Jaki to ma sens,
Kiedy jesteśmy na własną rękę,
Ty jesteś moją drugą połówką.
Czuję się niekompletny, powinienem wiedzieć,
Nic na świecie nie można porównać z uczuciami, które dzielimy.
Takie niesprawiedliwe.

Co sprawia, że jesteś taka piękna to to, że nie wiesz jaka jesteś piękna, dla mnie.
Nie starasz się być ideałem,
Nikt nie jest idealny, ale ty jesteś, dla mnie.
To jak odbierasz mój oddech,
Wypełniasz słowa, których nie mówię.
Chciałbym móc jakoś je powiedzieć teraz.
Oh, oh, móc powiedzieć je teraz, yeah.

Oboje:
Oh, to nie twoja wina, zwal to na mnie,
Uciekałam/em przed sobą,
Ponieważ nie mogłam/em pojąć jak daleko my,
Razem zajdziemy.
Stresowałam/em się sobą, ale to cholernie boli,
Mam nadzieję, że nie jest za późno, zwykłym zrządzeniem losu.

Co sprawia, że jesteś taka piękna to to, że nie wiesz jaka jesteś piękna, dla mnie.
Nie starasz się być ideałem,
Nikt nie jest idealny, ale ty jesteś, dla mnie.
To jak odbierasz mój oddech,
Wypełniasz słowa, których nie mówię.
Chciałbym móc jakoś je powiedzieć teraz.
Oh, oh, móc powiedzieć je teraz, mmmm.

On nie odrywał wzroku od niej gdy śpiewała.
Ona podziwiała jego profesjonalizm.
On uśmiechał się gdy widział, że ma trudność z odczytaniem jakiegoś słowa na ekranie.
Ona zawstydzała się jego uśmiechem.
On podziwiał to jak pewnie i mocno trzyma mikrofon.
Ona podziwiała to jak pewnie i mocno wprawia w ruch kostką struny gitary.

Następnego dnia.

Obudzili się koło południa.
Zjedli śniadanie i usiedli do swoich laptopów. W tle leciało "Chorzy doktorzy" jak zawsze o tej godzinie.
W pewnym momencie Niall się odezwał.
-dziś w tym klubie, co wczoraj byliśmy robią 'After Party' i jesteśmy zaproszeni, jako, że zaśpiewaliśmy na otwarciu.
-skąd wiesz?
-dostałem e-maila.
-aha.
Minęła chwila ciszy.
-no to jak?
-ale z czym?
Niall usniusł ręce ku niebu i powiedział 'Boże, zsyłając ją ujmujesz mojej cierpliwości.'
-słyszałeś to wczoraj?
-głuchy jeszcze nie jestem.
Roześmiał się. Ona też.
Znowu cisza.
-no to jak?
-ale z czym.
Jego dłonie powędrowały na twarz, aby ją przetrzeć. Spojrzał na nią.
Roześmiał się. Ona też.
-więc?
-możemy iść.
-nie mogłaś tak od razu?!
-ale co?
-nieważne.
-i dobrze!
-zaraz co?
-Niall czy ty słyszysz głosy?
-co?
-Niall ty słyszysz głosy!
-co? Jakie głosy?
-co one do ciebie mówią?
-ale kto?
-Niall skup się! Te głosy nie mogą wziąć nad tobą panowania!
-jakie znowu głosy?
-te w twojej głowie.
-co?
-Niall skup się, nie musisz się słuchać tych głosów.
-o co ci chodzi?!
-ale co?
-co?!
-Niall czy wszystko jest w porządku?
-ale...ty...zaraz co?
-Niall wszystko ok?
-co się przed chwilą stało?
-mówiłeś do siebie.
-co?!
-Niall wszystko w porządku?
-gdzie ja jestem?
-w domu, Niall uspokój się te głosy już nie wrócą.
Spojrzał na nią jakby nic a nic nie rozumiał, gdyż tak też było, i tym samym wzrokiem rozejrzał się po pomieszczeniu.
-o co ci.. Nieważne.
Roześmiał się. Ona też.
-świetnie! To o której jest te after party?
-zaczyna się o 18, czyli za 5 godzin. Mamy czas na zakupy.
-proszę powiedz, że mówisz serio.
-mówię nawet bardzo serio. Musze znaleźć coś sensownego. Dziwnie się czuję, bo zazwyczaj ubierają nas styliści, a dziesiaj...
-a dzisiaj masz mnie. To o której chcesz wyjść?
-za pół godziny.
-Jezu, musze znaleźć portfel, chyba był w tej niebieskiej torebce.
-nie musisz niczego szukać, idziesz ze mną, więc to ja płace.
-hahahahahah ty nie wiesz na co się porywasz, ale jak wolisz.
Po 20 minutach poszli do samochodu, a nim ruszyli na zakupy.
W sklepach byli do 16, potem wrócili do domu.
-było lepiej niż myślałem.
-a z czym ci było tak lepiej?
-przygotowywałem się na to, że będziesz wchodzić do przebieralni z milionem ciuchów, a ty czasami się tylko zakręciłaś między wieszakami i wyszłaś.
-ale za to ty potrafiłeś się zastanawiać po 20 minut nad dwoma rzeczami.
-ale dzięki temu znalazłem dla ciebie sukienkę.
-no przecież wiem, tobie to zajęło 20 minut, ja w 30 sekund znalazłam ci kurtke.
-oj tam oj tam.
-dobra, ide się szykować, życz mi powodzenia.
-miejmy nadzieje, ze się wciśniesz w tą sukienkę.
-pamiętaj, że w szpilkach mam długi, mocny i szczupły obcas, a jak nadepnie...uuu boli, chcesz się przekonać?
-nie dzięki, może następnym razem.
Po półtorej godzinie była gotowa. Wyszykowana zeszła na dół. Miała na sobie to http://stylistki.pl/na-dzampressske-xd-258787/ .
Niall wyglądał trochę w innym stylu, ale równie dobrze http://24.media.tumblr.com/5ad522033686f10daad1ed8915057564/tumblr_mhaafdrfEl1r979ljo1_250.jpg . Mimo wszystko pasowali do siebie. Strojami.
O 17:40 pojechali tam jego samochodem. Właściciel klubu ucieszył się na ich widok. Życzył im dobrej zabawy. Bardzo dobrej.
Po 10 minutach zaczęli zbierać się ludzie. Przez cały czas kręcili się gdzieś paparazzi. Nie przejmowali się tym.
O 18:15 klub był pełny, skończyły się podziękowania i zaczęła grać muzyka.
Najpierw ruszyli do baru. Wypili coś i zjedli coś. Poszli tańczyć.
Gdy skończyła się ta 'porywająca' 20-minutowa piosenki znów wrócili do barku. Tym razem na dłużej.
Zamówili kolejne drinki. Tym razem bez jedzenia. Rozmawiali. W tle grała im głośna muzyka i świeciły kolorowe światła oraz błyski fleszy. Wiedzieli, kto jutro będzie na okładce. Nie przeszkadzało im to.
Rozmawiali o tym, co będą wymyślać jak wróci Natalia i chłopaki.
Rozmawiali o tym jak zostawią na ich przyjazd pustą lodówkę, starą pizzę na stole i niedopite kawy.
Rozmawiali o tym jak będą wspominać wypoczynek w domu.
Rozmawiali o wszystkim, a ich rozmowę urozmaicały różne dodatki do nowych drinków.
W pewnym momencie puścili remix piosenki, która wczoraj zaśpiewali.
Nie było innego wyjścia.
Ruszyli na parkiet.
Zeszli z niego po jakiejś godzinie.
Usiedli przy barku przez chwilę wstrzymując się z zamówieniem.
Próbowali rozmawiać, ale muzyka jakby stała się głośniejsza i nie słyszeli siebie nawzajem.
Tak więc on przysunął swoje krzesełko do niej i lekko nachyleni ku sobie rozmawiali się i śmiali.
Nawet nie zauważyli jak barman sam podał im te same 'napoje', co wcześniej.
Roześmiali się.
Potem znów wrócili na parkiet i tak w kółko.
Do domu wrócili koło 23. Na piechotę, bo Niall nie mógł znaleźć zaparkowanego samochodu.
Tam wzięli do ręki telefony i zobaczyli 23 nieodebrane połączenia od Natalii i chłopaków.
Roześmiali się.
Niall wlał im whisky.
Wypili po trochu i usiedli na kanapie.
Zaczęli wspominać ludzi z imprezy.
Potem...jak to mówią, 'film im się urwał'.

Następnego dnia.

Obudziła się wg jej zegara mentalnego około godziny 9.
Leżała na boku z głową na poduszce.
Nie otwierała oczu. Nie chciała jeszcze dopuszczać światła do swoich oczu.
Z zamkniętymi powiekami wtuliła się w poduszkę i zaczerpnęła powietrza.
Coś jej zaczęło nie pasować.
Powietrze nie pachniało tak jak zwykle.
Ale nie pachniało też alkoholem.
Pachniało ładnie, ale nieznajomo.
Z poduszką też było cos nie tak.
Nie była tak miękka jak ta z jej pokoju.
I to ona tak dziwnie pachniała.
Była też innych wymiarów.
Otworzyła oczy.
Przed nimi zamiast reszty poduszek i łóżka zobaczyła męskie ramie.
Zauważyła też kawałek jej 'poduszki'.
Jej poduszką okazał się tors jakiegoś chłopaka.
Zaczęła żałować, że się obudziła.
W tym momencie zorientowała się, że ktoś ma rękę na jej plecach, a ona sama jest... Naga.
W przeciągu ułamka sekundy zdała sobie sprawę co musiało się stać.
Niestety nic nie pamiętała. Może to i dobrze.
Przewróciła się na plecy, a ręka która ją obejmowała wyślizgnęła się spod niej.
Zaczęła podziwiać sufit zastanawiając się gdzie jest.
Bała się myśleć kto jest obok, bo wiedziała, że odpowiedzieć jest tylko jedna.
Mimo wszystko gdy postanowiła zobaczyć, któż taki leży obok niej, zamknęła oczy i powoli przewróciła głowę twarzą w jego stronę.
Równie powoli otworzyła oczy.
Na jego widok pomyślała tylko krótkie 'kurwa'.
Wiedziała, ze to był on. A mimo to musiała sprawdzić.
Trzymając kołdrę blisko siebie usiadła.
On przewrócił się na bok, plecami do niej.
Zauważyła ich rzeczy.
Były na podłodze w całym pokoju.
Sięgnęła swoją bieliznę, która była najbliżej i pośpiesznie ubrała.
Wzięła swoje rzeczy z podłogi i poszła ku drzwiom.
Zatrzymała się przy swojej sukience, która leżała pod drzwiami.
Sięgnęła po nią.
Gdy miała ją podnosić niczym piorun przeleciało jej przez głowę to, jak ta sukienka się tu znalazła.
Przypomniała sobie jak on otworzył drzwi od pokoju.
Przypomniała sobie jak ją całował.
Przypomniała sobie jak obejmował jej plecy, a ona bawiła się jego włosami.
Przypomniała sobie jak rozpiął jej suwak na plecach sukienki zamykając jednocześnie nogą drzwi.
Przypomniała sobie jak jej sukienka zsunęła się na ziemie.
Przypomniała sobie jak on przytrzymał stopą jej sukienkę, by mogła swobodnie iść.
Przypomniała sobie jak byli pijani.

Podniosła ją i pośpiesznie wyszła z pokoju.
Poszła najpierw do siebie, gdzie zostawiła rzeczy i wzięła czyste.
Potem poszła do łazienki.
Wzięła prysznic.
Na tyle długi by wszystko przemyśleć i na tyle krótki by przesłuchać w głowie ulubioną piosenkę.
Zakręciła wodę i wytarła się do sucha.
Wyszła z kabiny w ręczniku i ubrała się.
Długie spodnie, dziurawy przyduży sweter, koszulka polo, skaty.
Poszła na dół.
Zagotowała wodę na kawę.
Z przyzwyczajenia zaparzyła dwie.
Z jedną poszła na górę do siebie.
Była tak cicho jak tylko potrafiła, ale on i tak się obudził.
Gdy była już na górze on stał w drzwiach swojego pokoju. W spodniach.
Powiedziała mu ciche 'cześć' i posłała nieśmiały uśmiech.
Weszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi. No prawie.
On poszedł do niej.
Gdy wszedł ona siedziała na swoim łóżku, trzymała kubek z kawą w dwóch dłoniach i patrzyła w okno.
Usiadł na krawędzi jej łóżka.
Spojrzał na nią.
Ona poczuła na sobie jego wzrok i zwróciła twarz ku niemu.
-z przyzwyczajenia zaparzyłam ci kawę. Jest na dole w kuchni.
-dzięki...
-jak się trzymasz po wczorajszym?
-całkiem nieźle, nie licząc kaca i pustki w pamięci.
-ja też nic nie pamiętam.
-czasem coś, ale to nic konkretnego.
-tak, tak właśnie.
-ja...-powiedzieli obydwoje na raz.
-tak?-spytał się Niall.
-skoro nic nie pamiętamy to nic się nie stało, prawda?
-w sumie tak.
-więc nic się nie stało.
-nic się nie stało.
-byliśmy pijani.
-byliśmy pijani.
-po prostu przyjaciele.
-po prostu przyjaciele.
Spojrzała na niego i wysunęła ku niemu dłoń w znaku sojuszu.
On złapał jej dłoń.
Przeszedł ich lekki dreszcz.
-nic się nie stało-zaczęła.
-byliśmy pijani-rozwinął.
-po prostu przyjaciele-dokończyła.
1d-niall-niall-horan-one-direction-Favim.com-727274.jpg
Tagi: rozdział 47
16.08.2013 o godz. 19:50
rozdział 46

Ona już pogodziła się ze swoją śmiercią, reszta niestety nie.
Zaczęła liczyć dni. Lekarze przewidzieli datę zgonu na 20 lutego.
Miała niecałe 2 miesiące.
Dzień 1.
Nie spała. Czekała na wypis. O 12 wyszła ze szpitala razem z Niallem. Od samej pobudki nie odezwała się ani słowem. Ciągle milczała. Tworzyła nowy mór, ponieważ poprzedni został zburzony. Do domu doszli na piechotę. Gdy weszła do domu poczuła na sobie wzrok całej piątki.
-czemu nie zadzwoniłaś? Przyjechałbym...
-jak się czujecie?
-wszystko ok?
-mogliście zadzwonić, na dworze jest zimno...
Słyszała wszystko i naprawdę wszystko do niej docierało, ale ona pochłonięta tworzeniem obrony przed ludzką pomocą nie odpowiadała. Milcząc poszła do kuchni i wyjęła sok z lodówki. Było jej ciężko, bo musiała chodzić przecież o kulach i z nogą w gipsie, ale jeśli doszła ze szpitala do domu, to i schyli się po sok. Wzięła cały karton dla siebie. Biodrem zamknęła lodówke i poszła do salonu, gdzie usiadła na sofie nie przyglądając się nikomu. Otworzyła sok i napiła się tak po prostu. Potem przetarła ręką usta jednocześnie zamykając sok i gdy poczuła, że jest gotowa, spojrzała, burząc górę móru ich troskliwym wzrokiem. I znów to samo. Spojrzała na sok i zamknęła go.
-ej, coś jest nie tak?
Już miała posłać w stronę Zayna ciętą ripostę w stylu 'nie, wszystko okej, a nawet lepiej bo znalazłam sobie już trumnę', ale coś ją powstrzymało.
-daruj sobie-zaczął Niall-ona nie odzywa się od rana.
-ale czemu?
-nie wiem, nie powiedziała mi!
Wtedy jej lewy kącik ust delikatnie powędrował ku górze, lecz ona szybko sprowadziła go na dół.
Spojrzała na schody, a potem na swoją nogę. Zaczęła się zastanawiać jak wejdzie na górę.
-zastanawia mnie tylko jedno-zaczął Harry-jak wy doczłapiecie się na górę do pokoi.
-ja się prześpie w salonie.
-ty mówisz!-zareagował od razu Liam.
-nie, szczekam.
-czemu się nie odzywałaś.
-bo tak, zadowolony?
-nawet bardzo.
-pfff. Mamy coś w planach czy nie?
-chcesz się ruszyć z domu ze złamaną nogą w pierwszy dzień świąt?
-a racja, zapomniałam o nodze, o świętach, o wypadku, tak jakoś. Musze zadzwonić do domu...
Po półgodzinnej rozmowie przez telefon z mamą na tarasie wróciła do pomieszczenia.
-powiedziałaś jej...?
-o raku? Nie, nie chce żeby się jeszcze bardziej martwiła.
-aha, jak chcesz.
-bardzo mądra odpowiedź Liam.
Dzień minął na oglądaniu filmów.
Nagle zadzwonił telefon Louisa.
<i> -halo?...tak...zapomniałem..kurwa...no dobra,przecież wiemy...tak przypomne im...dobra, czyli jutro?...a nie da się przełożyć?...no dobra, dobra, nie krzycz...tak wiem, wiem...dobra, to do jutra. </i>
-kto dzwonił?-spytała Natalia.
-Paul, jak zauważyłyście mieliśmy teraz dłuuuugą przerwe, no i, ona się skończyła...
-Louis, a to nie miało być za trzy miechy?
-nie, zaczynamy od jutra próby, a w przyszłym tygodniu mamy pierwszy koncert, wiecie, musimy wyjechać.
Ona się tylko na niego spojrzała i wyszła z salonu do kuchni, przechodząc obok niego.
-musimy zacząć się pakować.
-Louis, a tamto jest jeszcze możliwe?
-tak, ale nie wiem, czy w takiej sytuacji...
-właśnie, czy Paul wie o nodze Nialla?
-chyba nie, ale wiesz że to dużo nie zmieni, prawda?
-ale zawsze coś!
-chłopaki, a o co wam chodziło z 'tamtym'?
-mieliśmy dla was niespodzianke...
-jaką Hazz?
-miałyście jechać razem z nami, ale nie wiem, czy teraz jest taka możliwość.
-nie wiem, bo przecież jej noga...
-ale ja też mam przecież noge w gipsie!-wyrwał się Niall
-ale ty pewni zostaniesz na dwa tygodnie w domu...
-oj tam oj tam
-cóż, lepiej będzie jak z nią zostaniesz...
-wiem to.
Potem kolejny film.
Oni zostali sami. Przez przypadek. Siedzieli obok siebie. On co jakiś czas patrzył na nią. Ona patrzyła na swoją linię życia na lewej ręce. W pewnym momencie ich wzrok się spotkał.
-Ul...
-mówiła, żebyście nie wymieniali tego imienia.
-czemu? Przecież tak masz na imie.
-właściwie to już nie, wszystko zaczęło się jak wyjechałam z Polski. Okazało się, ze tata zostawił moją mamę, dla kobiety, która miała na imei tak jak ja. Rodzice się rozeszli, a mama poznała jakiegoś anglika czy coś, no i że mamie tak samo jak mi przestało pasować moje imie, to jak przyjechałam w zeszłym roku na gwiazdke, to zmienili mi imie na Hope.
-czyli jesteś Hope? Tak jak nadzieja?
-tak.
-nawet pasuje.
-dzięki, hah.
-więc...Hope, ja nie chce dłużej czekać. Musimy porozmawiać, wiesz jak strasznie mi zależy, wiesz i widzisz, ze nie...
Przerwała mu przytulając go.
-część mnie przekonała tę drugą, że ona też chce tego, co było dawniej.
-dziękuje.
-to ja dziękuję.
-ale za co?
-za to, że mimo wszystko byłeś i czekałeś.
-to było moim obowiązkiem.
Save-You-louis-tomlinson-35165846-463-450.png
Tagi: rozdział 46
11.08.2013 o godz. 15:26
*oczami Louisa*
Po tym jak Horan powiadomił nas, że on był z nią, że ją uderzył, że to przez niego ona wyjechała czas zaczął mi płynąć szybciej. Nawet się nie zorientowałem jak ona wraca, jak wraca do niego, jak znów jest szczęśliwa. Łapałem tylko chwile. Jak tą, gdy Niall wylądował w szpitalu, a ona mimo tego że byli pokłóceni, nie chciała od niego wyjść i cały czas tam siedziała. Pamiętam, że ze mną też tak było, ale nie warto wracać, gdy nie ma po co. Potem w życiu zaistniała mi chwila gdy byliśmy na jachcie w nocy. Niall gdzieś poszedł zostawiając mnie z nią sam na sam. Niebo było czyste, bez ani jednej gwiazdy, nawet księżyca nie było widać. Takie najbardziej uwielbialiśmy...kiedyś. Wtedy udało mi się ją po raz ostatni pocałować. Niestety wtedy wpakował się Horan. Jego reakcja była taka, że mnie wypchnął przez barierkę jachtu, przez co ona z nim zerwała. Wiedziałem jednak, że niedługo do siebie wrócą. Nawet ich powrót nie zaistniał w mojej pamięci. Po prostu po jakimś czasie znów zauważyłem ją w jego objęciach. Potem zapamiętałem ślub starszej siostry Natalii. Dokładnie pamiętam to, że to przyszła pani Horan złapała bukiecik, ale zamiast skakać ze szczęścia raczej była zdziwiona, a potem roześmiana z poczynań Nialla, który zaczął wokół niej tańczyć. Dalej znowu pustka. Pamiętam tylko to, że coraz częściej jeździli to do jej rodziców, to do jego rodziców. Pamiętam jak raz byli u niego na wigilii, a u niej na sylwestrze. Potem pamiętam jak szukając czegoś w pokoju Nialla znalazłem czerwone pudełeczko. Było puste. Pokazałem je chłopakom i Natalii i poszliśmy z nim do nich. Gdy ona zobaczyła pudełeczko schowała gdzieś dłonie, a Horan złapał się za głowe. Potem się przyznali do zaręczyn. Natalia się wtedy wyrwała z wyprawianiem im ślubu. No i jak się za to wzięła to skończyła po 9 miesiącach. Pamiętam, że mieli piękny ślub, dostali od nas prezencie śliczny dom i samochód. Ostatnimi wydarzeniami które jeszcze pamiętam było to jak niecały rok po ślubie, powiedzieli Natalia, że będzie ciocią, a nam, że będziemy wujkami. Mimo, że umierałem w środku coraz bardziej, to nie okazywałem tego. Potem nie zdążyłem się obejżeć, a ona zadzwoniła do mnie mówiąc, że potrzebuje podwózki do szpitala. Mieli synka i córeczke. Chris Austin Horan i Susan Natalie Horan. Wszystko potem mi się zlewało. Nie rozróżniałem dni od nocy. Czułem, że to sen i z każdą noca modliłem się by nim się okazał. W głowie rozbrzmiewał mi dźwięk wymawianego mojego imienia. Był coraz głośniejszy. Czułem, że moje modlitwy zostały wysłuchane. To był tylko sen.
Obudziłem się na wyspie. Wstałem jakby pijany, ale zaraz otrzeźwiałem z sennego kaca. Od razu zapytałem, gdzie ona jest.
-poszła w tamtą stronę-odpowiedział mi Niall wskazując palcem drogę do lasu-kazała nam cie nie budzić, ale zacząłeś się wiercić, pocić i robiłeś się czerwony.
-tak tak dzięki...-odpowiedziałem nie zważając na to, co mówi.
Pobiegłem do niej. Biegłem do niej coraz szybciej. Bałem się, ze jeśli teraz nic nie zaradzę, to mój sen mógł być ostrzeżeniem.
W końcu ją znalazłem. Wracała z pełnymi rękami i dużą ilością broni.
-poczekaj.
-nie mam ochoty na rozmowy.
-to mnie akurat nie interesuje.
-zauważyłam, że nic co rozsądne cie nie interesuje.
-czy uważasz, że brak rozmowy to coś rozsądnego?-Po raz pierwszy od kilku minut spojrzała mi w oczy, po czym próbowała mnie minąć. Nie dałem jej satysfakcji ucieczki-możesz odpowiedzieć?
-tak, tak uważam to teraz za coś rozsądnego.
-a ja nie i chce rozmawiać.
-Louis przestań! Nie ma o czym rozmawiać, a przynajmniej z mojej strony.
-dobra, to pozwól, że ja będę mówił, a ty słuchała.
-Louis...
-rozumiem to jako tak.
-Louis przestań.
-nie, nie przestane, bo musisz to wiedzieć. Nienawidzisz mnie i wiem to, ale wiem, że mimo to część ciebie chce mi przebaczyć i powrócić do tego co było, wiem to i czuje to. Widze to w twoim wzroku, słysze w twoim głosie i chciałbym poczuć w sercu, ale nie mogę dosłyszeć jego głosu, tak jak ty, bo zagłuszasz jego wołania swoim żalem, bólem i nienawiścią...
-a mam ci podziękować?! Mam uważać to za jak najbardziej ok i myśleć o tym jak o przygodzie? Czy ty jeszcze nie zdałeś sobie sprawy, ze ja chciałam spełnić twoje życzenie i się wynieść z domu, ale jedyny nieśpiący Niall mnie powstrzymał?! Nie wiedziałeś o tym?
-ale ja na prawde nie chce, żebyśmy tak skończyli. Mimo, że to dla ciebie i dla mnie ciężkie, to chce mieć teraz przy sobie, bo wierze, że tylko we dwójke przejdziemy na drugą stronę!
-na razie nie widze tej 'drugiej strony'.-powiedziała spokojnie półszeptem, po czym mnie wyminęła.
Bałem się, ze tylko pogorszyłem sytuacje i, że teraz Niall z jeszcze większą łatwością przejmie moje miejsce.
Znowu poczułem się jak we śnie. Dni mi się zlewały, a ja nie umiałem na to zaradzić. Codziennie próbowałem to naprawić, codziennie próbowałem z nią porozmawiać, ale ona mi nie dawała dojść do głosu-od razu kończyła rozmowe. Raz jej powiedziałem jej, że nie może się wiecznie gniewać i ze mną nie rozmawiać.
-nie zabronisz mi!-odpowiedziała wtedy będąc do mnie już plecami.
Czułem się zagrożony ze strony Horana i to bardzo. Nie raz go przyłapałem na tym, jak próbował się do niej zbliżyć. Na szczęście, jeśli ona ustawi wokół siebie mór dla mnie, to ten mór będzie obowiązywał już wszystkich. Nawet nie zdałem sobie sprawy z tego, jak szybko nastała gwiazdka.
Wszystko już było. Choinka, prezenty, jedzenie, dekoracje, po prostu wszystko.
Czas na ostatnie zakupy i powrót do normalnego życia.

*narrator*

Wszyscy rozeszli się po sklepach koło 10. rano. Ona (gdyż jej imienia zabroniono mi używać) poszła razem z Natalią i Niallem, bo mieli coś do załatwienia w niedalekich sobie sklepach. Reszta poszła w swoje strony. Koło 14 Natalia postanowiła na chwilę wrócić do domu. Harry jakby to wyczuł wcześniej, bo był już na miejscu i robił sobie obiad. Natalia oczywiście przyszła po jakiś 20 minutach, gdy wszystko było już gotowe. Gdy tylko weszła do domu poczuła unoszący się w powietrzu zapach przepysznego spaghetti. Nie musiała długo szukać. Od razu znalazła Harrego, który krzątał się po kuchni gwiżdżąc "MERRY CHRISTMAS". Mimo, że jakiś czas temu się z nim pokłóciła, to ten widok przyprawił ją o uśmiech. Podeszła bliżej i usiadła przy blacie, tak by jej nie usłyszał. Udało jej się. On w końcu skończył i z pełnym talerzem odwrócił się obracając na pięcie z talerzem na jednej dłoni, a widelcem w drugiej. Widok jej z brodą opartą o jej dłoń przyprawił go o ciepły i przyjemny dreszcz. Bez żadnego słowa postawił talerz między nimi, nie odwracając się sięgnął po widelec dla niej, a sam usiadł naprzeciw. Widelce położył tuż obok talerza. Patrzyli sobie w oczy. Nic nie mówili. Żadne z nich nie chciało nic mówić.
-Natalia przepraszam...
-nie, czuje się głupio jak cały czas mnie przepraszasz, przecież ja też się kłóciłam. Tym razem to ja przepraszam ciebie.
-no nie wiem...
-Harry!
-no dobra-zaśmiał się-wybaczam ci, ale to ostatni raz!
Po tym jak skończyli się śmiać, wzięli się za jedzenie.
-wróciłaś pieszo?
-tak, bo Moja Przyjaciółka i Pan Przyjaciel potrzebowali podjechać jeszcze po prezenty.
-no tak, a ty wracałaś pieszo.
-przecież nic mi się nie stało.
-ale na pewno zmarzłaś! Czekaj zrobie herbaty.
-nie trzeba, Harry na serio nie musisz.
-za późno. Oho, chyba zbiera się na burze, tak wieje...
-współczuje tym, co są na dworzu.
-bo nie mają mojej herbatki!
-tak, przez to też...


***

Z powodu strasznej burzy ona i Horan postanowili już wracać. Byli już w drodze do domu, gdy zaczął padać straszny śnieg z deszczem, a do tego widać było pioruny. Coś przerażającego. Los chciał i przez brak widoczności Niall skręcił w złą droge. Wylądowali gdzieś w lesie, jednak jechało tamtędy dużo samochodów.
-No piękną mamy gwiazdkę, przepraszam, że ci ją zniszczyłem.
-nic się nie stało przecież, patrz ile nowych krajobrazów mamy szanse zobaczyć!
-hahah no tak, temu zaprzeczyć nie mogę.
-może się tu zatrzymaj, wiesz, przeczekamy co najgorsze i wrócimy do domu.
-dobra, niech będzie.
Zatrzymali się na poboczu. Obserwowali pioruny i jadące samochody. Potem zaczęli rozmawiać. O wszystkim. O świętach, nowym roku, rodzinie, deszczu, śniegu, słońcu, burzy, Anglii, Irlandii, Polsce, Natalii, Harrym, Liamie, Zaynie i Louisie. Dosłownie o wszystkim. Coś im przerwało. Usłyszeli wielki huk i trzask drzewa. Wiedzieli co się stanie w przeciągu następnego ułamka sekundy. Drzewo złamało się i przewróciło na ich samochód. Było na tyle duże, że przygniotło kawałek maski auta no i ich.

***

-nie mogę się do nich dodzwonić.
-ja też nie.
-a jeśli coś im się stało?
-przestań, na pewno zatrzymali się w jakimś McDonaldzie albo innym żarciowpychaczu.
-łatwo ci mówić, nie widzisz jaka jest pogoda? Mogli mieć wypadek.
-tak, mogło ich też porwać ufo...
-bardzo śmieszne, a teraz bądźcie cicho, ktoś dzwoni.-podniósł komórkę i odebrał połączenie-halo?
-weź na głośnik!
-halo?
-dobry wieczór, czy rozmawiam z panem Louisem Tomlinsonem?
-tak to ja, w czym mogę pomóc?
-dobrze by było gdyby stawił się pan w szpitalu. Jestem dr Jason Dawney i zajmuję się pańskimi...przyjaciółmi. Dwójka ludzi w samochodzie należącym do pana zostało przygniecionych drzewem, czy ktoś z pańskich przyjaciół lub rodziny jechał dziś pana samochodem?
-tak...
-w takim razie proszę o jak najszybsze pojawienie się w szpitalu.
-dziękuję, do widzenia.
-no i wykrakaliśmy...
-nie gadaj tyle, tylko chodźcie ze mną!
Od razu ruszyli do szpitala. Nie ma to jak wigilia przy łóżku szpitalnym.
Przy recepcji czekał na nich Dr Jason.
-przepraszam, czy pan jest doktorem Dawney?-spytała Natalia.
-tak, a który z was to ten Louis Tomlinson?
-to ja.
-doskonale, w takim razie zapraszam pana.
Doktor zaprowadził ich do Sali, której leżała felerna dwójka. Rozmawiali ze sobą, śmiali się.
-proszę wejść, tam poinformuje was o... Proszę wejść.
Wszyscy posłusznie weszli i przywitali się z leżącymi. Troche pożartowali, pośmiali się i usiedli na krzesełkach przy łóżkach.
-po takim wypadku musieliśmy przeprowadzić wiele badań. Do wieści mniej przerażajacych należy to, że dziewczyna ma złamaną noge, tak samo jak chłopak. A gorsza wiadomość jest taka, że...-doktor wziął wdech-u dziewczyny wykryliśmy raka serca.
-co?!-tym samym pytaniem zareagowali wszyscy oprócz chorej.
-jest mi bardzo przykro, ale rak jest już duży, szczęściem jest to, że do tej pory obyło się bez zawałów, ale niestety teraz może uratować ją tylko przeszczep, choć boimy się, że serce jest na to zasłabe. Poza tym, nie mamy dawcy z tą grupą krwi.
-a jeśli nie będę chciała przyjąć przeszczepu to ile czasu mi zostało?
-około 2 miesięcy.
-dobrze, a kiedy mogę wyjść do domu?
-jutro, ale pani nowotwór...
-żaden nowotwór, wracam do domu, a przeszczepu nie chce, dziękuje za opieke, do widzenia.
Miała łzy w oczach, ale nie chciała płakać. Wszyscy na nią patrzyli z przerażeniem.
-jak to nie chcesz przeszczepu?!
-wolisz żebym umarła w trakcie operacji, czy w domu? Bo ja wole umrzeć w domu, jeśli moje serce jest tak chore, że pomoże tylko przeszczep, którego mogę nie przeżyć, to ja wole umrzeć.
-nie możesz tak po prostu decydować o swojej śmierci!-Liam nie wytrzymał.
-jak widać mogę, gdyż właśnie to zrobiłam. Dobrze, że mam oszczędności, na trumne powinno starczyć, a na nagrobek wezme sobie pożyczke, żebyście nie musieli wydawać pieniędzy na niechcianą impreze.
-nie mów o tym tak! Poza tym nie wiem, czy pogrzeb jest kiedykolwiek 'chcianą imprezą'.
-trudno, zdążyłam przywyknąć do wiadomości o śmierci, możecie iść do domu.
-nie zamierz...
-nie pytam was o zdanie.
Powiedziała to jednocześnie odwracając się do Nialla i całej reszty plecami. Zamknęła oczy mając nadzieje, że w ten sposób powstrzyma łzy.

Nie udało się.
4680505_to-bylo-podczas-moich-najciemniejszych-dni-kiedy-wziales-moje-smutek-i-moj-bol-i-pogrzebales-je.jpg
Tagi: rozdział 45
10.08.2013 o godz. 10:18

" Ale wiesz co jest najgorsze? Że to ty jesteś powodem moich łez i jesteś jednocześnie jedyną osobą, w której ramie chciałabym się wypłakać."

Rozdział 44
Następnego dnia
*oczami Zayna*
Mój namiot był centralnie w środku. Od mojej lewej strony były namioty Ulki, Natalii i Harrego, a od prawej Nialla,Liama i Louisa. Obudził nas Hazz z Natalią. Właściwie, to gdy wyszedłem z namiotu przerwałem rozmowe wzrokową Ulki z Horanem. Coś mi tu śmierdziało, coś było inaczej. Spojrzałem na nich, a następnie się przeciągnąłem i poszedłem umyć twarz w oceanie. Po chwili wszyscy już wstali i znów było głośno. Usiedliśmy by coś zjeść i ruszyliśmy za 'panią przewodnik' w stronę bunkru. Byliśmy już na miejscu gdy ktoś nas zatrzymał.
-a wy tu po co?-spytał jeden z nich.
-po paliwo, już nie można?-odpowiedziała pytaniem Ulka.
-nie można i nie można było, no i raczej nie będzie można.
-dobra wiesz, my mamy samolot w pełni sprawny tylko brakuje nam troche paliwa, które macie wy. No to może wy nam dacie paliwo, a za to my weźmiemy was ze sobą?
-nie.
-ale czemu?
-bo my nie chcemy odlatywać.
-ale czemu?!
-bo mamy swoje powody, tak.?
-dobra to czego chcecie za paliwo?
-zakładnika.
-jednego?
-tak.
-a ile macie paliwa?
-razem z tym z naszego obozu to około 1000-1500 litrów.
-w takim razie ok. To wy dajcie im paliwo, a ja będe zakładnikiem.
Wszyscy wytrzeszczyliśmy oczy i jednocześnie powiedzieliśmy :
-co?!
-to co słyszeliście-zaczął jeden z nich- teraz ona idzie z nami, a nasz kolega Said pomoże wam powynisić paliwo z bunkru, a następnie da wam nasze paliwo.

*godz.23:40
Postanowiliśmy po nią wrócić. Jeśli myśli że bez niej wylecimy, to się grubo myli.

*oczami Ulki*
Gdy dotarłam do ich obozu od razu wsadzili mnie w klatke.
-będziesz tam siedzieć, dopóki oni nie wylecą.
Na moje szczęście łysolowi, który mnie tu przyprowadził wypadły klucze od mojej klatki. Troche sie siłowałam z klatką, nim udało mi sie je sięgnąć, no ale mniejsza z tym. Gdy już z niej wyszłam, a zrobiłam to koło północy by mieć pewność, że wszyscy śpią, chciałm sie stamtąd jak najszybciej wymknąć. Gdy już wyszłam zaczęłam iść przed siebie wypatrując Zayn'a i Niall'a. Po chwili usłyszałam narzekania Zayna. Stanęłam i zrobiłam mentalnego facepalma jednocześnie kręcąc karcąco głową. Potem ruszyłam im naprzeciw. Byli troche zaskoczeni, że sama sobie poradziłam.
-jak ci sie udało wyjść bez Super-Malika...-zaczął Zayn prężąc mięśnie.
-i Super-Horana?!-skończył Niall robiąc tak jak Zayn.
-to jest ten mój wrodzony talent.-powiedziałam ze śmiechem.-a teraz Super-Maliku prowadź nas do naszego obozu!
Zayn zaczął iść w strone samolotu, oczywiście cały czas sie wygłupiając,a ja podążyłam za nim. W pewnej chwili jednak zatrzymał mnie Niall.
-jak myślisz, uda nam sie...?-spytał z przerażeniem i zaciekawieniem w jego oczach.
-ale co?-spytałam zdezorientowana.
-no wiesz...odlecieć.
-aaaa, no to oczywiście, że tak!
-a jak coś nie wyjdzie?-jego źrenice robiły sie coraz większe.
-jak coś nie wyjdzie..spójrz na to optymistycznie-powiedziałam obejmując jego szyję moim ramieniem-jeśli coś nie wyjdzie to albo będzięmy mieli wspaniałą kąpiel w niebieskim oceanie, albo zostaniemy na tej cudnej wyspie na zawsze,zawsze,zawsze...
-dzięki!-powiedział sarkastycznie,na co ja śmiejąc się schowałam głowe we własnym ramieniu, przez co on parsknął lekko śmiechem.
-ej nie parskaj na mnie.
-bo?
-bo foch.-odwróciłaam głowe tak aby nie widział mojego rozbawienia.
-mam sie bać?
-tak i to brdzo!
-więc, O MÓJ BOŻE, ULKA STRZELIŁA NA MNIE FOCHA! Super-Maliku ratuj!!!
-jesteś za głupi żeby cie ratować-powiedział Zayn na co ja wybuchnęła śmiechem wytykając Horana palcem-ty też.
-ej, to już nie było śmieszne.
-yhh, chodźcie już, a no i bądźcie ciszej.
-dobrze-wyszeptaliśmy jednocześnie.
-potem jeszcze pogadamy...-szepnął do mnie Niall.
-tsa, chyba przez smsy.-powiedziałam ironicznie.
-a czemu nie.
Miałam mentalne wtf, ale potem już normalnie szłam dalej.
Dalej już szliśmy w ciszy, co prawda widziałam, że Horan zerka na mnie co jakiś czas i sie śmieje, ale postanowiłam mu oddać później. Lekko. Walizką. Zapakowaną kamieniami. Może jednak mocno.
Droga nie zajęła nam długo, przynajmniej tak mi sie wydawało.
Jak tylko doszliśmy na miejsce Liam kazał nam sie 'pakować do samolotu'. Potem jak już wszyscy byli w środku, Payne włączył autopilota, wybrał miejsce, gdzie chcemy dolecieć i wystartowaliśmy. Ja siedziałam, a raczej leżałam, sama z tyłu, dwa miejsca przede mną siedział Louis (od okna) i Liam, przed nimi Harry z Natalią, naprzeciwko Liama i Lou siedział Horan, a przed Horanem siedział Zayn.
Ja włożyłam sobie słuchawki w uszy, włączyłam muzyke na full'a i nagle dostałam sms'a. Już myślałam, że to od Nialla, a tu taka niespodzianka.
Louis: Wiesz, ja nie chce już przepraszać, bo wiem że to dla ciebie męczące i wiem, że tego nie da sie wybaczyć tak od razu, aby wybaczyć trzeba czasu, nawet sporo. Ale mam prośbe, nie chce już tej obojętności-prosze niech będzie jak dawniej-bądźmy przyjaciółmi.
Po odczytaniu wiadomości spojrzałam na niego. Siedział wpatrzony w okno. Bez zastanowienia i całkowicie pewna swojego wyboru wystukałam mu odpowiedź.
Ja: Okej.
Ponownie na niego spojrzałam. Odczytał wiadomość i sie uśmiechnął. Nie spojarzał na mnie, tylko sie uśmiechał. Po chwili zonwu dostałam sms'a. Tym razem nie od Louisa.
Niall: Masz czas?
Chcąc się z nim podroczyć wystukałam:
Nie, uciekł mi podczas spaceru.
Wyślij. I po chwili słysze jego ciche parsknięcie śmiechem.
Niall: A szkoda.
Ja: no wiem też za nim tęsknie :(
Niall: a gdzie z nim byłaś na spacerze?
Ja: a co, zazdrosny?
Niall: a powinienem?
Ja: nie wiem, nie jestem tobą
Niall: a chciałabyś?
Ja: nie.
Niall: czemu? :(
Ja: bo mam taki kaprys :3
Niall: myślałem że napiszesz 'za kare, bo mi przerwałeś'
Ja: no w sumie, to bardzo nieładnie komuś przerywać
Niall: oj tam :D
Ja: nie ojtamuj mi tutaj
Niall: a co, zazdrosna?
Ja: a powinnam?
Niall: nie wiem, nie jestem tobą
Ja: a chciałbyś?
Niall: tak, bo mógłbym znieść zakaz przerywania
Ja: głupi jesteś
Niall: już to słyszałem
Ja: widocznie nie dotarło
Niall: ciekawe jak na to wpadłaś
Ja: nie wiem
Niall: a bolało jak już na to wpadłaś?
Ja: po co ja w ogóle z tobą rozmawiam
Niall: bo tak
Ja: ciekawe jak na to wpadłeś
Niall: kobieca intuicja
Ja: aha...okej...
Niall: a ten...
Ja: co
Niall: no wiesz
Ja:: wyobraź sobie że nie wiem
Niall: chyba musze cie przeprosić
Ja: za co
Niall: bo ci wczoraj przerwałem
Ja:: aaa, to raczej chyba nie musisz
Niall: tak?
Ja: no chyba
Niall: czyli?
Ja: nie rozumiem xd
Niall: no wiesz...
Ja: już wiem,ale rozumiesz że Louis by cie zabił, albo czułby sie zdradzony
Niall: wiem,ale on nie musi wiedzieć
Ja: no w sumie
Niall: to co, tylko nikt nie może sie dowiedzieć, bo jest prawdopodobieństwo że mu powiedzą.
Ja: aha, ok, a teraz ide spać,pa
Niall: ok, to dobranoc, paa
Potem rzeczywiście poszłam spać.
Gdy Natalią mnie obudziła byliśmy już Anglii.

<fleshback>
Niby było tak strasznie, a w sumie to nawet nie.
Czas mijał po tym wydarzeniu naprawdę szybko. Po powrocie ja i Natalia zaczęłyśmy chodzić regularnie na studia, przydzielono nas do różnych grup, przez co ja zaczynałam i kończyłam wcześniej, a Natalia później. Dzięki temu nikt z reszty nie podejrzewał nawet, że moge być z Horanem. W sumie to nie mieliby do tego podstaw, bo ''spotykaliśmy sie'' tylko po moich zajęciach,w nocy, na zakupach, itd.
Pod koniec listopada, w jego ostatni piątek (28.11) postanowiliśmy zrobić sobie wieczór z filmem. Harry, Zayn i Liam poszli po filmy. Daliśmy im wolną ręke i mogli wybrać albo horrory, albo komedia, albo cokolwiek innego. Wrócili po 20 minutach z aż 5 filmami. Oczywiście widać było, że wybierał Zayn i Hazz bo były to same horrory. Jednak te gamonie zapomniały o przekąskach.
-to ja moge iść po te żarcie.-zadeklarowałaam od razu
-o, a ja przypilnuje żeby nie kupiła za mało.-powiedział Horan z wielkim uśmiechem.
-Niall masz kase tak?-spytał Hazz, na co Niall pokiwał twierdząco głową.-dobra to idźcie.
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w strone najbliższego sklepu.
-to co kupujemy?-spytał niewinnie.
-no nie wiem, ale chyba jedzenie.
-woooow, niesamowite.
-no wiem.
-widzisz, udaje nam się, jeszcze nikt sie nie zorientował-powiedział obejmując ramieniem moją szyję.
-wiesz, to ten wrodzony talent.
-wmawiaj sobie wamawiaj...-mówił zjeżdżając ręką tak by objąć mnie w pasie.
-a żebyś wiedział.
-to co kupujemy?
-popcorn...
-pianki, chipsy...
-żelki, ale tylko dla mnie.
-nie dasz rady sama ich zjeść.
-a to niby czemu?
-bo ja ci nie pozwole.
-weź, ale z ciebie bedboooooj-powiedziałam ze śmiechem.
-no, aż sam sie siebie boję.
-wiesz, a ja znam osobe, którą sie ciebie nie boi...
-niby kogo?
-siebie!
-czyżby?-powiedział patrząc na mnie i podnosząc jedną brew.
-mhm.
-a teraz?-mówił obejmując mnie również drugim ramieniem w pasie, wręcz mnie przytulając.
-teraz, boje się ciebie jeszcze mniej.
-to niedobrze.
-czemu?
Oczywiście nie dostałam normalnej odpowiedzi. No bo niby jak.

*oczami Zayna*
Po tym jak wyszli zorientowaliśmy sie, że Niall na pewno by kupił za dużo, więc postanowiliśmy zrobić dla nich listę. Gdy już po chwili była gotowa, poszedłem im ją zanieść. Wyszedłem z domu i ruszyłem w strone pobliskiego sklepu. Nagle zobaczyłem coś, czego nie spodziewałem sie widzieć i chyba nie powinienem był widzieć. Nigdy bym nie przypuszczał, że oni mogliby się pocałować. Nie wierząc swoim oczom stanąłem jak wryty ok metr przed nimi.
-egkhem-odchrząknąłem po chwili.
Byli zszokowani moją obecnością.
-przyniosłem wam liste zakupów, ale chyba wam przeszkadzam.
Wręcz słyszałem jak oboje przeklneli.
-to nie tak jak myślisz Zayn...-zaczął Niall, a ja spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
-na serio uważasz mnie za takiego idiote bym uwierzył, że to nie tak jak myśle?
-nie...ja, po prostu...
-dobra skończ,ale wiesz, że jakby Louis sie dowiedział, że chodzisz z jego byłą dziewczyną, na której mu wciąż zależy, to będzie nie wesoło, tak?
-wiem.
-nie powinniście być razem.
-czemu?!
-bo jako przyjaciel Lou powinieneś pomagać mu w odzyskaniu jej, a jest odwrotnie.
-szkoda, że patrzysz na to tylko pod względem Louisa, a nie moim, czy jego.-wtrąciła Ulka.
-ale Louis...
-Louis to, Louis tamto. Zrozum, że on nie zawsze jest w centrum.-przerwała mi.
-wiem, ale..
-więc? Co z tego, że wiesz?
-dobra, nikt sie nie dowie, a ja będe was krył.
-dobry Zayn.
-ok, ok macie tu liste i zaraz wracajcie.
Wzięli liste i poszli, a ja wróciłem do domu.
Nie czekaliśmmy na nich nawet 20 minut jak wrócili.
Włączyliśmy pierwszy film. Potem drugi. A potem była 2 w nocy, więc zrezygnowaliś z 3 części 'Krwawej uczty'.
Następnego dnia Natalia zdecydowała, że musimy się odhorrorować. W takim razie Harry zaproponował wyjazd do wesołego miasteczka.
Wyruszyliśmy samochodem po śniadaniu i jeszcze jednym filmie-czyli koło 15. Wydawało nam sie, że Harry wie gdzie jedzie, a jednak nie. Dojechaliśmy do jakiegoś starego wesołego miasteczka. No, ale Ulka była zachwycona. Od razu zauważyła pozostałości po starym nawiedzonym domu i nas tam zaciągnęła. Znaczy bardziej trzeba było zaciągać tam Natalie, bo my sie od razu zgodziliśmy.
W tym domu było...ciekawie.

*oczami Ulki*
Gdy tylko weszliśmy do tego domu drzwi za nami zatrzasnął wiatr. Próbowaliśmy je otworzyć, ale nie dało rady. Postanowiliśmy iść dalej. Zobaczyliśmy strumyk, był troche zielony i pełen wszystkiego. Było dosyć mrocznie (świetnie) bo np. ze ścian odpadała farba, było troche pleśni tu i ówdzie, w samym środku budynku wyrosło drzewo i przebiło dach, a do tego było pokryte pajęczynami, na ziemi były trupy mysz i szczurów,a na ścianach były popękane żarówki. Jednym słowem-sceneria niczym z horroru. Przez dziure w dachu zauważyliśmy, że jest już ciemno i postanowiliśmy zostać tu na noc. Natalia nie była zachwycona. No cóż. Usiedliśmy pod ścianą i Zayn zaczął pogarszać sytuacje Natalii.
-ten budynek przypomina mi ten dom z kości, ciekawe czy za ścianą są trupy-i zaczął pukać w ściane.
-bardziej ten don z demona.-powiedziałam.
-racja.
-jesteście chorzy psychicznie!-usłyszałam Natalie.
Potem minęlo już spokojnie. W końcu każdy z nas usnął.
W środku nocy obudziła mnie Natalia.
-Ulka, Ulka słyszałaś ten dźwięk?-spytała mnie przerażona.
-wydawało ci sie, idź spa...-nie mogłam dokończyć, bo przerwał mi przeraźliwy dźwięk. Troche jak płacz dziecka i skrzypienie drzwi jednocześnie.-ok już wstaje.
Poszłyśmy to sprawdzić. Niestety, Natalia w końcu czegoś sie przestraszyła i uciekła, a ja zostałam sama, dosyć daleko od chłopaków. Po plecach pierwszy raz w życiu przeszły mi dreszcze. No ale otrząsnęłam sie i poszłam dalej.

*oczami Niall'a*
Obudziliśmy sie koło 10. Przynajmniej tak pokazywał mój zegarek. Ku naszemu zdziwieniu dziewczyny gdzieś zniknęły. Troche nas to zmartwiło. Rozdzieliliśmy się by ich poszukać. Jak się okazało ten budynek miał wiele różnych pomieszczeń. Musiałem przejść przez dużą ilość pokoi i korytarzy aby znaleźć Ulke. Spodziewałem się, że będzie chodziła ze strachem, albo będzie siedzieć skulona pod ścianą, ale to ona, po prostu szła sobie podśpiewując jakąś piosenke. Postanowiłem ją przestraszyć o ile to możliwe. Podszedłem do niej bezgłośnie i złapałem nagle w pasie. Usłyszałem jak szybko wciągnęła powietrze, a potem sie odwróciła.
-uff to tylko ty...debil.
-no ale czemu?
-bo próbowałeś mnie wystraszyć!
-oj, no i mi sie udało.
-nie byłabym tego taka pewna.
-czemu?
-bo ja sie niczego nie boje.
-nawet swojego badboy'a?
-przecież dobrze wiesz, że ciebie boję sie najmniej.
-czemu?
-bo jesteś jak pluszowy miś.
-co?
-tylko by przytulać.
-no wiesz...
-no co, mówie jak jest!
-nie prawda.
-pawda.
-nie.
-tak.
-nie.
-tak.
-nie.
-a udowodnić ci?
-tak.
Nie powiedziała już nic, tylko się do mnie przytuliła. Fajne uczucie.
-widzisz, jak pluszowy miś, do przytulania.-powiedziała, gdy skończyła się do mnie przytulać.
-ale czemu skończyłaś mnie przytulać?
-bo na to nie zasłużyłeś.
-jak to? A kto cie znalazł?
-a kto mnie próbował wystraszyć?
-wystraszył .
-no chyba niekoniecznie.
-no chyba tak.
-nie.
-tak.
-nie.
-tak.
-nie.
-tak.
-nie.
-tak.
-nie.
-tak.
-wiesz, zauważyłam że te nasze rozmowy nie mają sensu.
-oj tam.
-nie ojtamuj przy mnie.
-bo?
-bo ja tak mówie.
-czyżby?
-czy my nie powinniśmy szukać reszty?
-oj tam, ups.
-coś ci powiedziałam.
-oj tam.
-przestań.
-oj tam.
-skończ no.
-oj tam.
-foch.
-oj niedobrze.-na moje słowa lekko sie zaśmiała.-no i z czego sie śmiejesz?
-z ciebie.
-zaraz ci zamkne tą twoją buzię, to nie będziesz mogła sie śmiać.
-a niby jak to zrobisz?
-tak jak tylko ja umiem.

*oczami Ulki*
Gdy już miał mnie pocałować ja wyrwałam się z jego rąk i przeszłam obok niego dalej.
-no wiesz-powiedział z wyrzutem.
-nie wiem!-odpowiedziałam szybko.
-tak się nie robi.
-a to niby czemu?-mówiłam cały czas będąc do niego plecami i idąc wzdłóż korytarza.
-bo potem są tego konsekwencje.
-niby jakie?-spytałam drwiąco.
-pożyjesz to zobaczysz.
-a ile będe musiała pożyć żeby zobaczyć?
-niedużo.
Zaśmiałam się, aż nagle mnie przytulił.
-i to jest konsekwencja?-spytałam /znów/ drwiąco.
-nie, to jest pocieszenie dla mnie.
-mhm.
-no co.
-nic, przecież ja nic nie mówiłam.
-no i mówić nie będziesz.
-cze...-tym razem mi się nie udało. Musze lepiej opanować swój refleks.
-temu.-powiedział uśmiechnięty-no i masz konsekwencje, przerwałem ci.
-wow, ale z ciebie badboy, podziwiam.
-hahs ja sam siebie też podziwiam, więc rozumiem o czym mówisz.
-hahahah no tak, to możemy już iść?
-chyba tak...
-yhh, chodźże Horan!
Potem już szliśmy normalnie. Nagle gdy przechodziliśmy odok jakichś otwartych drzwi. Coś nas tam wciągnęło. Na szczęście to był Liam i Hazz. Jak się okazało chłopaki znaleźli Natalie, a razem z nią znaleźli wyjście. No i w końcu udało nam się wydostać na świerze powietrze.
Do domu dojechaliśmy na 14. Zjedliśmy śniadanie, bo nie było składników na obiad, a po nim ja i Niall powiedzieliśmy, że pójdziemy kupić coś na obiad. Wzięliśmy kurtki i wyszliśmy. Było dosyć zimno, w końcu był 29 listopada.
Tak właściwie to nie poszliśmy do sklepu, bo Horan mnie wyciągnął do parku. Tak więc zakupy zostały przełożone na potem. Szliśmy objęci, bo osobiście dla mnie 'trzymanie się za ręce' jest troche...dziwnie przesłodzone.
-wiesz co...-zaczął Niall.
-tak?-spytałam i spojrzałam na niego chcąc dowiedzieć się więcej.
-bo ja już w sumie nie chce nas ukrywać.
-ale czemu?
-bo gdy jesteśmy w domu musze ciągle uważać na wzrok, na to mówie, co robie. Ja po prostu nie chce tej presji, nie chce tego że nie moge się do ciebie w domu przytulić, pocałować, objąć. Wole żeby oni wiedzieli, wole się narazić na to że zawiode Louisa, ale chce im powiedzieć. A ty jak myślisz..?
-to nie jest dobry pomysł, wydaje mi się, że będzie lepiej jak się nie dowiedzą.
-ale czemu?! Czemu nie chcesz im powiedzieć?! Czy ty...ty dalej czujesz coś do Louisa?
-co!? Jak możesz tak mówić! Ja to robie dla twojego dobra, stawiam przyjaźń twoją i Lou ponad nasz związek!
-to w takim razie skoro ja chce narazić tą przyjaźń, to jest to moja decyzja, a ty dalej chcesz się ukrywać, ''bo Louis''. A może ja ci byłem tylko potrzebny po to by zapomnieć o tamtej imprezie i o nim?!-po jego słowach poczułam jakby ktoś mi wbił kołek w serce.
-jak w ogóle możesz tak myśleć!
-no nie wiem, może dzięki tobie!
-wiesz, jakby ci na mnie zależało, to byś mi ufał, wierzył że robie to tylko dla twojego dobra,ale widocznie tak nie jest!
-nie moge ci ufać, że nie kochasz Louisa, skoro chcesz nas ukrywać tylko ze względu na niego!
-zrozum, że robie to dla dobra waszej znajomości!
-nie, robisz to dla siebie. Wykorzystałaś mnie, aby o nim zapomnieć, a teraz boisz się im powiedzieć, że jesteśmy razem, bo boisz się jego reakcji, boisz się tego, że on nie będzie chciał do ciebie wrócić!-teraz poczułam się niszczona od środka, a w oczch stanęły mi łzy-i pomyśleć, że ja myślałem o nas na poważnie, pomyśleć, że uwierzyłem, że mnie kochasz...
-nie wiem czemu mi nie wierzysz...-powiedziałam szeptem.
-wiesz, może idź do swojego Louisa, on na pewno będzie wiedział!
-jeszcze dziś rano bym nie uwierzyła, że ci to kiedykolwiek powiem, ale wiesz, jesteś podły. Jesteś beznadziejnie podły. Mam cie dosyć.-powiedziałam, a każde moje słowo było przepełnione płaczem mentalnym.
-i bardzo dobrze! Idź do swojego Loui'ego, on na pewno cie przyjmie z otwartymi ramionami!
Ostatnie jego slowa słyszałam będąc do niego plecami i idąc w stronę domu. Po policzku spłynęła mi jedna łza. Ale postanowiłam nie płakać przez kogoś kto uważa, że go wykorzystałam. Nie rozumiem. Robiłam wszystko, tak żeby było dobrze, tak, żeby nie stracił przyjaźni Louisa, a on uważa, że go wykorzystałam by zapomnieć o tamtej imprezie. Nie znałam go z tej strony i chyba wolałabym go z tej strony nie poznawać.
Wróciłam do domu. Nie było już widać u mnie łez. Może miałam troche zeszklone oczy, ale tylko troche. Dziwne było to, że w domu był tylko Louis. Nie zwracając na niego uwagi poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Spod poduszki wyciągnęłam małego pluszaka, którego Niall mi dał jakoś ha początku naszego związku. Szczerze chciałam mu odciąć głowe. W końcu schowałam pluszaka znów pod poduszke. Po chwili Louis zapukał do drzwi od mojego pokoju.
-odejdź.-powiedziałam oschło. Jedyne co mi było teraz potrzebne był Louis <wyczuj-ten-sarkazm>.
Ale moje słowa i tak nie podziałały, bo on wszedł do pokoju.
-coś się stało? Wróciłaś sama, do tego chyba nie w najlepszym humorze.-powiedział podchodząc bliżej.
-nic się nie stało.
-przecież widze.
-ale mówie serio.
-w takim razie gdzie jest Niall i czemu masz smętną minę, skoro nic się nie stało?
-nie wiem gdzie on jest, a smętną minę mam bo noga mnie boli.
-kłamiesz, coś się stało, ale nie chcesz mi powiedzieć.
-naprawde nic się nie stało.
-mnie nie okłamiesz, przecież wiesz, że zawsze wyczuwam kiedy coś jest z tobą nie tak.-powiedział siadając obok mnie.
-mówie poważnie,nic się nie stało.
-to może chcesz iść na lody, skoro nic się nie stało?
-o tej porze roku lody, pomyśl no, poza tym nie mam ochoty na lody, ani na wychodzenie z domu.
-skoro ty nie chcesz iść do lodów, to lody mogą przyjść do ciebie, ale chodź na dół.
-yh, okeeeej.
Zeszliśmy na dół i Louis kazał mi usiąśc na kanapie, a sam poszedł po lody. Spodziewałam się czegoś innego, ale on przyniósł 5-litrowy kubełek lodów Manhatan o smaku jabłko-wiśnia. Usiadł obok mnie na kanapie, odpakował lody, dał mi łyżke taką jak do zupy i włączył tv. Po chwili przeszukiwania EPG Lou znalazł fajny film. Juz kiedyś o nim słyszałam. Był to film pod tytułem 'Kupmy sobie zoo'. Po około 15 minutach, nawet się nie zorientowałam, że leżymy siedząc, z nogami na stoliku do kawy, który stoi przed kanapą. W połowie filmu przyszli wszyscy prócz Horana. Dołączyli się do oglądania filmu, ale lodów nie dostali. Ze mną i Lou to w salonie ten film oglądał tylko Zayn, który siedział na podłodze, a reszta z blatu kuchennego, który oddzielał salon od kuchni. Pod koniec filmu, okolo 16 wrócil Niall z zakupami. Spojrzał na mnie, poczułam jego wzrok na sobie, ale nie oderwałam wzroku od tv. Reszta za to zaczęła się go wypytywać czemu nie wrócił razem ze mną i co kupił.
-tak wyszło, a kupiłem to co potrzebujemy na obiad i kilka gazet.-odpowiedział.
Potem Zayn poszedł do reszty zobaczyć co jest do jedzenia. Nagle stało się coś, czego się nikt nie spodziewał.
-ooo Harry, a powiedz, jak tam związek twój i Taylor?

*oczami Harrego*
Byłem zszokowany tym co usłyszałem.
-co??-spytalem miejąc nadzieję, że się przeslyszałem.
-pytałam o twój związek z Taylor Swift.-powtórzyła Natalia.
-nie ma żadnego związku z Tay! Ja z tą wariatką nie chodze od kilku miesięcy! O czym ty w ogóle mówisz?
-mówie o tym, co jest napisane w gazecie, spójrz.
Pokazała mi dwie strony artykułu przepełnionego zdjęciami mnie i Taylor. Najgorsze, że to były photoshopy. To były moje zdjecia robione jak gdzieś szedłem i doklejona Tay. Za to nagłówek był równie szokujący co pytanie Natalii-"Wielki powrót Haylor!". No to mnie dobiło.
-naprawdę w to wierzysz?-spytałem zdziwiony.
-tak, znaczy nie wiem, ale te zdjęcia...
-przecież to photoshop!
-te zdjęcia wyglądają troche zbyt realistycznie na photoshop.
-tylko głupi by nie rozpoznał!-powiedziałem pod wplywem emocji-Boże,ja..nie o to chodziło....
-hmmm fajnie, najpierw czytam cudowną wiadomość w gazecie, teraz słysze że jestem głupia, ciekawe co jeszcze się wydarzy!
-Natalia, przecież wiesz, że mi ie o to chodziło, ja tylko tak...
-tylko tak?! To pozwól, ze ja sobie tylko tak wyjdę, a ty tylko tak za mną nie pójdziesz!
Mówiąc to wzięła kurtke i wyszła. Juz miałem za nią iść gdy...
-nie idź za nią, będzie na ciebie jeszcze bardziej zła...-zatrzymała mnie Ulka.
-może masz racje, lepiej abyśmy zaczekali na nią w domu.

*oczami Niall'a*
Cały czas się jej kątem oka przyglądałem. Pokłóciliśmy się właściwie o Louisa, a ona teraz tak po prostu obok niego siedziała. Aż się we mnie zagotowało gdy on się rozciągnął i położył ręce na oparciu kanapy prawie ją obejmując. A ona nic, tak jakby chciała, żebym się denerwował, żebym to widział, tak jakby specjalnie przyznawała mi racje. To była chyba w pewnym sensie jej zemsta. Ale w sumie gdzie tam, ona i zemsta. W sumie to może jest mi troche głupio, że tak na nią nakrzyczałem, ale gdy pomyśle, że ona wciąż może coś czuć do Louisa, gdy sobie pomyśle, że mogła mnie wykorzystać, to znów chce mi sję na nią krzyczeć, płakać i niszczyć wszystko. Gdy pomyśle, że ona mogła potrzebować mnie tylko do zapomnienia o Louisie opanowuje mnie nieograniczony smutek zamieniający się w złość. A gdy się wyładuje, zaczynam żałować, zaczynam myśleć, że może jest tak jak ona mówi, a potem znów opanowuje mnie myśl, że mnie wykorzystała.
Gdy znów byłem zły ona wyciągnęła się i wstała. Powiedziała, że jest zmęczona. On dotknął jej pleców i pchnął ją w strone schodów. Ona nic. Nie wiem czemu, ale zaczęło we mnie buzować. Buzowała we mnie zazdrość, która była wywołana przez Louisa i jego chęć powrotu do niej oraz przez myśl, że ona może chcieć wrócić do niego. Póki nie miałem do nich pełnego zaufania, każdy jego ruch w jej strone i jej brak odpowiedzi na to wywoływało u mnie zazdrość. Głównie dlatego też chciałem im powiedzieć o nas. Aby uniknąć takich sytuacji. Gdyby ona się wtedy zgodziła, nie byłoby kłótni, a teraz mógłbym bezkarnie siedzieć obok niej i całkowicie naturalnie się do niej przytulić. Ale ona wolała nikomu dalej nic nie mówić, woli się zgadzać na to by Louis wciąż się do niej zbliżał i wciąż daje mu nadzieje. A mnie to rani najbardziej.
Gdy ona już poszła na górę, a Louis odprowadził ją wzrokiem, ja postanowiłem do niej iść.
Poszedłem za nią i zapukałem do jej pokoju.
-proszę.-usłyszałem w odpowiedzi. Odetchnąłem z ulgą i wszedłem do środka.
-porozmawiamy?-spytałem jeszcze w drzwiach.
-nie wiem czy chce z tobą rozmawiać.-powiedziała, widać było w jej oczach, że nie chce powtórki z poprzedniej kłótni.
-prosze, postaram się nie krzyczeć...
-czyli będziesz bił?
-prosze, przestań, porozmawiajmy...
-dobrze.
Ponownie odetchnąłem z ulgą.
-mogę usiąść?
-tak, prosze siadaj.
Usiadłem naprzeciwko niej na łóżku.
-ja chciałem jeszcze raz porozmawiać...
-o tym czy im powiedzieć?
-tak.
-nie sądze bym zmieniła zdanie.
-wiem, ale też spójrz na to z mojej perspektywy. Jak ja muszę ciągle tolerować to, że Louis próbuje się do ciebie zbliżyć, że próbuje cie objąć, przytulić, przekonać byś do niego wróciła. Zrozum, że to dla mnie naprawdę trudne siedzieć na drugim końcu kanapy i patrzeć jak Louis się do ciebie przysiada i wręcz na siłę chce się do ciebie zbliżyć. Dlatego chciałem im pokazać, powiedzieć, że jesteśmy razem, bo to by może pochamowało Louisa. Wole narazić moją przyjaźń niż nasz związek. Czy teraz mnie rozumiesz?
-ja nie patrzyłam na to z tej perspektywy...ale czekaj, Niall czy ty jesteś o mnie zazdrosny?-spytała już powstrzymując śmiech.
-można tak powiedzieć-odpowiedziałem lekko zmieszany, a ona
schyliła głowę i się szeroko uśmiechnęła.-to jak...mówimy im..?
-nie wiem, a jak chciałbyś to zrobić? Tak żeby wyglądało to wystarczająco przypadkowo.
-wiem, myślałem żeby to zrobić improwizacyjnie. Wtedy będzie najbardziej naturalnie i przypadkowo, czyli jak poczujesz chęć przytulenia mnie-w tym miejscu się cicho zaśmiała-to się do mnie przytulasz, jak ja będe chciał cie przytulić, to cie przytule.
-a jak się spytają co jest grane? Czemu się do mnie przytulasz, czy co?
-to wtedy powiemy, że tak jakoś.
-to nie jest najlepsza odpowiedź.
-to co, ale pomyśl jeśli będziemy improwizować, to wyjdzie naturalnie i przypadkowo.
-wiesz, nie jestem do tego pomysłu przekonana...
-to jak chcesz im to pokazać lub powiedzieć, że jesteśmy razem? Zapomniałem, ty nie chcesz im nic mówić, im czy jemu?
-i znowu zaczynasz-do tej pory patrzyła mi w oczy, a nawet się uśmiechnęła, a teraz znów spuściła głowę.
-ja nie wiem, to samo ze mnie wychodzi, po prostu mówie co czuje, ale to nie moja wina.
-a może moja?!
-tak, bo dobrze wiesz, że pokłóciliśmy się wcześniej przez osobę Louisa, a teraz tak po prostu obok niego siedziałaś, dałaś mu się prawie objąć i w ogóle nie reagujesz na jego zaczepki, chociaż wiesz, że ja jestem z tyłu. Z tą waszą miłością to moglibyście się przynajmniej przede mną ukrywać.
-znowu to samo, przecież mówiłam ci że robie to dla ciebie!
-ale ja nie chce żebyś ukrywała nas dla mnie, bo to wcale nie jest dla mnie dobre, jeśli chcesz zrobić coś dla mnie to zgódź się i im powiedzmy!
-ale to nie wyjdzie!
-nie wyjdzie to prędzej nam jeśli dalej będziesz zgadzać się na zaczepki ze strony Louisa.
-wydaje mi się, że źle go odbierasz...
-wiesz chyba niekoniecznie, bo dzień po imprezie nie rozmawiał z tobą, a z nami. To nie ciebie się pytał jak zbliżyć cie znów do niego, a mnie i chłopaków, to nie ty mu wtedy radziłaś, a ja. Więc nie mów, że źle go odbieram, bo to ja wiem, co on chce osiągnąć!
-wiem, może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale wiem. Wiem, że on chce znów ze mną być, wiem, że on to wszystko robi bym znów mu uwierzyła, bym mu zaufała, bym znów poczuła się przy nim bezpiecznie, bym do niego wróciła. Wiem to, ale widocznie ty nie ufasz mi na tyle, by wiedzieć, że cokolwiek by on zrobi to ja i tak do niego nie wróce.
-póki co to dajesz mu nadzieje na powrót.
-że co? Niby jak...
-hah czyli ty nawet nie wiesz co robisz! A ty myślałaś, że jak on odbiera to, że ty mu pozwalasz na te jego podchody?
-znaczy...
-właśnie, 'znaczy', znaczy co?!
-ja tego tak nie odbieram.
-bo ty myślisz tylko o tym, by jemu nie zrobić przykrości, ale nie myślisz już o tym, że za każdym razem kiedy 'nie chcesz sprawić przykrości jemu' to sprawiasz jeszcze większą przykrość mi...
Po ostatnich słowach wyszedłem trzaskając drzwiami. Stałem przed jej pokojem jeszcze chwilę słysząc ciche 'ale' i to jak uderza dłonią w ścianę i opada na łóżko. Jeszcze gorsze była świadomość, że płakała.
Potem zszedłem na dół do reszty. Po ich minach byłem pewien, że słyszeli krzyki, ale niekoniecznie słowa. Widziałem, że Liam chciał o coś spytać, ale nic nie powiedział. Nagle zadzwonił telefon Harrego. Odebrał.
-halo?....ale kto mówi....zaraz co?....ale gdzie ona jest....co....ale gdzie...kiedy...sam?...dobrze, bede.
Potem się rozłączył.
-porwali ją, do jutra kamy spłacić okup, rządają 100 000 funtów. Mam im przynieść pieniadze sam do starego magazynu o 16 a wtedy oddadzą nam Natalię.
-to co robimy?-spytał Liam, a ja nerwowo przeczesywałem włosy.
-co, co robimy, chyba oczywiste, że mu zaniose te pieniądze!
-a skąd ich tyle weźmiesz.
-z mojego konta w banku, a jak zabraknie to wezme pożyczke..
-nie będziesz musiał, my się najwyzej dołożymy.
-yhh, ok dzięki, czuje się winny.
-ale czemu?
-bo to przeze mnie wyszła, tylko debil może sprawić, że jego dziewczyna odchodzi gdzieś sama.
No teraz to poczułem jakby Harry to dla mnie zadedykował.
-może chodźmy wszyscy spać, odpoczynek dobrze nam zrobi.-powiedziałem idąc do swojego pokoju.

Następnego dnia.
Ja wstałem pierwszy. Zszedłem na dół, zrobiłem sobie kawe i usiadłem z nią przy blacie. Po kilkunastu minutach zeszła Ulka.
Zobaczyła mnie, ale nic się nie odezwała.
-a dzień dobry to już nie łaska?
-wiesz, boje sie powiedzieć nawet dzień dobry, bo ty ze wszystkiego wywołasz kłótnie.
-to mam ci dziękować za to, że mnie wykorzystałaś?!
-dlaczego ciągle się przy tym upierasz?!
-bo widze, że jest tak naprawde.
-nie, jesteś zaślepiony zazdrością i widzisz to tak, jak chcesz to widzieć! Sam mówisz mi bym spojrzała na to z twojej perspektywy, ale nie liczysz się z tym jak ja to widze! Zamykasz się w swoim świecie i wierzysz tylko w to, co w nim zawarłeś. Ale chyba zapomniałeś w nim o mnie.
-to nie różnię się dużo od ciebie, bo ty zamiast mnie wolałaś wstawić do swojego idealnego świata Louisa.
-czemu jesteś o niego aż tak zazdrosny?!
-może dlatego, że widze co robi, widze, że ty mu na to pozwalasz, nawet mu słówka nie powiesz żeby przestał, no i dzięki temu boje się, że on osiągnie swój cel, a może już osiągnął! Wiesz co mi Zayn ostatnio powiedział, że usłyszał od Louisa?
-co niby usłyszał?
-że jak tak dalej pójdzie, to już zaraz znów będziecie razem. Hmm szkoda że nie wiem kiedy to powiedział, bo może te zaraz już się spełniło?! Zapomniałem, przecież ty wszystko robisz dla mnie, no tak, jak mogłem to pominąć, ale czekaj, co w wykorzystaniu mnie jast takiego dla mnie?
-jesteś jak dziecko. Nie potrafisz zrozumieć nic, co nie jest zgodne z twoim zdaniem.
Wzięła ostatni kawałek pizzy i poszła na góre.
-cóż za cudowny dzień zaczęty od tak wspaniałej kłótni!-szepnąłem do siebie sarkastycznie.
Po pewnym czasie na dół zeszła reszta, czyli wszyscy prócz Ulki.
Harry cały czas chodził podbuzowany. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Pieniądze już miał, teraz tylko odliczał czas do 16.

*oczami Hazzy*
Była 15:30. Wyjechałem już. Kierowałem się w stronę magazynu, w którym ona miała być. Na miejscu byłem 15:56.
Wszedłem do środka. Wszędzie pachniało prochem.
-już jestem, mam dla was pieniądze, możecie mi ją oddać.
-najpierw kasa-powiedział facet, który wyszedł akurat z pokoju naprzeciwko mnie.
-najpierw dziewczyna.
-jak wolisz, tylko jak chcesz najpierw dziewczynę, to niekoniecznie żywą.
Od razu mu rzuciłem worek z kasą. Zajrzał do środka i oblizał usta.
-no i to ja rozumiem! Spisałeś się chłopczyku, a twoja dziewczyna jest w którymś z tych pokoi, jest zwiazana i ma zaklejone usta, więc raczej nie wezwie pomocy, a no i radze się śpieszyć, bo za niecałe 7 minut wybuchnie tu bomba..
-co?
-to ja spadam!-powiedział po czym wybiegł.
Ja zacząłem przeszukiwać wszystkie pokoje. Jednak nigdzie jej nie było. Potem zacząłem sprawdzać pomieszczenia na piętrze. Musiałem pokonać dużo schodów, bo w tym magazynie sufity były na wysokości chyba 4 metrów. Gdy już traciłem nadzieję usłyszałem w którymś pokoju bombe. Wbiegłem do środka. Ona siedziała związana pod ścianą. Spojrzałem na bombe. 11 sekund. Podbiegłem do niej, wziąłem ją na ręce i wyskoczyłem przez okno. W powietrzu okręciłem się tak, by to ona upadła na mnie. Nagle poczułem wielki ból w uszach a potem w plecach. Zorientowałem się, że my opadliśmy na ziemie, a magazyn wybuchł. Ostatkiem sił okryłem ją własnym ciałem by to na mie spadły ewentualne elementy ścian. Potem czułem już coraz większy ból i coraz ciężej mi się oddychało. Ale nie żałowałem. Ważniejsze było to, aby ona wyszła z tego cało, nie ja.

*oczami Nialla*
Harry długo nie wracał. Postanowiliśmy pojechać w miejsce, gdzie miał być on. Gdy dojechaliśmy zamurowało nas. Magazyn był zniszczony w drobny mak. Ulka zadzwoniła po pogotowie, Liam po straż pożarną, a Zayn po policję. Na miejsce przybyli w 10 minut. Strażacy gasili ostatnie płomienie, a policja razem z psem szukała naszej dwójki. Po 20 minutach pracy psa znaleźli ich. Byli przykryci 3 wielkimi kawałkami scian, pyłem i mniejszymi i większami częściami budynku. Zabrali ich do karetki, a karetką do szpitala. Lekarze stwierdzili, że gdyby nie Harry to Natalia mogłaby umrzeć. Potem kazali nam wracać do domu.
Po raz kolejny dzisiaj usiadłem za blatem kuchennym tym razem pijąc herbate. Liam poszedł do łazienki, a Zayn, Ulka i Louis usiedli na kanapie i włączyli tv. Akurat leciał jakiś film, więc nawet nie przęłączali kanału. Po pewnym czasie Louis oparł głowę na jej ramieniu. No tak. Ona się na niego spojrzała, puknęła go w głowe, na co on sie zaśmiał. Potem było jeszcze lepiej, bo ją objął, ona mu coś powiedziała i zsunęła jego dłonie z jej leweo ramienia (na prawym położył głowę). Gdy zamierzała pójść na góre on dalej ją obejmował i nie chciał puścić, dopiero sama musiała go odczepić. Gorsze jest to, że ją to bawiło czyli wręcz podobało się jej to. Gdy już była na górze postanowiłem do niej iść. Zayn próbował mnie zatrzymać wzrokiem, ale nie udało się mu. Podszedłem pod drzwi jej pokoju i zastanawiałem się czy zapukać. Wszyscy dobrze wiemy, że to się skończy kłótnią. Albo się uda i rozmowa będzie spokojna...

*oczami Ulki*
Jak tylko rano poszłam na górę zaczęłam szukać lotów do Warszawy. Przecież ja z tym idiotą nie wytrzymam pod jednym dachem, ani dłużej. Na szczęście udało mi się znaleźć nawet tani lot o 4:50 jutro. Zrezerwowałam bilet i sprawdziłam środki na koncie w banku. Miałam wystarczająco dużo pieniędzy na samolot.
Po powrocie ze szpitala znów poszłam do siebie.
Nagle ktoś zapukał do mojego pokoju. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Do pokoju wszedł Niall zamykając je za sobą.
-a ty tu po co?-spytałam już lekko zła.
-chciałem porozmawiać.
Po chwili my już na siebie krzyczeliśmy. Było gorzej niż wczoraj. Byłam pewna, że oni na dole to słyszeli, a może nawet rozumieli słowa. Miałam to wtedy gdzieś. Padały wyzwiska, przekleństwa i wszystko co mogło zranić drugą stronę.
-jesteś niemożliwa! Czyli jednak miałem racje! Cały czas kłamaś! Cały czas mnie wykorzystywałaś, a teraz gdy już jest ok między tobą a Louisem, po prostu się boisz im powiedzieć! Wiesz co, może od razu biegnij do swojego Louisa! Nie wierze, że straciłem na ciebie tyle cennego czasu!!
-wiesz, pewnie masz racje! Po co ja z tobą w ogóle rozmawiam, przecież dużo lepiej i przyjemniej mogłabym się teraz miziać z Louisem!
W sekundzie zakończenia ostatniego słowa on uderzył mnie w twarz. Zabolało i to bardzo. W oczach stanęly mi łzy, a moja drżąca dłoń powędrowała na mój czerwony lewy policzek. Jego dłoń była na tyle duża, że obejmowała cały mój policzek. On patrzył na mnie przerażony, jakby dopiero się zorientował co zrobił. A ja coraz gorzej powstrzymywałam mimikę mojej twarzy. Z moich oczu o mało co, nie wypływały łzy. On patrzył w moje oczy, na mój policzek, na swoją dłoń. Ja zaczęłam szybciej oddychać, a moje usta zaczęły drgać. Odsunęlam się od niego o kilka milimetrów. Nie umiałam przejść więcej. Teraz nie mogłabym na niego nawet spojrzeć. Zaczynałam się go bać.
-wyjdź.-powiedziałam ledwosłyszalnie.-wyjdź.
-ja przepraszam, prosze cie, przepraszam, ja...przepraszam, Jezu...-mówił coraz szybciej, a jego dłoń chciała wytrzeć moje łzy, ale się odsunęłam.
-wyjdź.
On w końcu wyszedł, a ja oparłam się o drzwi i zsunęłam się po nich tak, żeby siedzieć. Płakałam, a łzy oblewały mój czerwony i gorący policzek. Skóra na nim mnie zaczynała piec.

*oczami Nialla*
Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą zrobiłem. Najpierw sam byłem zły na Louisa, że mógł ją uderzyć w twarz po alkoholu, a teraz sam ją uderzyłem, bez pomocy promili we krwi. Byłem otumaniony. Nie docieralo do mnie to, że naprawde to zrobiłem. Z kamienną twarzą zszedłem powoli na dół. Wiem, że oni to słyszeli. Byliśmy za głośno, żeby nas nie słyszeć. Gdy byłem na dole oni wlepili we mnie wzrok. Ja poszedłem do kuchni i zacząłem wlewać zimnej wody do szklanki, gdy Liam nie wytrzymał.
-możesz nam wyjaśnić, co tam się stało? Było was słychać w całym domu i tak nagle ucichliście.
-właśnie, wczoraj to samo, tyle, że skończyło się trzaśnięciem drzwi, a teraz tego nie było słychać.-dodał Louis.-o co i czemu wy się tak kłócicie?!
-Niall, co się stało.-powiedział poważnie Zayn.
Ja nie odpowiadałem. Bo co miałem im powiedzieć.
Zayn po tym jak nie dostał odpowiedzi postanowił sam to sprawdzić.

*oczami Ulki*
Siedziałam pod drzwiami i wycierałam łzy, gdy uslyszałam pukanie i głos Zayna.
-otworzysz mi?
Wstałam, wytarłam łzy i sztucznie sie uśmiechnęłam.
Otworzyłam mu drzwi. Miał zmartwiony wyraz twarzy.
-wszystko ok?-spytał.
-tak, mhm.-próbowałam sie uśmiechać i powstrzymywać łzy.
-czy ty płaczasz?-zapytał przyglądając sje moim szklanym oczom.
-nie-odpowiedziałam wycierając dół lewego oka.
-przecież widze, czekaj czemu masz czerwony policzek?
-wydaje ci się...-powiedziałam drżącym głosem.
-co się stało?
Już miałam mu odpowiedzieć, gdy zobaczyłam wchodzącego po schodach Nialla. Patrzyłam na niego z przerażeniem. On też mi się przyglądal. Ja cała drżałam, a gdy Zayn dotknął mojego lewego policzka szybko się odsunęłam.
-chodź na dół, trzeba zobaczyć lepiej ten policzek.
-nie.
-chodź i tyle.
-Zayn nie.
-chodź!
-nie! Nigdzie nie pójde, nic mi się nie stało, przecież żyje, wszystko jest w jak najlepszym porządku.-powiedziałam po czym zamknęłam przed nim drzwi. Podeszłam do łóżka i położyłam się. Ustawiłam budzik na 3:30 w nocy. Miałam przed sobą 5 godzin snu i postanowiłam je wykorzytsać. Przebrałam się i usnęłam.
Rano postanowiłam napisać do nich krótką karteczke.
"Teraz gdy to czytacie ja jestem w drodze do Polski.
Postanowiłam wyjechać. Wróce, wróce choć nie wiem kiedy. Nie wiem, bo to nie ja decyduje o tym ile czasu zajmie Niallowi zrozumienie i poukładanie sobie kilku rzeczy w głowie."
Potem postanowiłam napisać drugi-do Nialla.
Następnie liścik do nich zostawiłam na mojej szafce nocnej, a ten do Nialla na jego szafce nocnej.
Wzięłam swoją walizkę, w kuchni wypiłam kawę przyglądając się miejscu, które opuszczam. Mocno odetchnęłam i wyszłam z domu o 4:00. Zadzwoniłam po nocną taksówkę. Po 10 minutach byłam na lotnisku. Po pólgodzinnej odprawie mogłam wejść do samolotu. Zajęłam swoje miejsce przy oknie, włożyłam słuchawki do uszu i spojrzałam na budzący się Londyn. Myślałam o tym, co będzie jak reszta się obudzi. Myślałam, co bedzie jak obudzi się Niall, Louis, Liam, Zayn. Teraz było za późno na powrót. To była moja decyzja. Już za 7 godzin miałam być w Warszawie. Oparłam glowę o ścianę samolotu i po raz ostatni spojrzałam na Londyn. Gdy rozpocząl się lot zamknęłam oczy i usnęłam.

*oczami Nialla*
Obudził mnie Liam krzycząc, że dzwonili ze szpitala. W całym domu było słychać jego głos, aż w końcu ucichł. Wstałem i zauważyłem jakąś kartke na mojej szafce. Wziąłem ją do ręki i zacząłem czytać.
"Teraz jestem w Polsce. Wróciłam tam, bo nie mogłam już tego znieść. Wczoraj...tylko potwierdziłeś moją decyzje. Teraz możesz im bezkarnie powiedzieć, to co chciałeś. O ile jest jeszcze o czym mówić.
Ale wiesz co jest najgorsze? Że to ty jesteś powodem moich łez i jesteś jednocześnie jedyną osobą, w której ramie chciałabym się wypłakać."
Trzymając kartke w ręku pobiegłem do jej pokoju. Nie było jej, za to byli tam już Liam,Louis i Zayn.
-możesz nam to wytłumaczyć?-spytał Liam.
-ale co?-zapytałem zdezorientowany.
-to.-podal mi kartke Louis.
***
mam nadzieję, że warto było czekać.
Tagi: rozdział 44
03.06.2013 o godz. 22:20

Now I'm waiting for tommorow.

Rozdział 43

Wtedy nie skupiałam sie na niczym innym niż powrocie.

<fleshback>

Postanowiłam nie zostawać na tej wyspie dłużej niż 3 dni. Tak więc od razu kazałam reszcie powynosić bagaże z samolotu w razie czego i zobaczyć czy nie ma w nim bomby lub czegokolwiek innego. Sama ruszyłam w strone bunkru, a przynajmniej do miejsca gdzie powinien być. Dotarłam do niego na prawde szybko. Gdy do niego podchodziłam coś mnie zatrzymało. Raczej ktoś.
-czemu nie możemy porozmawiać?-spytał.
-Louis nie ma o czym.-odwróciłam sie w jego strone.
-jest, czemu nie chcesz porozmawiać, przechodzimy pewien kryzys, ale nie Jesteśmy pierwsi.
-kryzys kochanie to ma twoja podświadomość uważając, że wróce do kogoś, kto po kilku kieliszkach jest w stanie mnie zdradzić,wyklnąć,pobić i wyrzucić z domu.
-prosze przestań tak o tym mówić.
-a jak mam mówić? Mam ci może podziękować za tak wspaniały wieczór co? Gdyby nie Niall już dawno by mnie tu nie było, nie zobaczyłbyś mnie nawet rano w domu.
-to co mam zrobić?
-zapomnieć? zauważyć rzeczywistość? i może pomyśleć czasem o skutkach.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam otworzyć bunkier. Poszło łatwo. Weszłam do środka. Poszperałam troche. I wyszłam z nowym plecakiem pełnym broni, pistoletami w kieszeniach oraz jednym za paskiem. W rękach trzymałam dwie bańki czy może butle pełne paliwa do samolotu. Wychodząc nie zobaczyłam już Louisa-to lepiej.
Gdy wróciłam z tym wszystkim do reszty...ich reakcja była ciekawa. Byli ciut zszokowani że tak szybko wróciłam z tak dużym ekwipunkiem.
-nie gapcie sie tak tylko weźcie ten plecak i włóżcie do jednego z namiotów,trzeba zebrać dużo paliwa, tu jest tylko 10 litrów, jutro zaprowadze was do bunkru z którego każdy wyniesie po 10 litrów, zrobimy 3-4 kursy, aż będziemy mogli odlecieć-proste. A i trzeba by zrobić warty, bo ktoś może nam zagrażać...-powiedziałam.
-kto nam 'może zagrażać'?-spytał Liam.
-nieważne.-odpowiedział za mnie Horan.
Reszta dnia aż do zachodu Słońca szybko minęła. Zdążyliśmy wyjąć z samolotu jakieś zapasy i coś zjeść. W końcu, gdy reszta postnowiła pójść spać wyznaczyli mi osobe do warty-Horana, hmmm mogło być gorzej.
Rozpaliłam ognisko, wzięłam kłode, na której mogliśmy usiąść. Tak więc usiedliśmy na niej i wpatrywaliśmy się w ognisko. Musiałam przerwać tę ciszę.
-to dziwne, czemu nic mi nie powiedziałeś o tym śnie?
-a niby jak miałem to powiedzieć, nawet chłopaki o nim nie wiedzą bo uznaliby mnie za jeszcze większego świra.
Zaśmiałam sie cicho.
-ej, nie śmiej sie, taka prawda. poza tym ty również nic mi nie powiedziałaś, nawet nie dałaś niczego po sobie poznać.
-jak to nie dałam, a myślisz że czemu wtedy tak szybko wyszłam z tamtej kawiarni?
-bo nas nie lubisz jako muzyków?
-co?! chyba sobie kpisz, no ale nieważne, tak szybko stamtąd wyszłam bo nie chciałam was spotkać. Bałam sie że to doprowadzi do wręcz spełnienia tego snu, a tego bym nie chciała.
Troszeczke zrzędła mu mina biorąc pod uwage to, że cały czas sie uśmiechał.
-to znaczy no wiesz, nie chciałam tych wypadków,TEJ wyspy,nie wiem no tego wszystkiego co niekoniecznie było dobre.
-a co było dobre?-zapytał jednocześnie podnosząc do góry lewą brew z lewym kącikiem ust.
-hahah to że was spotkałam.
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy.
Stałam sie troszeczke śpiąca, więc oparłam głowe na jego ramieniu.
-zmęczona?-spytał patrząc na mnie.
-nie.-podpowiedziałam podnosząc głowe.
-na pewno?-zapytał z uśmiechem.
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.-on zadawał mi te pytania coraz szybciej, więc i ja odpowiadałam coraz szybciej. To nie brzmiało poważnie.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-ta...-nie mogłam skończyć bo przerwał mi napadając na moje usta swoimi. Mimo wszystko pocałunek był delikatny choć zdecydowany. Nie zauważyłam nawet jak go odwzajemniłam. Po chwili jednak sie odsunęłam i spojrzałam mu w oczy.
-foch.-powiedziałam z najbardziej poważną miną jaką udało mi się zrobić.
-co,za co?!
-bo nie dałeś mi dokończyć-powiedziałam odkręcając głowe w przeciwną strone.
-na pewno?-wiedziałam że mówiąc to jego lewy kącik ust znów powędrował do góry.
-tak.-odpowiedziałam dalej do niego plecami.
-na prawde?
-tak-teraz już odwróciłam sie do niego twarzą.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?-on to mówił coraz szybciej, tak że nawet nie zwracałam uwagi na to że sie zbliża.
-tak.
-tak?
-tak.
-tak?-spytał podnosząc lewą brew i będąc jednocześnie na tyle blisko by mnie ponownie pocałowwać.
-...nie wiem.-powiedziałam po chwili dodając-tak.
-zaraz...co?!
-nie wiem-odpowiedziałam z uśmiechem.
-czyżby?
-tak.
-tak?
-skończ!-odpowiedziałam szybko po czym... oboje wybuchnęliśmy śmiechem.-jesteś idiotą.
-wiem, nie martw sie, lekcje idiotyzmu są za darmo.
-boshe, z kim ja w ogóle rozmawiam.
-nie wiem.
-czyżby?-powiedziałam kiepsko opanowując nadchodzący uśmiech.
-tak.
-na pewno?-ponownie spytałam.
-tak.
-tak?
-zamierzasz być mną?
-eeeeee....-pomyślałam chwile-...chyba nie.
-hahahah dobra to jesteś zmęczona czy nie?
-to od tego sie zaczęło!a no taaak...
-no więc, jesteś zmęczona czy nie?
-no może troche.
-to chodź, ktoś nas zmieni.
-ołkej...
Ja poszłm do namiotu Natalii, a on do namiotu Harrego. Nie mogliśmy przecież wybrać inaczej.
Szybko ich obudziliśmy...znaczy...może to nie do końca było wybudzenie, co może bardziej żeśmy ich wynieśli z namiotów i dopiero obudzili. Po skończonej robocie każdy poszedł do siebie, żegnając sie.
-dobranoc!-krzyknęłam do niego.
-czyżby?-usłyszałam w odpowiedzi.
-zamknij sie i idź spać Horan!
Potem usłyszałaam już tylko...śmiech.

*oczami Natalii*
Usiedliśmy obok siebie na kłodzie. Ponieważ byłam zmęczona i wyrwana ze snu oparłam się o jego ramie. Po chwili usłyszałam:
-jakie jest twoje największe marzenie?
-taki uroczy pocałunek w deszczu, a twoje?
-żeby właśnie spadł deszcz.
-awwww
-a musi być deszcz?
-do spełnienia marzenia tak.
-a do zapoczątkowania go?
-no to może nie...
Tagi: rozdział 43
18.05.2013 o godz. 10:52
Wypijmy za lepszy czas
Za każdy dzień który w życiu trwa
Za każde wspomnienie co żyje w nas
Niech żyje jeszcze przez chwile.

Rozdział 42

Dni mijały szybko i spokojnie. Kilka razy byliśmy w wesoły miasteczku, na zakupach, spacerach. Mimo tego że była połowa października, a temperatura i pogoda nie najlepsza, my nie baliśmmy sie wychodzić na dwór tak jak niektórzy. Nie obyło sie także bez nieprzespanych nocy spędzonych na oglądaniu miliona filmów i impreziwaniu. Dowiedzieliśmy sie że możemy wybrać lot albo na Hawaje albo do Meksyku. Nasz wybór był jednoglośny. Wszyscy wybraliśmy Hawaje. Mieliśmy kilka dni na spakowanie i przygotowanie do wylotu.
Dzień przed odlotem wszyscy zostaliśmy zaproszeni na impreze, jednak pójść na nią zdecydowałam sie tylko ja i Louis. Ubraliśmy sie normalnie bo była to mała domówka u jednego z ich kolegów-Josha. Wyszliśmy około 19 żeby nie być pierwszymi. Na miejscu byliśmy po 20 minutach. Na imprezie większość osób była mi dobrze znana. Ja nie piłam pozwalając Louisowi się zabawić. Umówliśmy sie, że ja zawioze nas do domu.
Dochodziła północ gdy mój telefon w kieszeni zaczął wibrować. Wyszłam na taras zostawiając Louisa samego w towarzystwie jego kolegi. Jak sie okazało dzwonił Niall.
-halo?-usłyszałam głos w słuchawce.
-no hej, po co dzwonisz?
-chciałem wiedzieć kiedy wrócicie, wiesz przecież, że jutro musimy wstać o 6 aby wyrobić się na lotnisko.
-no wieeeem, nie martw się. Już zgarniam Louisa i wracamy do domu.
-dobra, to czekam.
-pa.-zakończyłam rozmowe z uśmiechem.
Gdy weszłam do pomieszczenia usłyszałam rozbrzmiewającą wszędzie piosenke "How you remind me" Nickelbacka. Na początku pomyślałam, że to coś znaczy, ale szybko pozbyłam się tej myśli. Przeszłam kilka kroków wyszukując wzrokiem Louisa. W końcu go znalazłam, ale nie wiem czy było to dobrze. Nie rozmawiał już z tamtym chłopakiem. Teraz obściskiwał sie z jakąś blondyną.
-Louis?! Jak śmiesz!
Odwrócił twarz w moją stronę, przez co od razu moja dłoń z impetem trafiła w jego policzek. Po chwili wiedziałam, że ten ruch był błędem. Lekko syknął po czym złapał mnie mocno za ramie. Troche bardzo mocno. Po kilku sekundach myślałam, że zmiażdży mi ręke, ale nie okazywałam tego.
-a teraz mnie posłuchaj-szepnął, a każde jego słowo było przepełnione jadem, nienawiścią i alkoholem-nie pozwole by mnie biła byle dziewczyna.-każde kolejne słowo mówił coraz bardziej ściskając swoje zęby i moje ramie.
Znów uderzyłam go w twarz.
Zareagował szybko-pięścią w twarz, cały czas ściskał moje ramie oczywiście. Puścił je dopiero gdy popchnął mnie na ścianę. Nie mogło sie obyć od uderzenia głową. Szczerze? To nie czułam jakiegoś bólu oprócz złości. Pod koniec tego przedstawienia z Louisem w roli głównej, nasz bohater mnie powylkinał, nawyzywał i kazał sie wynosić z domu.
Wyszłam z lokalu.
Byłam zła jak .....ghgfhdhd.
Weszłam do auta, włożyłaam kluczyki do stacyjki i odpaliłam samochód.
'Będziesz miał czego chciałeś-pomyślałam-spełnie twoje życzenie, ciekawe jak będziesz sie zachowywał jak wytrzeźwiejesz k****.'
Pojechałam szybko do domu.
Weszłam nerwowo trzaskając za sobą drzwiami. Zobaczyłam Nialla, który do mnie podchodził. Wyminęłam go i ruszyłam schodami na góre do pokoju Lou po swoją walizke.

*oczami Nialla*
Coś sie tam musiało stać, skoro jest taka zdenerwowana. Tylko co? Może lepiej zostawić ją samą aby mogla sie uspokoić?
.
.
.
No chyba byłbym głupi gdybym tak zrobił.
Pobiegłem za nią za góre. Była w pokoju Lou i wyciągała swoją przygotowaną do wylotu walizke.
-gdzie idziesz?-spytałem nie rozumiejąc całej sytuacji.
-nie twój interes.-odpowiedziałaam przez zęby.
-właśnie, że mój.-powiedziałem łapiąc ją za lewe ramie. Syknęła.-co ci jest?
-nic mi nie jest.
-to czemu syknęłaś? Nie ma mowy, pokazuj mi te ramie.
Nie pytając jej i zgode podwinąłem kawałek jej rękawa i oczom ukazało mi się jej czerwone ramie. Było widać na nim wyraźnie zarysowaną dłoń. Delikatnie dotknąłem jej ręki, a ona zaciągnęła szybko powietrza nosem. Bolało ją. I to chyba nie słabo.
-co ci sie stało?
-mówiłam, że nic.
Dopiero teraz zauważyłem, że ma czerwony policzek, a z jednej strony głowy zaczyna spływać jej krew.
-nie wmówisz mi że te czerwone ślady na ramieniu i policzku oraz krwawiąca głowa są niczym.
-mówiłam już, że nic mi nie jest.
Dotknąłem jej rany na głowie. Cicho zawyła z bólu.
-rzeczywiście nic ci nie jest. Powiesz mi w końcu?
-przecież ni...-zaczeła, ale przerwały jej zachodzące do oczu łzy.
-dobra, siadaj i mów.-powiedziałem po czym zaprowadziłem ją do łóżka. Usiedliśmy na jego brzegu.
-mów, prosze Cie, powiedz mi.
Spojrzała na mnie i opowiedziała wszystko na jednym wdechu. We mnie zaczęło sie gotować z powodu głupoty Louisa.
-co zamierzałaś niby zrobić?-zapytałem wskazując na walizke.
-chciałam na noc iść do hotelu.
-w takim razie pojdziesz na noc do hotelu 'pokój Nialla', a ja pójde spać na dół. Nie będziesz musiała sie z nim męczyć.
-dziękuje Ci Niall.
-nie ma za co, a teraz choć obudzimy reszte, trzeba im o tym powiedzieć.
-czy ja wiem czy trzeba?
-posłuchaj, teraz będe z tobą czekał na dole na Louisa, jeśli będe sam cie bronił to mnie wręcz zabije, a jak będziemy razem i wszyscy to oleje sprawe i pójdzie spać.
-no dobra, niech będzie, obudź ich, ale...
-nie martw sie, ja im wszystko opowiem.
-jeszcze raz dzięki Ci Niall.-powiedziała szeptem.
-mówiłem że nie ma za co.
Całe zajście z budzeniem zajęło około 20 minut. Wszystkich zabrałem na dół i przy stole wszystko im wyjaśniłem.
Oni podobnie do mnie byli zszkowani i wsciekli na Louisa za jego głupote.
Chłopaki przyznali mi racje co do mojego planu z czekaniem na niego.
Usiedliśmy wszyscy w salonie i czekaliśmy na niego. W międzyczasie zdążyłem opatrzyć jej rane na głowie.
Usiadłem i nie minęło 5 minut jak do domu wszedł Tomlinson.
Spojrzał na Ulke z wściekłością w oczach.
-kazałem ci sie wynosić! Nie zrozumiałaś za pierwszym razem, mam powtórzyć żeby do ciebie dotarło?-mówił kipiąc ze złości.
-Louis, ona nigdzie nie idzie.-powiedziałem spokojnie.
-w takim razie możesz wynosić sie razem z nią!!!
-Louis uspokój się, lepiej bedzie jak pójdzisz już o siebie.
On machnął tylko ręka i pomaszerował na góre.
My posiedzieliśmy jeszcze chwile, by sie upewnić że jest już u siebie.
Po 10 minutach mogliśmy iść ja góre.
Ja od siebie z pokoju wziąłem tylko kilka rzeczy i poszedłeem na dół.

*oczami Ulki*
Przebrałam sie po ciemku w piżame i położyłam sie spać.
Miał chyba najwygodniejsze łóżko na jakim spałam. Chciałam położyć się na boku, ale ramie w dalszym ciągu nie dawało o sobie zapomnieć. Przekręciłam się na drugi bok i przemyąślając to co będzie rano-usnęłam.

*godzina 5:02*
Obudził mnie budzik Horana. Wyłączyłam go i dalej poszłam spać. Po niecałych 2 sekundach do mojego pokoju weszło tornado. Prawie dosłownie.
-wstawaj,
-wstawaj,
-wstaaaaawaaaaaaj!
Śpiewali chórkowo Zayn, Harry i Liam. Uśmiechnęłam sie i ich zignorowałam. To Był BŁĄD.
Zaczęli skakać mi po łóżku cały czas powtarzając tą samą melodie. W końcu nie wytrzymałam i wstałam zrzucając ich z łóżka.
Poszurałam do łazienki i po pół godzinie zeszłam na śniadanie. Jak sie okazało reszta jeszcze śpi, a Harry, Liam i Zayn obudzili mnie abym pomogła im przy śniadaniu. Zaczęliśmy robić naleśniki. Chciałam być cicho, bo obok w salonie spał Niall, no ale jeśli ja byłam cicho, to jeden z moich 'pomocników' był głośno. Mianowicie Zayn. Wpadł na lodówke. Właściwie to dzięki Liamowi, bo to on otworzył ją tak, że uderzyła w twarz Malika. Ja, Hazz i Leeyum zaczęliśmy sie śmiać, a Malik trzymał sie za głowe. Hazza przybił piątke z Liamem, co było ciut dziwne bo myślałam, że są pokłóceni o sprawe z Natalią, ale widocznie już jest spoko. To chyba nawet lepiej. No tak w sumie to Horan obudził sie przez nas wszystkich, bo my sie śmialiśmy, a Malik krzyknął "Cholera!" na tyle głośno, aby sąsiedzi go usłyszeli. Tak więc Horan wstał i pomógł nam przy naleśnikach. Ja poszłam po kilka rzeczy to schowka, a gdy wracałam poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie. Spojrzałam na chłopaków. Mili poważne miny. Ja od razu wiedziałam, że to był Louis. Dlatego też wyrwałam sie z jego rąk i poszłam dalej.
-ej...?!-powiedział oburzony Tomlinson.
Nie odpowiedziałam. Ja i chłopaki wzięliśmy sie za prace. Prace w ciszy.
-co jest grane?!-spytał.
-szkoda,że nie wiesz.-odpowiedział oschle Horan.
-czego nie wiem?! Co sie wczoraj stało?! Nie możecie mi powiedzieć?!
Wyszłam do łazienki omijając go szerokim łukiem. Mimo wszystko co mówili.
-no to powiecie mi czy nie?!-kontynuował Louis.
-wczoraj na imprezie u Josha najpierw obściskiwałeś sie z jakąś blondyną, potem uderzyłeś Ulke w twarz pięścią, prawie zmiażdżyłeś jej ramie, a do tego popchnąłeś ją na ściane doprowadzając do tego, że uderzyła o nią głową i kazałeś jej sie wyprowadzić z tego domu.-wytłumaczył mu na jednym wdechu Horan.
-co?! Nie, to chyba żart.
-tak? To czemu zabrała walizke z twojego pokoju i ma ślad po uderzeniu głową o ściane.-powiedział Zayn akurat wtedy gdy wychodziłam z łazienki.
Byłam tuż za nim kiedy się odwrócił w moją strone.
-to prawda...?-zapytał łamiąc mnie za ramiona.
-nie dotykaj mnie.-odpowiedziałam oschle.
-ja byłem pijany...nie wiedziałem co robie...
-patrz, szkoda że ja wiedziałam co robisz. Zostaw mnie.-dokończyłam wyrywając sie z uścisku. Podeszłaam do kuchni i zaczęłam robić naleśnniki-Nialll,Liam, chodźcie pomożecie mi.
On odszedł bez słowa. To nawet lepiej.
Śniadanie kończyliśmy w ciszy, aż dołączyła do nas Natalia razem ze swoim ziewaniem. Po chwili jedliśmy już śniadanie, a potem szykowaliśmy sie do drogi.
***
Jechaliśmy ośmioosobowym busem. Były w nim trzy rzędy siedzeń. To był jedyny samochód, który miał możliwość wjechania do samolotu.
W samochodzie ja siedziałam na ostatnich siedzeniach przy oknie, dalej Horan i Liam od strony drzwi, a przed nami Hazz z Natalią, a na miejscu obok kierowcy-Malik. Prowadził Louis.
ja włożyłam w uszy swoje słuchawki i poszłam spać.
obudziłam się już na miejscu.
Byliśmy na lotnisku. Za godzinę mieliśmy wylecieć na Hawaje.
Miało być cudownie, to miało zmienić dużo na lepsze, to miało być cudowne przeżycie.
Emmm...MIAŁO.
~~~
Lot miał trwać 11 godzin.
Miał trwać.
Miał, bo niekoniecznie wszystko było dobrze.
Nie mieliśmy nawet normalnego pilota.
Pilotem był ktoś, kto chciał nas zabić.
Wow, to brzmi tak łagodnie.
Tak w sumie, to prawie mu się udało...

<flashback>
Spokojnie siedzieliśmy na swoich miejscach i rozmawialiśmy, gdy nagle poczuliśmy turbulencje.
potem znowu.
i znowu.
-Co jest do jasnej Cholery?-zdenerwował się Zayn,gdy po raz 10 nami zatrzęsło.
wtedy z kabiny pilota wyszedł ten, który miał pilotować ten samolot.
-przepraszam, ale czy pan nie powinien być za sterem?-spytała Natalia.
-może tak, ale raczej nie. przynajmniej z mojego punktu widzenia, to nie.-odpowiedział 'pilot' z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
-co to ma znaczyć?-wzdrygnął się zszokowany Liam.
-to, że raczej nie musze pilotować tego samolotu. w sumie to nie chcę. i nie łudźcie się, ze jest włączony autopilot, bo nie jest.
-ale o co chodzi?!
-jeśli jeszcze nie zrozumiałeś i nie poskładałeś sobie wszystkiego do kupy, to teraz ci przybliżę ową sytuację. zależy mi na śmierci jednego z was.a może raczej jednejz was. nie pamiętacie już jak ktoś wysadził dom, w którym ona miała mieszkać? niestety, miałem złe wyczucie czasu. ach ten pech.
-ale...ale czemu...?-spytałam nie rozumiejąc nic a nic.
-skarbie to jest tak proste, że aż nie do zrozumienia.to ja zaszczepiłem ci tamten sen. tobie i nie tylko. ty o tym wiesz, ale jeden z was wie o że to o nim mówię.zaszczepiłem go też komuś kogo poznałaś we śnie, ciekawe czy go już znasz...?nie wiem czy wiesz, ale może teraz domyślasz się gdzie wylądujemy?
-w-wyspa...?nie, kłamiesz, to niemożliwe!
-dziewczyno z dzisiejszą technologią mogę wszystko.
-to niby jak to zrobiłeś?!
-pamiętasz tę noc przed wylotem do Londynu? a pamiętasz otwarte okno? a może pamiętasz mnie? może pamiętasz te gazety, które pisały o mnie jako o naukowcu, który wykorzystuje do swych badań ludzi?pamiętasz?
-to jeszcze...to jeszcze nic nie wyjaśnia
-a szczepionka wyjaśni?szczepionka z niegroźnym wirusem, który wchodzi do twojego umysłu i powoduje sen, który na zawsze pozostaje w pamięci.ty o tym nie wiesz, ale on cie niszczy.właściwie to ciebie i twojego kolege. mówiłem, że nie tylko ty z tej grupy miałaś ten sen.to nie przypadek, to szczepionka, która ma was jednocześnie uchronić jak i zniszczyć.miłego życia.-powiedział po czy wziął spadochron i skoczył.
pobiegłam do kabiny pilota.
-na szczęście jest włączony autopilot.-odetchnęłam z ulgą.
-ale czekaj. bo już cholera nie wiem, nie wiem, pogubiłem się w tym wszystkim!jaki sen?!jaka wyspa?!co jest grane?!-wykrzyknął Hazz. czyli to nie jemu się to przyśniło.
-ja ci tego nie wyjaśnię, ale ten drugi, co wie o co chodzi na pewno ci wyjaśni.
-dobra, ale który to?!
-nie wiem, ale dobrze by było żebyśmy się dowiedzieli.
spojrzałam po nich. zauważyłam, że Niall stoi oparty o ściane i wpatruje się w okno kiedy wszyscy patrzą na mnie.
-to on.-stwierdziłam patrząc na Horana, a on odwrócił się do mnie z przerażonym wzrokiem.-to ty, prawda?
on tylko pokiwał głową na 'tak'.
-czemu nic nie mówiłeś?-spytał Zayn.
-a ja wiem, co było mówić?nie ma o czym.-odpowiedział Horan wzruszając ramionami.
-komu jak komu, ale mi tego nie wmówisz mój drogi.-powiedziałam po czym wyszłam do kabiny kapitana aby zobaczyć gdzie mniej więcej jesteśmy. byliśmy w pobliżu zielonej, piaszczystej i 'zarośniętej' wyspy-jesteśmy na miejscu.
po wylądowaniu spokojnie wyszliśmy z samolotu.
przeklęłam siebie mentalnie.
-to jest to miejsce, prawda Niall?-spytałam lekko sarkazmując
-mhm...-odpowiedział cicho.


***
CDN
musi zostać niedosyt :*
Tagi: rozdział 42
09.05.2013 o godz. 20:51

Długi rozdział=długie komentarze/6 komentarzy→kolejny rozdział
Krótki rozdział =3 komentarze→kolejny rozdział
Dziś mamy rozdział długi, więc...
03.05.2013 o godz. 18:17

-I weź tu ogarnij!
-Wczuj sie, spróbuj poukładać to sobie w głowie, spróbuj zrozumieć, może ci sie uda.
Nie wiem czy zauważyliście, ale od wyjazdu Ulki do Polski zaczęła sie historia która ma własną droge. Zaraz początki tego zamieszania będą potrzebne by cokolwiek zrozumieć. Wszystko Co było, było potrzebne. Wszystko składa sie w jedną całość.
"A jeśli sen to druga rzeczywistość...?"

Rozdział 41

-jeden z nich?-spytał Nathan.
-jeden z moich byłych wspólokatorów...
-byłych?
-jutro sie wszystkiedo dowiesz.
Poszłam do domu w którym obecnie mieszkałam. Był pusty. Na szczęście jeszcze nie wrócili. Poszłam do swojego pokoju, wyjęłam walizke z szafy i szybko sie spakowałam. Wiem że nie wzięłam wszystkiego, ale zależało mi tylko na najważniejszych rzeczach. Zapiełam torbe, zeszłam na dół, zatrzymałam sie.
-znowu uciekam...jest sens?-mówiłam do siebie.
Ja przestawałam widzieć sens w czymkolwiek. Nie widziałam sensu w ucieczce, w ukrywaniu sie przed Louisem i resztą, w tamtym śnie, w Nathanie, we mnie. Chciłam zmyć farbe, założyć stare ciuchy, pójść do domu na przeciwko i czekać aż oni przyjdą, chciałam zobaczyć ich uśmiechy bo byłoby jak dawniej, chciałam oderwać sie od tej historii i wrócić do swojego życia, ale teraz nie mogłam tego zrobić. Podeszłam do lodówki i odczepiłam z niej moje zdjęcie, teraz już tu nie mieszkałaam. Wzięłam walizke i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi, a klucz położyłam jak zwykle pod wycieraczką. Zamówiłam taksówke, a następnie odebrałam smsa od Nathana z ich adresem i dopiskiem że moge przyjechać już dziś. Ja wolałam jednak pójść do hotelu, dlatego też kazałaam taksówkarzowi zawieźć mnie do najbliższego hotelu od domu Nathana. Na miejscu byłam po 15 minutach. Zapłaciłam mu i poszłam sie zarejestrować w hotelu. Dostałm kluczyk do mojego pokoju i od razu tam poszłam. Otworzyłam drzwi, rozejrzałam sie po pomieszczwniu, zostawiłam walizke w progu a sama usiadłam na łóżku i... i schowałam twarz w dłoniach załamując sie nad tym Co sie ze mną dzieje.

Następnego dnia

Wstałam wcześnie, ogarnęłam sie, zeszłam do hotelowej restauracji na śniadanie i zaraz po tym zadzwoniłam po taksówke. Pojechałam pod dom Nathana. Wahałam sie, czy może nie lepiej jest zapomnieć i wrócić do siebie. Ale wiedziałam też że ten sen i tak wyspa nie da mi spokoju póki choćby nie spróbuje jej znaleźć.

*oczami Nathana*
-przecież wiesz że te miejsce nie istnieje!-krzyczał Dez.
-nie mam pewności że nie istnieje, ale musze to sprawdzić...
-człowieku, to był sen! Musisz rozróżniać sen od rzeczywistości! Obawiam sie że nie możesz na mnie liczyć.
-a to niby czemu?!
-bo oszalałeś! No dobra, nawet jak znajdziemy tą wyspe, to Co dalej?
-...
-no właśnie! Nie wiesz, więc chyba nie ma sensu sprawdzać! Fajnie spotkałeś te dziewczyne, ona cie kojarzy, super, teraz wracamy. Już spakowaliśmy twoje walizki, nie ma odwrotu, wracamy do Ameryki.
Dez był strasznie zły. Zniósł z góy moje walizki. Bagaże jego i Amber były już na dole. On zabrał bagaż mój i swój i wyszedł na zewnątrz. Poszedłem za nim i zobaczyłem jak pakuje walizki do samochodu. Wsiadł za kierownice, Amber też była już w samochodzie. Nie miałem wyjścia. Wszedłem do auta i odjechaliśmy na lotnisko.

*oczami Ulki*
Stałam chwile i w końcu zdecydowałam sie zapukać do drzwi.
Żadnej odpowiedzi.
Jeszcze raz zapukałam.
Znowu nic.
Troche waliłam, wołałam i zaglądałam przez okna, ale nikogo tam nie było. Wiem że nie pomyliłam adresu, więc po prostu odeszłam.
Znów zadzwoniłaam po taksówke i wróciłam do hotelu.
Gdy byłam już w 'moim' pokoju zaczęłam sie zastanawiać, Co dalej. Bo w sumie teraz moge zrobić Co zechce. Moge wrócić do domu Hazzy i znowu żyć normalnie, bo uciekłam stamtąd,ale w sumie prędzej czy później mnie rozpoznają i każą wracać. Choć może wtedy będzie mi łatwiej wracać, bo będe z nimi 'pogodzona' i wszystko będzie wyjaśnione? Postanowiłam zrobić sobie dzień wolnego na przemyślenie całej zaistniałej sytuacji.
W pokoju zostałam do końca dnia.
Nstępnego dnia około 11 zadzwoniłam do Micka. Odebrał.
-halo?-usłyszałam głos w słuchawce.
-Mick? To ja Amy, słuchaj jestem w hotelu i chce żebyś spakował siebe i reszte z naszego domu, gdyż musimy sie wyprowadzić. Nie moge tam dłużej mieszkać, bo narażamm sie na spotkanie z Natalią lub kimś z nich.
-okey, już im przekazuje. I nie martw sie, mam tutaj duży dom po cioci, więc możemy tam zamieszkać.
-dzięki, paa.
Rozłączyłam sie.
***
Po trzech godzinch drogi byliśmy już na miejscu. Dom był ogromny i ślliczny. Każdy miał swój pokój, były dwie łazienki, duża kuchnia i jeszcze większy salon. Dom był po prostu cudowny.
Często zastanawiałaam sie nad tym Co by było gdybym wtedy zadzwoniła do Natalii lub np Harrego zamiast do Micka. Teraz było za późno żeby cokolwiek zrobić. Dziś wyjeżdżaliśmy do Fancji. W domu cioci Micka mieszkaliśmy całe trzy tygodnie. Za godzine był wylot, a my byliśmmy na odprawie. Ja byłam nieobecnaa. Myślami byłam.... gdzieś indziej. Cały czas myślałam o tym Co sie dzieje u Natalii. Co by było gdybym wtedy do niej zadzwoniła. Co będzie teraz. Bo w sumie chciałam do nich wrócić. Chciałam zobaczyć Harrego jak wciąż prosi Liama o kotka, Nialla jak wciąż opróżnia lodówke i śmieje sie ze wszystkiego, Liama który tak dobrze dba o wszystkich i opiekuje sie nami, Zayna który ciągle kłóci sie o łazienke z Natalią, Natalie którą pomaga Liamowi zająć sie domem i tą czwórką bachorów, i Louisa, tak po prostu.
Po dłuższym zastanowieniu wiedziałam, że tęskniłam. Troche bardzo tęskniłam. Każdego dnia w tym domu chciałam zadzwonić do Natalii i powiedzieć że dłużej tego nie wytrzymam i że wracam. W domu cioci Micka każdego dnia wybierałam jej numer, wahałam sie i naciskałam czerwoną słuchaeke. Każdego dnia pisałam nowego sms'a którego i tak nie wysyłałam. Może to i było głupie, ale mi to dawało ulge. Któregoś dnia nawet przez pomyłke nacisnęłam 'połącz', ale gdy tylko usłyszałaam sygnał sie rozłączyłam.
~~~
Po trzech dniach we Francji wiedziałam że Mickowi na mnie zależy, szkoda że nie moge odwzajemnić jego uczuć.

*oczami Lou*

Alkochol. Samochód. Szybko. Szybciej. Szybciej. Czerwone. Zdąże. Zdąże. Nie zdążyłem.

*oczami Ulki*

Czwartego dnia we Francji ja i Mick obudziliśmy sie pierwsi, (co było dziwne, bo dochodziła 13) więc zeszliśmy na dół do salonu. Ja włączyłaam telewizje, a Mick zrobił nam śniadanie. Leciały akurat wiadomości z Londynu. Ja wzięłam głośniej, a Mick wrócił z kuchni.
-tosty już sie robią.-powiedział z uśmiechem.
-świetnie, a ile ich?
-biorąc pod uwage to że mamy cztery tostery i w każdym po dwa, to osiem.
-cudownie. A teraz bądź ciszej, posłuchamy co tam w Londynie.
"-Dziś w nocy, około godziny 3 nad ranem, na głównej ulicy Londynu, 3 kilometry od Garden Street został spowodowany wypadek. W czarny osobowy samochód BMW uderzył tir. Wina leży po obu stronach, gdyż obaj kierowcy byli pijani. Z tego co wiemy kierowca tira, ma tylko lekkie obrażenia, za to kierowca BMW którego samochód przedachował i przejechał kawałek ulicy jest w ciężkim stanie. Na szczęście daliśmy rade zidentyfikować danego kierowce. Był nim Louis Tomlinson z zespołu One Direction. Leży w szpitalu przy Garden Street."
Przestraszyłam sie. Usta i nos zakryłam dłońmi. Wiedziałam że musze wrócić do Londynu.
-Mick.-wyszeptałam.
-tak?
-polecisz że mną do Londynu?
-kiedy?
-teraz.
-...dobrze, ale jak.
-mamy przecież samolot ciągle gotowy do wylotu.
-no tak...
-to lecisz że mną?
-tak.
Ani razu na niego nie sporzałam. Czułam że oczy mam mokre, a oddech przyśpieszony. Wstałam, wzięłam kurtke i zadzwoniłam do pilota naszego samolotu. Zgodził sie nas 'zawieźć' do Londynu. Na lotnisko przyjechaliśmy szybko, bo bardzo zależało mi na czasie. Niestety musieliśmy przeczekać godzinną odprawe i dwie godziny sprawdzania stanu samolotu, bo rano było coś nie tak. Ogółem wyjelecieliśmy około 16.
Lot trwał 6 godzin. Gdy przylecieliśmy było już ciemno. Mick zawiózł mnie do szpitala. Znalazłam jakąś pielęgniarke.
-przepraszam, ale jest za późno na odwiedziny.
-przepraszam bardzo ale niech mi pani powie gdzie leży Louis Tomlinson.
-nie moge.
-niech pani jej powie, nie ma pani serca?-poparł mnie Mick.
-no dobrze, pan Tomlinson leży w sali 117.
Pobiegłam tam, a Mick doszedł za mną. Musiałam wbiec dwa razy po schodach, ale nie przeszkadzało mi to. W końcu dotarłam do jego sali. Usiadłam na krzesełku obok jego łóżka i...po prostu mu sie przyglądałam. Po chwili poczułam na policzku łze. Szybko ją otarłam i złapałam go za ręke. Jeszcze nie była zimna, ale nie była również ciepła.
Ścisnęłam mocniej jego dłoń, a z oczu poleciały łzy.

*oczami Micka*
I wish then was me.
Chciałbym żeby czuła do mnie to co czuje do niego.
Ona cały czas tam siedziała, trzymała go za ręke, mówiła do niego.
W końcu ja usiadłem na krzesełku, bo byłem zmęczony i czułem że usne, ale ona ciągle tam siedziała. Nie czuła zmęczenia. Cały czas przy nim była. Zazdrościłem mu.

*oczami Louisa*
Aghh boli... moja dłoń. Aghhh musze otworzyć oczy. Wszystko mnie boli.
Ugh. Otworzyłem oczy. Ale ciemno. O, lampka na stoliku. Świeci sie. Musze sie rozejrzeć. Co jest z moją dłonią? Ktoś ją trzyma. Mocno ją trzyma. Śpi. Głowe ma opartą o parapet. Zaraz rozpoznaje tą osobe.
Niemożliwe.
O Boze Dziękuje.
Jezu. Przyleciała.
Trzyma mnie za ręke.
To ona do mnie mówiła...?
Boże, tak sie cisze,dziękuje.
Wróciła.
Wróciła dla mnie.
Boże, niech ona sie obudzi, chce ją znowu usłyszeć.
Chce zobaczyć jej uśmiech, oczy, twarz.
Boże, ona tu jest.
Dziękuje.
Ale jestem taki zmęczony,musze iść spać.
Oby tu była gdy sie obudze.

*oczami Ulki*

Obudził mnie Mick.
-wstawaj, ktoś tu idzie.
-dobra, czekaj, zaraz dobiegne, zatrzymaj ich na sekunde.
-ok.
Ja tylko puściłam jego dłoń, lekko pocałowałam w czoło i pobiegłam za Mickiem. Na korytarzu wpadłam na Natalie, ale nie zwróciłam na to uwagi i biegłam dalej.

*oczami Nialla*

Weszliśmy do sali Lou.
Nie minęło 5 minut, jak Louis otworzył oczy.
-gdzie ona jest?-zapytał Louis.
-jaka ona?-spytałem.
-Ulka.
-nie ma jej i nie sądze by tu była.
-była tu, widziałem, słyszałem i czułem ją.
-zdawało ci sie.
-czekajcie, możliwe że mu sie nie zdawało.-powiedziała Natalia.
-jak to może mu sie nie zdawało.-zapytał Harry.
-jakaś dziewczyna wpadła na mnie na korytarzu, miała czerwone włosy. Może jeszcze ją złapie.
Natalia pobiegła na schody. Nagle usłyszeliśmy jej krzyk. Ja, Harry i Liam tam pobiegliśmy. No tak. Spadła że schodów. Harry i Liam ją zabrali do lekarza, a ja pobiegłem po schodach w dół. Wybiegłem z budynku. Zobaczyłem ją. Szła z kimś. No nieważne. Podbiegłem do niej i złapałem ją za ramie. Odwróciła się.
-możesz mi poświęcić chwile?
-yyyymm, ok. Mick idź, zaraz dojde.
Chłopak odszedł kawałek.
-byłaś u Louisa w nocy?
-nie wiem o czym i o kim mówisz.
-możesz nie udawać.
-eeeeeemm,nie wiem czy moge.
-spróbuj,no przecież wiem że to ty, ty wiesz o kim i o czym mówie.
-no niech ci będzie...Niall.
-świetnie. Mam pytanie.
-tak?
-byłaś u Louisa w ncy?
-byłam.
-a na ile możesz zostać?
-no nie wiem,ci ode mnie nawet nie wiedzą że tu jestem.
-a nie możesz już zostać...do końca?
-Niall, ja nie wiem.
-prosze cie, mieszkałabyś z nami, wyobraź sobie Louisa jak wróci do domu i zobaczy w nim ciebie.
-czyli byłabym niespodzianką?
-tak.
-dobra, to daj mi klucze do domu, bo moje mi zabrali, a reszcie powiedz że to nie byłam ja, ok?
-ok.
Niall dał mi kluczyki, uściskaliśmy sie i mogłam już iść.
-dzięki że jesteś.-usłyszałam za mną jak mówi do mnie Niall. Uśmiechnęłam sie i podeszłam do Micka.
-słuchaj, ja tu zostaje. Nie moge wrócić. Przepraszam. Powiedz reszcie, że nie wiem, że sie zgubiłam, albo lepiej że nie żyje, czy coś. Wymyślisz coś w każdym razie. Przepraszam, ale musze tu zostać.
-hmmm, będzie nam ciebie brakować, ale jak musisz to musisz. Powodzenia we wszystkim co masz tu do zrobienia.
-dzięki.
Przytuliłam go mocno, pocałowałam w policzek i ruszyłam w strone mojego nowego-starego domu.

*oczami Natalii*
Po 20 minutach leżałam już z nogą w gipsie w tej samej sali co Louis. Nagle doszedł do nas Niall.
-to nie była ona.-powiedział.
Byliśmy troche zrezygnowanie, ale cóż.
Chłopaki siedzieli u nas jeszcze około 3 godziny, bo potem musieli już iść.

*oczami Harrego*
Szliśmy we czwórke ulicą. Niall sie uśmiechał. Troche normalne, a troche podejrzane.
-ty Horan, co sie tak szczerzysz?-spytałem.
-no nie wiem, zobaczysz.
To było dla mnie nie zrozumiałe, ale nie pytałem dalej.
Na szczęście szpital był niedaleko naszego domu, więc droga zajęła nam 10 minut.
Otworzyliśmy drzwi do domu. Dziwne. Pamiętam że zamykałem na dwa razy, a nie na raz. Weszliśmy do środka. Nikogo nie bylo. Bylem spokojny.
Nagle usłyszeliśmy jak ktoś zbiega po schodach. Ja,Zayn i Liam sie przestraszyliśmy, a Niall sie ciągle szczerzył. W końcu zobaczyliśmy kto to zbiegał że schodów. Gdy tylko ją zobaczyliśmy podskoczyliśmy do góry razem z krzykiem i podbiegliśmy ją wyściskać. Usiedliśmy wszyscy na kanapie i daliśmy jej i Niallowi objaśnić nam plan oraz całą tą sytuacje.
Mimo wszystko dalej było to dla mnie niesamowite, że Ulka wróciła.
Ich plan nam sie bardzo spodobał. Wiemy że Natalia i Louis będą wypuszczeni tego samego dnia, więc razem będą mieli niespodzianke.
Podczas pobytu Louisa i Natalii w szpitalu, Ulka ani razu nie była u nich, postanowiliśmy ją ukrywać.
Któregoś dnia, gdy szedłem do Natalii do szpitala, zobaczyłem coś czego niepowinienem.
Liam całował sie z jakąś dziewczyną.
Zrobiłem szybko zdjęcie i poszedłem dalej spokojnie do szpitala. Zrobiłem to zdjęcie bo...to mogło być jedyne wyjście, abym mógł być z Natalią. Wiem że nie uraże Liama, bo widocznie już mu na niej nie zależy, skoro ją zdradza. Nie miałem żadnych wyrzutów sumienia, ani nie wahałem sie.
Wszedłem do niej do sali. Louis spał. To może lepiej. Ona sie uśmiechnęła na mój widok. Było mi smutno, że zepsuje jej ten humor.
-cze..-przerwałem jej.
-Natalia, czekaj. Może nie powinienem, ale ty musisz wiedzieć.
Wtedy wyjąłem telefon i pokazałem jej zdjęcie. Najpierw sie zająkała, a potem zaczęła płakać. Przytuliłem ją najmocniej jak umiałem. Wtuliła sie we mnie. W tym momencie wszedł Liam. Natalia zobaczyła go pierwsza.
-ty dupku! Myślałeś że sie nie dowiem? To koniec! Jak mogłam być z takim idiotą!
-w sumie..nawet nie będe sie tłumaczył. Wiesz że przyszedłem z tobą zerwać? Dzięki kochanie, wyręczyłaś mnie.
-wynoś sie stąd!
-nie martw sie, wyjeżdżam, Harry trzymaj klucze. Spadam z tego bagna, narka.-powiedział po czym wyszedł podgwizdując sobie.
-jak on śmiał...
-ciiiiii, spokojnie, nie martw sie, ja będe przy tobie na zawsze.-uspakajałem ją.
-ej, co jest?-spytał Louis, który właśnie sie obudził.
-już nic, jak sie czujesz?-odpowiedziałem.
-całkiem niźle, tymbardziej że pojutrze wracam do domu.
Uśmiechnąłem sie pod nosem.
-tak, masz racje.
Posiedziałem z nimi jeszcze dwie godziny, potem musiałem wracać by nakarmić tą trójke glodnych zwierząt, a raczej dwójke glodnych zwierząt i glodnego człowieka.
***
Dwa dni minęły na prawde szybko.
Postanowiliśmy, że Ulka schowa sie za drzwiami, tak żeby jej nie zauważył od razu po wejściiu.

*oczami Ulki*

O 12 chłopcy wyszli do szpitala po Louisa i Natalie.
Wrócili po może 30 minutach.
Ja zaczęłam sie uśmiechać i cieszyć z tego co zaraz sie stanie.
Słyszałam ich.
Jak wchodzą.
Jak Louis mówi że nie jest głodny i że idzie do swojego pokoju.
Coraz badziej zaczęło mi się kręcić w brzuchu.
Żołądek mi po prostu wariował.
Słyszałam jego kroki po schodach.
Odsunęłam sie troche na ściane, żeby mógł wejść do pokoju.
Już jest na górze.
Zamknęłam na chwile oczy.
Złapał za klamke i wszedł do środka, a ja otworzyłam oczy.
Nogą zamknął drzwi i rzuił sie na łóżko.
Uśmiechnęłam sie szeroko, żeby sie nie śmiać.
On przekręcił sie na plecy.
Wziął głeboki oddech.
Przeciągnął sie i usiadł.
Zobaczył mnie, a ja uśmiechnęłam sie jeszcze szerzej, ale równie ładnie.
Chyba niedowierzał.
Mrugnął kilka razy po czym wstał.
Zaczął mocniej oddychać i z każdym oddechem coraz bardziej sie uśmiechał.
Zrobiłam jeden krok w jego strone.
-jesteś!-krzyknął Lou podbiegając do mnie, przytulając i podnosząc do góry.
Zakręcił mną dwa razy, a ja sie tylko śmiałaam.
-wiesz,myślałam że mnie nie ma!
-ygh, dziękuje dziękuje dziękuje że wróciłaś.
Tagi: rozdział 41
03.05.2013 o godz. 18:02

Zasada 3 komentarzy będzie obowiązywać już zawsze :D
Rozumiesz mnie? Należy ci sie nagroda :D

Rozdział 40

*oczami Nathana*
Dez i Amber mi pomagali, ale nie miało to dużych efektów. Widziałem ją ostatnio w telewizji. Rozpoznałem ją mimo czerwonych włosów. Nie zależało mi na niczym. Po prostu musiałem ją spotkać.

*oczami Ulki*
Następnego dnia mieliśmy dzień wolny, więc razem z Mickiem umówiliśmy sie na wieczór do klubu karaoke. Jednak do 17 leniliśmy sie przed tv, zrobiliśmy grilla, zobaczyliśmy Harrego, ale on mnie nas nie rozpoznał, pograliśmy w fife i dopingowaliśmy Tomasowi i Joemu jak sie bili ^^.
W końcu o 16:50 wyszliśmy i poszliśmy ta na piechote. Szliśmy może 20 minut? Cały czas powtarzaliśmy tekst dwóch zamówionych piosenek. Na miejscu byliśmy 17:12 i było pusto. Poszliśmy do faceta, który tym zarządzał i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Mick poznał go kiedyś na wycieczce do Londynu i od tamtej pory są w kontakcie. Chłopak dziwił sie że wybraliśmy troche strare piosenki, ale powiedzieliśmy że były do tego powody. My byliśmy pierwsi na liście. Mieliśmy zacząć jak będzie przynajmniej połowa sali wypełniona. Minęło około 15 minut jak w sali połowa stolików była zajęta. Tak więc weszliśmy od tyłu na scene, gdy zaczęła grać muzyka do 'Kiss you inside out' Hedley'a. Po wejściu na scene zobaczyłam że w jednym stoliku siedzi David, Tomas, Monica, Van, Chris, Willow, Katherin i Darcy. Zaczęłam sie śmiać i pokazałam ich Mickowi. On też sie zaśmiał, ale musiał zacząć śpiewać. Ogółem oni mnie rozśmieszali, przez Co ja rozśmieszałam Micka. Pod koniec mojej solówki ktoś wszedł do klubu. 6 ktosiów. Najpierw Zayn, potem Niall i Harry, potem Liam i Natalia, a na końcu Louis. Zayn mnie chyba rozpoznał bo stanął w miejscu, ale dalej popchnął go Niall. Zaczęłam sie denerwować. Spojrzałam na Monice. Ona powiedziała do mnie bezgłośnie 'jesteś Amy'. Zaczęłam na tym sie skupić. Jednak moje skupienie przerywali oni. Louis gdy mnie zobaczył i usłyszał wiedział że to ja. Patrzył na mnie z blaskiem w oczach, więc odwróciłam od niego wzrok. Spojrzałam na Micka, a potem na reszte i znów sie szeroko uśmiechnęłam aby nie wybuchnąć śmiechem. W ostatnim refrenie razem ze słowami 'just close your eyes And shout your mouth' Mick przejechał po mojej twarzy zamykając moje oczy i wypinając moje usta w dzióbek. Niestey musiałam to 'zniszczyć' by zaśpiewać ostatni wers piosenki. Od razu po tym zaczęłam sie śmiać. Wpadłam na pomysł. Powiedziałam go Mickowi, a on sie zgodził. Zeszłam ze sceny i poszłam po naszych znajomych, którzy tu przyszli. Przekazałam im ten pomysł i zaciągnęłam ich na scene. Zaczęła lecieć melodia do 'Wake me up before you go go'. Mój pomysł polegał na tym że będziemy dwoma grupami (chłopaki-dziewczyny) i będziemy śpiewać do siebie. 1 zwrotka oni, druga zwrotka my, potem refreny na zmiane.... w sumie wyszło niesamowicie. Najlepsze było to że ze sceny mnie znieśli, chociaż przy samym schodzeniu spadłam, no ale Katherin mnie złapała. Razem usiedliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy o naszym śpiewaniu. W pewnym momencie Monica szepnęła mi że ludzie ze stoliku obok mi sie przyglądają. Obróciłam sie i zobaczyłam jak Natalia i Hazz Co jakiś czas na mnie spoglądają, więc szybko odwróciłam głowe w strone Monici. Po Jakimś czasie ruszyłam w strone barku, który także tu był.

*oczami Louisa*
Teraz albo nigdy. Przecież wiedziałem że to ona. Musiałem za nią pójść bo więcej moge jej nie spotkać.
Siedziała przy barku i jadła jakieś ciastko. Stanąłem w miejscu, gdzie mnie nie widziała i zacząłem sie wahać. Moje serce wzięło jednak władze nad ciałem i dosiadłem sie do niej.
Na początku mnie nie zauważyła. Jednakk gdy odwrócciła odruchowo twarz w akurat moją strone, natychmiastowo spojrzała w talerz.
-nic nie powiesz?-zapytałem.
-nie rozmawiam z obcymi.-odpowiedziała szybko. W jej głosie wyczułem chęć ucieczki i zdenerwowanie.
-jestem dla ciebie obcy?-spytałem lekko rozczarowany. Mimo wszystko zabolała mnie jej wcześniejsza odpowiedź.
-no przecież pierwszy raz cie widze.-odpowiedziała pośpiesznie nadal na mnie nie patrząc. Zrozumiałem że musi tak mówić. Inaczej już dawno by sie okazało że ona 'żyje'.
-w takim razie poznajmy sie. Jestem Louis.-powiedziałam lekko uśmiechnięty wyciągając do niej rękę.
-Amy.-odpowiedziała cicho.
-nie zamierzasz mi podać ręki ani na mnie spojrzeć?
Zamknęła na sekunde oczy i spojrzała na mnie podając mi jednocześnie swoją dłoń. Starałem sie spojrzeć jak najgłebiej w jej oczy tak żeby musiała sie otrząsnąć z nawracających wspomnień. Chyba mi sie nie udało bo normalnie odwróciła wzrok. Postanowiłem coś zrobić. Coś Co trafiłoby do jej serca. Coś żeby musiała nad tym pomyśleć.
-wiesz, przypominasz mi moją znajomą.
-naprawde?-wiedziałem że zaczęła sie denerwować, a jej serce zaczęło szybciej bić, słychać to było po jej cichym lecz szybkim oddechu.
-tak. Niestety ona zniknęła. Tak po prostu z dnia na dzień nas opuściłaa. Nas czyli mnie, moich czterech przyjaciół oraz jej najlepszą przyjaciółke z którą tu przyjechała. Miała głos bardzo podobny do twojego, a uśmiech i oczy miała identyczne. Wiem że podobno umarła w Polsce, ale gdy potem zadzwoniłem na jej telefon jakiś chłopak kazał mi oglądać wieczorny program i tam ją zobaczyłem. Mimo że miała zmieniony kolor włosów i styl to była nadal ta sama osoba o zarażającym i uroczym uśmiechu i nieopisanych oczach. Potem dom, w którym mieszkała, wyleciał w powietrze, a ja straciłem ją na zawsze. Miałem nadzieje, że to jakiś żart, ale nie odbierała telefonu, nawet nie było sygnału, prawie straciłem nadzieje, ale...
-przestań, musze iść.-przerwała mi wstając.
-czemu?-złapałem ją za łokieć, a ona po prostu sie zatrzymała i nawet na mnie nie spojrzała- Nie skończyłaś jeść.
-po prostu musze.
-prosze, nie udawaj że mnie nie pamiętasz, prosze spójrz mi w oczy i powiedz że mnie nie znasz.-obróciłem nią tak aby stała do mnie twarzą.
Spojrzała mi szybko w oczy i otworzyła usta jakby miała coś powiedzieć, ale bezgłośnie sie zająkała. W oczy patrzyła mi prawie całą wieczność. Potem zamknęła je i wybiegła z klubu. Poczułem sie zrezygnowany.

*oczami Ulki*
Wybiegłam z klubu. Potrzebowałam uciec. Od Micka, od Monici, od Louisa, od Londynu, od reszty świata. Szłam uliczkami patrząc w ziemie i zastanawiając sie nad tym czy dobrze zrobiłam uciekając z klubu. Na dworzu było ciemno, a droge oświetlały pobliskie latarnie. Wpadłam na kogoś, przeprosiłam szybko, spojrzałam na niego i już miałam iść, gdy coś kazało mi stanąć i nigdzie nie iść. Patrzyłam na niego ze zdziwieniem i przerażeniem w oczach. On na mnie tak samo.
Cholera...Nathan?!
-ja...przepraszam, ale przypomniałeś mi kogoś.-powiedziałam szybko.
-uwierzysz że ty mi też?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-niekoniecznie. Moge o coś spytać?
-tak.
-czy masz na imie...Nathan?
-...tak, ale skąd...czy tobie...nie, niemożliwe. Czekaj ty jesteś...Ulka?
-o fuck, tak to ja...
-czy tobie też....
-tak.
Nie odrwywaliśmy od siebie wzroku. To było zbyt rerażające, abym ogła sie ruszyć.
-usiądziemy?-zapytał.
-ttak, oczywiście.
Usiedliśmy na niedalekiej ławeczce.
-czy tobie...ten x-factor, trasa, wyspa, wypadek...-zaczął chłopak, a ja tylko pokiwałam głową.
-ale to nie możliwe, to nie realne, aby dwóm osobom przyśnił sie ten sam sen.-powiedziałam.
-jak widać, jest to całkiem możliwe.
-a ta Alice, Dus...
-że kto??
-no ta spokojna brunetka i rudy wariat...
-a, Amber i Dez, oni też tam byli?
-tak.
-mam pytanie, ty też nie możesz o tym śnie zapomnieć? Nawet kiedy chcesz zapomnieć to coś cie ciągnie żeby pamiętać, żeby to przeżyć, znowu to widzisz w snach, widzisz niektórre miejsca....
Ja tylko pokiwałam głową.
-ostatnio śniła mi sie tamta wyspa, od tamtej pory jakby ją czuje, czuje że musze tam polecieć, Amber i Dez są gotowi polecieć tam ze mną...
-ja też ostatnio czułam jakbym wiedziała gdzie ona jest, czułam jakby wyspa mnie do siebie ściągałaa, jakby wysyłała mi sygnały że musze wrócić, wrócić chociaż to był sen. Bo to był sen prawda?-zapytałam.
-tak, to był tylko sen...
-musze tam sie dostać za wszelką cene...musze uciec.
-możesz lecieć ze mną, mój wójek Deza nauczył go jak pilotować samolot i jest w stanie nam jeden dać.
-to czemu do tej pory nie wylecieliście.
-może to dziwne, ale musiałem cie znaleźć, teraz czuje ulge.
-w sumie...w sumie mi też ulżyło.
-to jak, lecisz z nami?
-tak, polece.
-kiedy?
-jutro rano, ja teraz musze iść by sie spakować...i wszystko przemyśleć.
-jasne, to tylko daj mi swój numer telefonu.
-797622050.
-dzięki.
-czekaj, czy to nie dziwne, że widzimy sie pierwszy raz a rozmawiamy jakbyśmy sie długo znali?
-czy myślisz że...?
-nie, to nie może mieć nic wspólnego z tym.
-ej, myślisz, że komuś sie ten sen jeszcze śnił?
-nie wiem, ale boje sie że tak i że to będzie jeden z nich...
Tagi: rozdział 40
25.04.2013 o godz. 17:38

Tylko żeby nie było
Teraz jeśli ma być kolejny rozdział, to pod rozdziałem 39 mają być przynajmniej 3 komantarze.
Inaczej nie napisze.
Dlaczego? Bo wchodzicei-czytacie-wychodzicie.
To mnie nie zadowala.
Sorki.
24.04.2013 o godz. 06:29

Rozdział 39

-co za późno...fuck.-powiedział Niall.
-hahahahahahahahaahahahahahahahaha i że ona była w tym domu? Nie, no bez żartów, coś jest nie tak, nie, nie, nie-mówiłem wyciągając telefon z kieszeni i wybierając jej numer-Harry, czy teraz jest dobry moment?
On tylko pokiwał twierdząco głową.
Nacisnąłem zieloną słuchawke.
Brak sygnału.
-może nie ma zasięgu.
Zadzwoniłem drugi raz.
Brak sygnału.
Trzeci raz.
Brak sygnału.
Chciałem zadzwonić po raz czwarty, ale Liam zabrał mi telefon. Spojrzałem na niego zdziwiowym i ciut zasmuconym wzrokiem. On tylko równie smutnym wzrokiem spojrzał na mnie, a potem na telefon.
Czyli...
Najpierw ją zabrali.
Potem zmienili.
A teraz zabili.
A ja mam jedno pytanie.
W czyim pieprzonym życiu sie znalazłem?!

*oczami Ulki*
Hmmm właśnie wracaliśmy do domu, gdy zauważyliśmy Jacka.
-chodźcie! Lecimy do Chin!
-ale jak? Jesteśmy tu dopiero dzień!-zareagowaliśmy.
-ktoś próbował was zabić, ale was nie było! Lecimy! Samolot czeka!

No i nie przebrani pobiegliśmy do samolotu. Tym razem mnie wrzucili między Micka a Tomasa. Lot miał trwać 5 godzin. Chyba nie wytrzymam. Sprawdziłam telefon.
brak zasięgu...
Zaczęłam rozmawiać z Mickiem.
Wcześniej nie wiedziałam, że on też jest z Polski. Normalnie miał na imie Tomek, czyli zupełnie odwrotnie do tego Co jest teraz. Gra na gitarze od 8 lat, a śpiewa od lat 6. Poten gadaliśmy o piłce nożnej i dalej o muzyce.
Nawet nie zauważyliśmy jak Tomas sie gdzieś przesiada. Następnie rozmawialiśm o życiu. Dowiedziałam sie, że on też został sprowadzony do tego przez znajomych. Właściwie przez kumpla. Nicka poznał w samolocie i już wtedy sie zaprzyjaźnili. Nagle zapytał o moje życie. Więc opowiedziałam mu o tym jak poznaje chlopaków z 1D, jak śpiewamy karaoke, potem jak nas z mieszkania wyrzucają i nie możemy znaleźć hotelu ani nic, potem biwak no i jak sie tu znajduje.
-Tomas zniknął.-zorientowałam sie w końcu.
-nic nie szkodzi, teraz możemy w spokoju gadać.
-hahahah racja.
-co ty na to abyśmy urwali sie z jutrzejszych zajęć powtórzeniowych?
-hahah no jasne że sie zgadzam!
-super, piąteczka!
Potem poszliśmy spać. Nawet nie wiedziałam kiedy oprłam głowe o jego ramie.
Obudził mnie Mick. Była 3 w nocy, a ja strasznie śpiąca. Przeszłam kawałek, a dalej o dziwo zaniósł mnie Mick.

*oczami Natalii*

Moje serce było załamane. Jakimś cudem Harry to wyczuł.
-coś nie tak?-spytał wchodząc jeszcze tego samego wieczoru do mojego pokoju.
-nie wszstko ok...
-przecież widze.
-nie na prawde jest ok...
-mi będziesz kłamać?
-oj Harry...
-jeśli chodzi o to, to nie martw sie, wiem że musisz wrócić do Liama, ale pamiętaj że jeśli on coś ci zrobi, skrzywdzi cie lub zasmuci, to ja pierwszy dam mu w twarz.
-oh Harry, dziękuje.-powiedziałam, po czym go mocno przytuliłam.
-co jeszcze moge dla ciebie zrobić? Jaki problem moge zniszczyć?
-tego problemu nie da sie zniszczyć, bo ktoś go zrobił niszcząc ją.

*oczami Ulki*
Ja i Mick według planu urwaliśmy sie z zajęć. Wcześniej Jack kazał nam sie nie rzucać w oczy, niech ludzie myślą że nie żyjemy, bo jeśli wtedy chcieli nas zabić, to teraz też będą chcieli to zrobić.
Tak więc ja i Mick poszliśmy do parku, gdzie akurat nikogo nie było. Mick uczył grać mnie na gitarze i obiecałnauczyć mnie jak zagrać niektóre piosenki na gitarze. Nie było nas cały dzień. Co jakiś czas robiliśmy sobie słit focie, które od razu usuwaliśmy. Dzień minął niesamowicie dobrze i świetne, Co prawda dostaliśmy ochrzan za ucieczke, ale i tak więcej sie z niej śmialiśmy niż ubolewaliśmy.
Pobyt w Chinach minął szybko. Dużo sie nauczyliśmy, choć nie wszystko jest mądre. Joe i Tomas nauczyli sie przez przypadek przeklinać po chińsku, David zdobył chiński strój za pokonanie mistrza w karate, a my wszyscy dostaliśmy wielką paczke żelków i pianek za nakręcenie najśmieszniejszego filmiku o Chinach.
Dziś wylatywaliśmy do Londynu. Bałam sie jak nigdy dotąd. Najgorsze jest to, że mieszkamy w sąsiedztwie domu Hazzy, w którym oni mieszkali.
Lot trwał 12 godzin. Usnęłam od razu. Tym razem siedziałam sama. Obudziłam sie około godziny przed lądowaniem. Serce mi mocniej zabiło. Wiem przecież że oni to oglądali i wiedzą że dziś przyjeżdżam, a z drugiej strony myślą że nie żyje...

*oczami Louisa*
Już dwa tygodnie. Próbuje zapomnieć. Wiem że nie tylko mi sie nie udaje. Kązdemu z nas wydaje sie że ona żyje, ale chyba mi najmocniej. Ostatnio Niall zapomniał sie i powiedział przy obiedzie:
-ciekawe Co słychać u Ulki, ciekawe jak sobie radzi.
Ja spojrzałem wtedy szybko w talerz, a Liam go szybko upomniał. Widać było że poczuł sie bardzo głupio w stosunku do mnie i Natalii.
Ogółem dni byłe ciche. Tymbardziej dla mnie, gdyż cały czas siedziałem w domu. Oni codziennie gdzieś wychodzili. To do sklepu, to do szkoły, do gdzieś jeszcze. A ja siedziałem w domu i zapełniałem sie promilami. Zazwyczaj robiłem to w nocy, gdy wszyscy spali, czasem jednak gdy wiedziałem że ich długo nie będzie, to nie szczędziłem sobie również dnia. Nigdy jeszcze nie zauważyli po mnie że piłem. Ale dzięki temu zapominałem, Co dawało mi spokój. Każdy z nas miał swój sposób byja zapomnieć. Ja nocami piłem, Natalia nocami czasem płakała, Zayn sie wyciszył,a Niall, Liam i Harry podtrzymywali nas na duchu, choć sami tego potrzebowali.
Dziś mamy 19 września i dziś przyjechałaby do Londynu. Przyjechałaby gdyby żyła.

*oczami Nathana*
Cały czas szukałem tej dziewczyny. Tak. Tej dziewczyny z mojego snu.

******************
Nie. To ostatnie nie jest moją pomyłką.
Tagi: rozdział 39
24.04.2013 o godz. 06:27

Czy jest na sali lekarz? Najlepiej psychiatra :D

Rozdział 38

*oczami Lou*

'Louis, to ja Liam,znalazłem czyjś telefon,ale nie moge dzwonić bo ktoś usłyszy, Liam który jest z wami to tylko moja podobizna,przypatrz sie,on nie ma mojego znamienia,ja jestem w opuszczonej fabryce lodów,przyjedź szybko,mam dla was ważną informacje'
Na początku nie wierzyłem tej wiadomości. Potem jednak przypomniałem sobie sytuacje gdy 'Liam' siedział na kanapie. Zaraz...zaraz...matko. To nie był prawdziwy Liam. Czyli nasz Liam nie jest jak odwyku, tylko w opuszczonej fabryce. Szybko wróciłem do domu i poiedziałem tomek reszcie. Na szczęście Hazza wiedział gdzie znajduje sie owa fabryka. Nie zważaliśmy na to, że jest już późno. Po prostu wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Harry prowadził,ja siedziałem obok, a reszta z tyłu. Na miejscu byliśmy po 20 minutach.

*oczami Natalii*
Nie wiedziałam wtedy Co myśleć. Do tej pory myślałam że był to prawdziwy Liam, myślałam tak, jednak w głębi czułam że coś jest nie tak. Nie wiem jednak Co będzie teraz. Dalej kocham Liama, ale Harry. Gdy ten człowiek, którego uważaliśmy za prawdziwego Liama, mówiąc w jego imieniu powiedział że mnie nie kochał,Harry stałmi sie bardzo bliski. Czuje że stał sie dla mnie bardzo ważny. Ale teraz okazuje sie że to nie był Liam. Wiem że Harry odczuł to tak jak ja. Ale wiem, że teraz będe musiała wybrać. Boje sie że wybiore źle.

*oczami Louisa*
Gdy tylko weszliśmy usłyszeliśmy wołanie Liama. Podbiegliśmy tam. Był przywiązany do krzesła. Zayn przeciął nożem liny, po czym usłyszeliśmy jak ktoś nas nakrywa. Rzuciliśmy sie do ucieczki. Udało nam sie. Odjechaliśmy w ostatniej sekundzie. Gdy tylko weszliśmy do domu, kazaliśmh wyjaśnić wszystko Liamowi. On włączył telewizje i zaczął.
-pewnie dziwicie sie po Co włączyłem tv, otóż może okazać sie naszym informatorem. Jeśli chodzi o to ile tam siedze, to zabrali mnie tuż po biwaku, zabrali mnie ci sami ludzie Co 'opiekują' sie grupą ludzi z którymi jest Ulka, mówili coś o bombie w Australii...
Nagle przerwano trwający program wiadomościami.
-przepraszamy za przerwanie programu, ale nadajemy na żywo z Australii gdzie dosłownie 15 minut temu wybuchła bomba podłożona pod dom w którym mieszka 19 osób, które dziś gościły u nas w programie, z relacji sąsiadów dom wręcz wyleciał w powietrze. Szczątki dachu są widoczne około kilometra stąd. Nikt nie mógł tego przeżyć...-mówiła reporterka na tle szczątków spalonego domu.
-za późno...-powiedział zasmucony Liam.
Tagi: rozdział 38
18.04.2013 o godz. 20:22

Nawet nie czytaj, nie warto ;________;
Najlepiej od razu skomentuj ze jest źle z moją wyobraźnią ;_________;

Rozdział 37

* oczami Ulki*
Nie wiedziałam Co sie dzieje u nas w domu, czyli dokładniej u Natalii. Troche mnie to martwiło, ale przy Tomasie i Davidzie nie mogło to trwać długo. Na szczęście nie zabrali nam jeszcze telefonów, a swój miałam już naładowany. Wahałam sie czy do kogoś z nich nie zadzwonić. Gdy szłam do samolotu, gdyż dziś wylatywaliśmy do Australii, Tomas i David zaszli mi droge. Jak ja szłam w lewo to oni ramie w ramie też. Jak ja szłam w prawo to oni też. Jak chciałam iść szybciej to oni stawali w miejscu i robili wszystko żbym cały czas była za nimi. No, udało im sie to :D dziś w Australii czekała nas konferencja medialna,znaczy gdy tylko przylecimy do Australii zostaniemy zawiezieni do angielskiej stacji, którą tam mają.
Lot miał trwać (aż) 11 godzin. Nie wiem jak ja psychicznie z nimi wytrzymam.
-to szykuje sie 11 godzin z najwspanialszymi ludźmi na ziemi-mówił Tomas-czyli ze mną, Davidem, Mickiem, Joe i Nickiem! Możecie czuć sie zaszczycone!
My odpowiedziałyśmy tylko śmiechem. Siedzenia były podzielone tak iż po lewej i prawej stronie są po dwa, a w środku trzy. Ja dostałam chyba zły bilet, ze złym miejscem. Wg biletu miałam usiąść obok Micka w środkowym rzędzie, od prawej strony. Na szczęście obok mnie miała usiąść Emily i Vanessa.
Niestety. Tuż przed odlotem Van i Em zamieniły sie miejscami zm Tomasem i Davidem. Teraz wiedziałam że nie przeżyje tego lotu. Jakja chciałam zmienić miejsce, było za późno.
Ubrani byliśmy już przez naszych stylistów, przez Co ja miałam na sobie luźny szary t-shirt, czarną bluze, która po zapięciu pokazuje znak Batmana, luźne czerwono-pomarańczowe rurki w krate, czarne skeyty i opuszczone żółte szelki. Taka tam ja. Moje nowe czerwone włosy (<3) były spiete w luźnego koka. Z tego Co nam mówili to tak jak jesteśmy ubrani teraz, mamy chodzić na codzień, a do innych wydarzeń takich jak teraz ta konferencja będziemy sie przebierać. Chlopaki byli ubrani podobnie do mnie... O.O . Dziewczyny za to wyglądały jak one.
W czasie lotu nie zabrakło puszczania 'Gangdam style' z telefonów oraz tańczenia do tego. Lecieliśmy o dziwo zwykłym osobowym samolotem. Tyle że miejsc było tyle ile nas, dziwne... postanowiłam powiedzieć to chlopakom.
-patrz tam za nami są drzwi, możemy iść sprawdzić.-odpowiedział mi Mick.
-nie chce mi sieeeeee...
-no a bo mi sie chce!
-to po Co proponujesz?!
-nie wiem... :D
-boshe, obok kogo ja siedze....
-co nie pasuje ci coś?-powiedział zabawnie Nick.
-nie no ależ skąd.
-czemu.-wtrącił David.
-już zaczynasz?
-y tak.
-to będzie dłuuuuuugi lot.
-nie zaprzecze.-powiedział Tomas.
Potem już tylko rozmawialismy i zartowaliśmy. Nickowi coś odbiło i zachciało mu siie grać w 'spychanki' w samolocie <facepalm>. No alle ja i Mick mu sie nie daliśmy i to on spadł ^^. Takiego smiechu dawno nie słyszałam xD
Co jakiś czas Tomas podawał mi rzeczy dziewczyn i słyszałam tylko:
-Amy masz, Amy masz, Amy masz, Amy masz...
A Potem ze strony dziewczyn:
-Amy oddaj, Amy oddaj, Amy oddaj, Amy oddaj...
W końcu Tomas przerwał przerał to błędne koło.
-e, Mick zabrzdąkaj coś.
-a Co?-zapytał w odpowiedzi Mick.
-umiesz 'Hey soul sister'?-spytałam zaciekawiona.
-jasne, to śpiewasz?
-jeśli ty będziesz śpiewać to ja też.
-i ja sie dołączs.-dodał Tomas.
-dobra zaśpiewamy wszyscy.
Mick zaczął grać, a my z resztą śpiewać, tyle fałszów na raz nie słyszałam. Po skończonej piosence wpadłam a pomysł jak ich rozśmieszyć. Przekazałam go Mickowi na ucho:
-zagraj Train-shake up, a ja zaśpiewam, a ty dodaj jeszcze jakieś efekty specjalne, ok?
Zgodził sie i zaczął.
Pierwszy śmiech był przy naszym 'ho, ho, ho', a potem w śmiechu dołączali sie ci, którzy to znali. Dwie godziny drogi zleciały nam na śpiewaniu bądź bardziej falszowaniu znanych piosenek.

*oczami Louisa*
Cały czas sie zastanawiałem czy nie spróbować do niej zadzwonić. Ale jeśli ma zakazane odbierać? A jeśli nie będzie mogła nic powiedzieć? Albo odbierze ktoś inny? Nie wiedziałem Co robić. Z jednej strony bałem sie, a z drugiej...
Druga strona jednak wzięła nade mną góre.
Gdy byłem sam w domu, usiadłem na dole w fotelu i powoli wykręciłem jej numer telefonu. Jeszcze chwile myślałem nad tym czy dobrze robie, lecz po chwili nacisnąłem zieloną słuchawke.
Jeden sygnał...drugi...trzeci...czwa...odebrała.
-halo?-zapytał męski głos w słuchawce.
-czy moge rozmawiać z Ulką?
-chodzi ci o Amy?
-tak...chyba tak.
-sory, ale śpi.
-moge choć wiedzieć gdzie jesteście?
-w samolocie, a jak chcesz coś więcej to oglądaj dziś o 20 YTV, pa.
Rozłączył sie i dokładnie w tym momencie reszta weszła do domu.
-dzwoniłem do niej...-powiedziałem jeszcze lekko zszokowany.
-i??? Odebrała??-spytała zaciekawiona Natalia.
-nie, ale odebrał jakiś chlopak...
-uuuuu, a wiesz gdzie są?
-w samolocie.
-w samolocie?!
-tak, a i on mówił żebyśmy dziś oglądali YTV o 20.

*oczami Ulki*
Obudził mnie Mick. Jak sie okazało już od około 4 godzin śpie z głową na jego ramieniu. O booooooshe xd.
-sorka.-powiedziałam chcąc przeprosić za to że usnęłam z głową na jego ramieniu.
-nie ma sprawy, a i dzwonił jakiś chlopak, chciał z tobą gadać ale spałaś.
-aha dzięki, a Co chciał?
-pytał sie gdzie jesteś, ale kazałem mu oglądać jutrzejszy program.
-no spoko.
Gdy potem sprawdziłam kto do mnie dzwonił okazało sie że tą osobą był Louis. Serde mi zamarło a potem przyspieszyło bicia. Ciesze sie że to Mick odebrał bo ja nie umiałabym czegokolwiek powiedzieć. Ale boje sie ze jakoś źle mógł odebrać to, że telefon odebrał chłopak i że widocznie śpie obok niego w samolocie... trudno.
Gdy tylko wylądowaliśmy, zostaliśmy zabrani do 'ruchomej garderoby' ze stylistkami. Wchodziliśmy tak pojedynczo, a one ubierały nas do wywiadu. To było dziwne, na codzień mam wyglądac jak chłopak, a teraz ubrały mnie tak : http://stylistki.pl/rock-me-248984/
Do programu poszło z nas tylko 5 osób. Mianowicie ja, Monica, Tomas, Mick i David. Monica została ubrana w to : http://stylistki.pl/aliice-216521/
Chłopaków ubrali w kolorowe luźne rurki i :
Tomas-czerwony t'shirt w nadrukiem, jeansowa kurtka
Mick-biały t-shirt na ramiączka, rozpięta lekko różowa koszula
David-luźna granatowa bluza z nadrukiem jelenia
Każdy z nas wyglądał inaczej, a jednak nasze stroje współgrały.
Pojechaliśmy do studio. Tam zaczęliśmy od razu nagrywać, gdyż było to na żywo.

*oczami Louisa*
Za minute zaczynał sie program, który mieliśmy obejrzeć. Włączyliśmy więc YTV i oglądaliśmy.
-witamy w dzisiejszym programie! Tego wieczoru gościmy 5 osób z 19 wybranych do życia jako elita światowa! To oni przez najbliższe lata będą prowadzić najważniejsze rozmowy, rozwijać swoją wiedzę, kształcić sie w wielu kierunkach. Przyszli ludzie pracy, powitajmy Davida, Monice, Tomasa, Amy i Micka!
Do studia weszło 5 osób. W tym dwie dziewczyny. Amy. Amy. Amy. Wcześniej ciemnowłosa Ulka, teraz ruda Amy. Wyglądała niesamowicie. Siedziała między jakimiś dwoma brunetami. Gdy sie witali rozpoznałem że to ten Mick odebrał jej telefon.
Dz:-więc opowiedzcie coś o tym Co będziecie teraz robić.
T:-tak więc jesteśmy teraz w Australii...-zaczął Tomas.
-w Australii?!-przerwaliśmy wszyscy razem televizorowi.
T:-...sze szkolenia, przypominamy sobie podstawowe informacje, a potem je rozwijamy i kształcimy sie dalej.-dokończył chłopak.
Dz:-dobra, a gdzie jedziecke potem? Wiecie już?
Mon:-tak-odezwała sie blondynka-naszym następpnym przystankiem są Chiny, tam będziemy już za tydzień, potem 13 września wylatujemy do USA, 19 lecimy do Londynu i zostajemy tam tydzień, na razie wiemy tyle.
'Będzie tu.'-pomyślałem.
Dz:-no to nieźle sie urządziliście, a poza pracą też spędzacie wspólnie razem czas?
T:-oczywiśczie że taaaaaaaak :>-powiedział Tomas po czym oparł łokieć o ramie...Ulki.
A:-czyżby?
M:-no pewnie że tak.-powiedział brunet z jej drugiej strony, po czym objął od tyłu jej szyje.
A:Mick rozumiem że stęskniłeś sie za Tomasem, ale prosze, złapiesz go za ręke po programie, dobrze?-dzięki temu 'Mick' zabrał ręke, a wszyscy razem z nim sie śmiali.
Dz:-hahah, możecie opowiedzieć nam jakąś śmieszną historie z waszej krótkiej znajomości? Były już jakieś?
D:-oooooj były, hahahah, Tom, Amy opowiedzcie to z autokarem.
T:-to z tym mydłem?
Dz:-no to słucham.
T:-no więc...Amy ty opowiedz.
A:-ehh, znimi to tak zawsze, a jeśli chodzi o tą historie, to wcale nie jest długa, chłopaki chcieli powiedzieć o tym jak raz w drodze zepsół nam sie autokar no i na postoju okazało sie że Joe-nasz kolega-ma przy sobie mydła w płynie, no i sie zaczęło. Chłopaki psikali na siebie nawzajem, aż zabudzili opakowanie, więc wylądowało ono pod siedzeniami. Chyba dalej tam jest.
M:-albo dziś w samolocie, my szlachta,to mamy szlachetne pomysły jak na przykład śpiewanie świątecznych piosenek granych na gitarze w sierpniu!
A:-ej, nie przywłaszczaj sobie mojego pomysłu! Ale i tak LEPSZE było jak Nickowi zachciało sie grać ze mną i tobą w spychanki, hehs, psychiczne dziecko.
M:-i przez to spadł z fotela.
A:-przez to i przez nas też :D.
M:-tak, my też sie do tego przyłączyliśmy, piąteczka.
Dz:-ok, czyli śpiewacie i gracie? Kto śpiewa a kto gra?
T:-a Mick gra na gitarze!!!
A:-co ty nie powiesz?!
Mon:-z naszego grona dobrze śpiewa Amy, a ogółem to jeszcze jest śpiewających kilka dziewczyn z naszej grupy.
Dz:-to czy możemy prosić naszych artystów o przedstawienie czegoś? Możecie sami wybrać repertuar.
Ona i ten Mick spojrzeli tylko po sobie, uśmiechnęli sie i zaczęli...
A:
'Ho, ho,ho
Shake it up
Shake up the happines
Wake it up
Wake up the happines
C'mon jou
It's christmas time...
Shake it up (shake it up!)
Shake up the happines
Wake it up (wake it up!)
Wake up the happines
C'mon jou
It's christmas time...
Hahahahahahaha, taka tam gwiazdka w sierpniu.
Dz:-to graliście w samolocie?
M:-tak, ale również 'hey soul sister' czy kilka innych piosenek.
Dz:-pracujący, zdolni, młodzi, piękni, utalentowani muzycznie, idealni!
D:-to tylko ta dwójka tak właściwie.
Dz:-haha, czyżby coś sie szykowało?
Wtedy Mick i... Amy? wybuchnęli śmiechem.
Dz:-a będziecie mieli jakieś dni wolne?
A:-tak! I to wiele, nawet po dwa, trzy na tydzień, a biorąc pod uwage to że zajęcia mamy kilka godzin, choć niezawsze, to nie będzie tak źle.
Dz:-wiecie ile będziecie współpracować?
D:-całe 5 lat.
Dz:-to dużo pracy przed wami, więc życze wam żeby była owocna w same dobre chwile. Mam nadzieje że się jeszcze zobaczymy. Wyjdźcie jeszcze raz na środek i pokażcie się wszystkim ponownie, a ja sie z wami żegnam.
Wyszli na środek. Każdy objął każdego.
Koniec wywiadu.
Harry wyłączył teleizor.
-no i na Co ci to było? I tak jej nie pokazali.-powiedział Hazz.
-pokazali, Amy to ona.-odpowiedziałem.
-ta dziewczyna z czerwonymi włosami to ta sama brunetka którą z nami mieszkała?!
-no...
-to Co, czekamy do 19 września?
-na to by wychodziło. Spróbuje do niej zadzwonić.
-może lepiej nie...
-czemu?
-przecież widzisz że ją zmienili, widocznie chcą żeby sie oderwała od starego życia...
-może i masz racje, ide sie przejść.
Wyszedłem. Na dworzu było ciepło mimo późnej pory.
Teraz właściwie to nie wiem czy myśle o ulce, czy o 'Amy'... troche sie pogubiłem. Tak bardzo chciałem ją usłyszeć, zobaczyć, przytulić, ale Harry chyba miał racje...ale mam czekać pół miesiąca żeby ją zobaczyć, a może nawet nie? A jeśli nie będzie chciała mnie widzieć? Jeśli będzie chciała spędzać czas tylko z tamtymi?
Ale, przecież nie.
Zmieniła sie. Ale tylko na zewnątrz. Mam taką nadzieję.
Liam... wczoraj pojechał na odwyk. Dziwne, nigdy bym sie tego po nim nie spodziewał.
Sms. Nieznany numer.
''Louis to ja Liam...
Tagi: rozdział 37
17.04.2013 o godz. 18:23
world-of-1D
Skąd: One Direction's Tourbus
O mnie: to jest... nie, lepiej żebyście mnie nie poznawali... twitter: @Horan_bejbeee
statystyki
sekcja użytkownika